15 marca 2026

Żenujące przedstawinie Kaczyńskiego. Ktoś się na to w ogóle nabierze?

W Prawie i Sprawiedliwości znów trwa spektakl, który partia Jarosława Kaczyńskiego wystawia od lat: „wybieranie” premiera w zaciszu gabinetu prezesa. Najnowsze doniesienia, że kandydatem może zostać Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, nie są w tej historii najważniejsze. Najważniejszy jest mechanizm – scentralizowany, jednoosobowy i głęboko anachroniczny.

W najnowszym numerze „Do Rzeczy” Cezary Gmyz i Piotr Gociek piszą: „Prezes naczelnik miał zmienić zdanie i chce wyznaczyć nowego młodego kandydata na premiera. Ma być to Lucjusz Nadbereżny (…)”. Zwracają uwagę, że kandydatura „pogodziła zwaśnione frakcje w PiS”, bo młody samorządowiec „nie przeszkadza, gdyż go lekceważą”. Już ten opis pokazuje istotę problemu: nie chodzi o program, wizję państwa czy kompetencje, lecz o wewnętrzną układankę frakcji i kalkulację polityczną.

Doniesienia potwierdza dziennikarz Onetu Jacek Gądek, wskazując, że „pewnie będzie Lucek”, choć do ogłoszenia pozostało kilka dni i „prezes zawsze może zmienić zdanie”. To zdanie – wypowiedziane mimochodem – brzmi jak podsumowanie modelu funkcjonowania PiS. Wszystko zależy od woli jednej osoby. Decyzje zapadają nie w wyniku otwartej debaty, lecz jako akt namaszczenia.

Jarosław Kaczyński nie kryje zresztą, że tak właśnie to wygląda. W rozmowie z Radiem Maryja powiedział wprost: „– Ja już decyzję podjąłem, mam daleko idące uprawnienia wynikające ze statutu, (…) ale chciałbym to najpierw skonfrontować z większym zgromadzeniem członków naszej formacji”. W tym jednym zdaniu zawiera się esencja stylu przywództwa prezesa PiS. Decyzja jest podjęta. Konsultacje są dodatkiem, formalnością, elementem teatru partyjnej demokracji.

Kaczyński mówi także, że kandydat „to musi być kandydat który pozwoli wygrać wybory, który będzie nawet lokomotywą wyborczą”. Nie pada ani jedno zdanie o odpowiedzialności za państwo, o kompetencjach w zarządzaniu rządem, o zdolności budowania większości parlamentarnej. Najważniejsze jest zwycięstwo i mobilizacja „prawicowego elektoratu czy patriotycznego elektoratu”. Premier w tej logice staje się narzędziem kampanii, a nie przyszłym szefem rządu.

To właśnie należy najmocniej skrytykować. W demokratycznym państwie wybór kandydata na premiera powinien być efektem poważnej dyskusji programowej, starcia wizji, przedstawienia opinii publicznej jasnej propozycji. Tymczasem w PiS mamy do czynienia z sytuacją, w której „bardzo wąskie grono osób w partii zna to nazwisko”, jak przyznał rzecznik Rafał Bochenek. Reszta ma czekać na ogłoszenie decyzji prezesa – jak na werdykt monarchy.

Nie pierwszy to raz. Autorzy „Do Rzeczy” przypominają historię z premierem Piotrem Glińskim, którego kandydatura została „wyciągnięta z kapelusza ku zaskoczeniu wszystkich dobrze poinformowanych”. Wtedy również decyzja zapadła jednoosobowo. Wtedy również partia dowiedziała się o niej z góry. Taki model może funkcjonować w strukturze wodzowskiej, ale nie w nowoczesnej partii aspirującej do rządzenia państwem.

Warto też zauważyć paradoks: kandydatura Nadbereżnego ma rzekomo godzić frakcje, bo jest „bez frakcji” i „mało znany”. To logika minimalnego ryzyka dla lidera, nie maksymalnej jakości dla państwa. Kandydat nie może być zbyt silny, zbyt wyrazisty, zbyt samodzielny – bo mógłby stać się konkurencją. Lepiej wybrać kogoś, kogo można kontrolować.

Takie „wybieranie premiera” nie ma sensu w XXI wieku. Obywatele nie są statystami w partyjnym spektaklu. Chcą wiedzieć, jakie kompetencje ma kandydat, jakie decyzje podejmował, jakie ma poglądy na kluczowe sprawy gospodarcze i społeczne. Chcą zobaczyć realne przywództwo, a nie figurę ustawioną na planszy przez partyjnego stratega.

PiS przez lata budował wizerunek partii silnej ręki. Dziś widać, że ta „silna ręka” oznacza koncentrację władzy w jednym ośrodku i marginalizację wewnętrznej debaty. Jarosław Kaczyński może mieć „daleko idące uprawnienia wynikające ze statutu”, ale Polska to nie statut partii. To państwo, w którym premier powinien być liderem zdolnym do samodzielnych decyzji – nie tylko „lokomotywą wyborczą” w kampanii.

Jeśli kandydat ma być przede wszystkim narzędziem mobilizacji elektoratu, a nie gwarantem stabilnych rządów, to mamy do czynienia z polityką podporządkowaną interesowi partii, nie państwa. A na to w dojrzałej demokracji nie powinno być zgody.

Popularne

PILNE! 1300+ AFER PiS i Suwerennej Polski. Aktualizacja 14.02.2026 r

   Lista prawie 1300 nierozliczonych afer  za rządów PiS i...

Szokująca prawda! Znana dziennikarka ujawnia tajemnicę: Kaczyński jest potomkiem Targowicy

Gen zdrady? PiS ma poważne problemy z wizerunkiem. Znana...

„Kaczyński umiera”. Prawnik z TVP twierdzi, że prezes PiS ma nowotwór?!

Kto zastąpi prezesa? Jarosław Kaczyński ma nowotwór – twierdzi prawnik...

Szokujący film z Andrzejem Dudą. Prezydent pod wpływem ledwo trzyma się na nogach?

Czy wirus filipiński zawędrował do Pałacu Prezydenckiego? Opublikowany film...

Kaczyński próbuje gasić pożar. Tylko kto mu jeszcze wierzy?

Debata o przyszłości Polski w Unii Europejskiej wchodzi w...

Widowiskowa katastrofa PiS. Tego się nie spodziewali!

Decyzja o wystawieniu Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera...

Tusk przesadza z groźbą Polexitu? To posłuchajcie Czarnka!

W polskiej polityce od lat trwa spór o miejsce...

Droga do Polexitu już się zaczęła. PiS się już...

Debata o przyszłości Polski w Unii Europejskiej jeszcze kilka...

Bunt pod powierzchnią. W PiS nie chcą Czarnka

Decyzja zapadła – Przemysław Czarnek został wybrany na lidera...

Wielkie oskarżenia, mało faktów. Czarnek idzie w skrajność

Debata o bezpieczeństwie państwa powinna opierać się na faktach,...