Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny próbuje prowadzić debatę o bezpieczeństwie Polski przy pomocy starych politycznych schematów: straszenia Unią Europejską i sugerowania, że za każdym europejskim projektem kryje się czyjś spisek. Tym razem na celowniku znalazł się program SAFE – unijny instrument finansowy mający wspierać inwestycje w bezpieczeństwo i obronność.
Najostrzej skomentował go poseł PiS Przemysław Czarnek. W Telewizji Republika stwierdził:„Nigdy nie możemy pozwolić na to, żeby Polska związała się pożyczką SAFE, czyli niemiecką pożyczką”.
To zdanie dobrze pokazuje styl polityki, jaki od lat uprawia część polityków PiS: zamiast rzeczowej dyskusji – proste hasło, które ma wywołać emocje. Problem polega na tym, że w sprawach bezpieczeństwa państwa emocjonalne slogany są ostatnią rzeczą, jakiej Polska potrzebuje.
Program SAFE ma umożliwić krajom UE finansowanie projektów związanych z bezpieczeństwem i rozwojem przemysłu obronnego. Polska złożyła wniosek o pożyczkę w wysokości niemal 200 miliardów złotych – środki, które mogłyby wesprzeć modernizację armii i rozwój krajowego potencjału militarnego.
To nie jest drobna decyzja polityczna. To element szerszej europejskiej strategii wzmacniania zdolności obronnych w sytuacji, gdy wojna w Ukrainie zmieniła architekturę bezpieczeństwa w całym regionie. Dlatego reakcja Czarnka brzmi zaskakująco lekkomyślnie. Polityk PiS przekonywał bowiem, że SAFE to pożyczka „na zasadach do końca nieznanych”. To poważne oskarżenie. Problem w tym, że brzmi ono raczej jak polityczna sugestia niż rzetelna analiza.
Wypowiedzi Czarnka wpisują się w dobrze znaną strategię PiS: każdą inicjatywę europejską przedstawiać jako zagrożenie dla polskiej suwerenności. W tej narracji Bruksela staje się narzędziem „niemieckich interesów”, a współpraca europejska – pułapką. Tyle że w realnej polityce bezpieczeństwa takie uproszczenia niewiele pomagają.
Polska od lat buduje swoje bezpieczeństwo w oparciu o sojusze – przede wszystkim NATO, ale także współpracę w ramach Unii Europejskiej. W świecie rosnących napięć geopolitycznych izolowanie się od wspólnych inicjatyw obronnych byłoby raczej przejawem krótkowzroczności niż strategicznej odwagi. Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że ostrzeżenia Czarnka mają przede wszystkim charakter polityczny.
Jednocześnie polityk PiS zapowiedział, że jego partia rozpoczyna nową fazę politycznej ofensywy. „Myśmy pracowali nad tą ofensywą (…) poprzez prace zespołów programowych, poprzez poszczególne następnie przygotowywane alternatywy”.
To deklaracja, która brzmi ambitnie, ale w praktyce trudno dostrzec jej realne efekty. PiS od miesięcy zapowiada kolejne programowe inicjatywy, jednak w debacie publicznej znacznie częściej pojawiają się wypowiedzi o „niemieckich pożyczkach” niż konkretne propozycje dotyczące bezpieczeństwa czy gospodarki.
W efekcie zamiast poważnej rozmowy o przyszłości polskiej armii mamy kolejną odsłonę politycznej retoryki.
Co ciekawe, nastroje społeczne w tej sprawie są znacznie bardziej pragmatyczne niż ton wypowiedzi polityków PiS. Z sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski wynika, że 54,6 proc. Polaków popiera podpisanie ustawy wdrażającej program SAFE przez prezydenta. Przeciw jest około 30 proc. badanych, a blisko 15 proc. nie ma jeszcze wyrobionej opinii. Te dane pokazują, że większość społeczeństwa patrzy na tę sprawę bardziej praktycznie: jako na możliwość wzmocnienia bezpieczeństwa kraju.
Problem z wypowiedziami Czarnka nie polega tylko na ich ostrości. Prawdziwy kłopot polega na tym, że wpisują się one w szerszą strategię PiS: prowadzenia polityki poprzez emocjonalne narracje zamiast rzeczowej debaty.
Bezpieczeństwo państwa wymaga chłodnej analizy, współpracy z sojusznikami i jasnej strategii. Tymczasem w wypowiedziach polityków PiS coraz częściej pojawia się retoryka, która sprowadza złożone decyzje do prostych haseł.
Hasło o „niemieckiej pożyczce” może dobrze brzmieć w politycznym sporze. Ale w realnej polityce bezpieczeństwa liczą się nie slogany, lecz zdolność do budowania trwałych sojuszy i wykorzystywania dostępnych narzędzi.
A tego w wypowiedziach Czarnka i w obecnej strategii PiS wciąż trudno się doszukać.










