Polska od lat buduje swoją politykę bezpieczeństwa w oparciu o dwa filary: własny wysiłek obronny oraz współpracę z sojusznikami. W świecie narastających napięć geopolitycznych rozsądek i odpowiedzialność powinny być podstawą każdej decyzji dotyczącej finansowania armii. Tymczasem najnowsza propozycja prezydenta Karola Nawrockiego oraz prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego pokazuje coś zupełnie odwrotnego – polityczną fantazję, która może odbywać się kosztem stabilności państwa.
Podczas konferencji prasowej prezydent zaprezentował pomysł polskiego programu finansowania bezpieczeństwa określanego jako „SAFE zero procent”, który miałby stanowić alternatywę dla europejskiego programu SAFE. W założeniu ma on zapewnić 185 miliardów złotych na bezpieczeństwo Polski, a jednocześnie – jak przekonywał Nawrocki – „nie będzie wiązał się z żadnymi odsetkami finansowymi”.
Brzmi to atrakcyjnie, niemal jak polityczna wersja perpetuum mobile. Problem polega na tym, że w ekonomii takie rozwiązania zwyczajnie nie istnieją.
Prezydent przekonywał, że projekt jest „korzystną, suwerenną, bezpieczną, dobrą i efektywną alternatywą dla SAFE”, przygotowaną przy współpracy z prezesem NBP. W tym samym wystąpieniu zapewniał także, że Polacy w ostatnich miesiącach „zarobili znacznie więcej niż 185 miliardów złotych, potrzebnych do sfinansowania polskiego bezpieczeństwa” dzięki pracy kierownictwa banku centralnego.
Takie słowa brzmią efektownie, ale niewiele mają wspólnego z realną polityką gospodarczą. Bank centralny nie jest przecież fabryką pieniędzy, które można bez kosztów przekazać rządowi na dowolny cel. Jeśli NBP rzeczywiście „wykreuje” środki – jak zapowiedział Adam Glapiński – oznacza to w praktyce emisję pieniądza. A emisja pieniądza na taką skalę zawsze niesie konsekwencje: presję inflacyjną, osłabienie waluty i spadek zaufania rynków.
Glapiński mówił wprost: „Środki, które zostaną wykreowane, zostaną przekazane rządowi – do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.” To zdanie powinno zapalić wszystkie możliwe lampki ostrzegawcze. Niezależność banku centralnego jest jednym z fundamentów stabilności finansowej państwa. Pomysł finansowania wydatków budżetowych poprzez kreację pieniądza przypomina rozwiązania znane raczej z gospodarek przeżywających kryzys niż z państw Unii Europejskiej.
W dodatku propozycja ta pojawia się jako alternatywa dla programu europejskiego, który – choć wiąże się z długoterminowym finansowaniem – jest oparty na mechanizmach współpracy i stabilnych źródłach kapitału. Nawrocki próbuje zdyskredytować SAFE, odwołując się do argumentu pokoleniowego. Jak stwierdził, gdy program się zakończy w 2070 roku, „pożyczkę SAFE spłacać będą ci, którzy mają dziś 10, 11, 12 czy 13 lat.”
To retoryka chwytliwa, ale uproszczona. Każde państwo finansuje inwestycje strategiczne w perspektywie długoterminowej – od infrastruktury po obronność. Rozkładanie kosztów na dekady jest standardową praktyką ekonomiczną. Próba przedstawienia tego jako niemal moralnego problemu to raczej zabieg polityczny niż poważna analiza.
Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że w całej tej dyskusji bezpieczeństwo militarne staje się tłem dla ekonomicznych eksperymentów. Polska stoi dziś przed realnymi wyzwaniami: agresywną polityką Rosji, napięciami w regionie i koniecznością modernizacji armii. W takiej sytuacji potrzebujemy przewidywalnych mechanizmów finansowania, stabilnych instytucji i współpracy z partnerami.
Tymczasem z Pałacu Prezydenckiego i z siedziby NBP płynie przekaz oparty na politycznym marketingu: można mieć ogromne pieniądze na armię, bez długu, bez kosztów i bez konsekwencji. To wizja atrakcyjna dla wyborców, lecz niebezpieczna dla państwa.
Bezpieczeństwo nie może być oparte na ekonomicznych iluzjach. Jeśli politycy zaczynają wierzyć, że wystarczy „wykreować” miliardy, by rozwiązać strategiczne problemy, wchodzimy na bardzo ryzykowną ścieżkę. Polska potrzebuje odpowiedzialności, nie fantazji – zwłaszcza gdy stawką jest bezpieczeństwo kraju.










