W debacie o bezpieczeństwie państwa coraz częściej pojawia się pytanie, czy propozycje prezydenta Karola Nawrockiego są realnym planem finansowania obronności, czy raczej polityczną próbą uniknięcia decyzji w sprawie programu SAFE. Politycy Koalicji Obywatelskiej nie mają w tej kwestii złudzeń. Ich zdaniem pomysł tzw. „polskiego SAFE 0%” przypomina bardziej marketingowy slogan niż poważny projekt państwowy.
Najostrzej ujął to szef MSWiA Marcin Kierwiński. Odnosząc się do propozycji prezydenta, który wraz z prezesem NBP Adamem Glapińskim zapowiedział alternatywny mechanizm finansowania obronności z wykorzystaniem rezerw złota Narodowego Banku Polskiego, polityk KO nie ukrywał sceptycyzmu. – Ja nie wiem, Polacy nie wiedzą i chyba sam pan Glapiński też jeszcze nie wie – powiedział Kierwiński, pytany o to, skąd właściwie miałyby się wziąć pieniądze na realizację tego planu.
To zdanie dobrze oddaje atmosferę wokół całej koncepcji. Bo choć na konferencji prasowej pojawiały się wielkie liczby, to – jak wskazują przedstawiciele rządu – zabrakło konkretów. W przestrzeni publicznej padła kwota nawet 185 miliardów złotych, która miałaby wynikać ze wzrostu wartości złota zgromadzonego przez NBP. Tyle że wzrost wartości aktywów banku centralnego nie oznacza automatycznie gotówki, którą można swobodnie przeznaczyć na wydatki budżetowe.
Kierwiński zwrócił uwagę właśnie na tę lukę między deklaracją a rzeczywistością. – To wygląda na hasło reklamowe, bo kredyt 0 proc. zawsze ładnie brzmi. ‘Chwilówki’ też się tak reklamują – mówił w radiu TOK FM.
Porównanie do reklam pożyczek krótkoterminowych nie jest przypadkowe. Politycy KO podkreślają, że w tak poważnej sprawie jak bezpieczeństwo państwa nie wystarczą efektowne slogany. Potrzebne są przejrzyste rozwiązania finansowe i szybkie decyzje.
Dlatego rząd i jego zaplecze polityczne wprost apelują do prezydenta, by podpisał ustawę wdrażającą program SAFE – mechanizm, który ma zapewnić środki na rozwój zdolności obronnych i modernizację służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Kierwiński nie ukrywa, że stawką są bardzo konkretne potrzeby służb mundurowych. – Każde dodatkowe pieniądze dla policji to jest więcej nowoczesnego sprzętu, więcej systemów antydronowych itd. – podkreślał szef MSWiA.
Jednocześnie jasno zaznaczył, że brak podpisu prezydenta pod ustawą SAFE może mieć realne konsekwencje dla funkcjonariuszy. – Panie prezydencie, proszę nie kluczyć, proszę nie budować alternatyw. Proszę po prostu podpisać ustawę o SAFE, bo w przeciwnym razie pozbawi pan polskich funkcjonariuszy pieniędzy – apelował.
W podobnym tonie wypowiadają się inni przedstawiciele rządu. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak sugeruje wręcz, że pomysł „SAFE 0%” może być jedynie politycznym manewrem. – Dla mnie to wczorajsze wystąpienie prezydenta z prezesem NBP to nie chęć wzmocnienia bezpieczeństwa Polski, tylko prosta reakcja na problem, jaki ma prezydent z wetowaniem bądź nie SAFE-u – powiedział w TVN24.
Siemoniak posunął się nawet dalej, określając konferencję prezesa NBP jako jego „kolejny stand-up”. W jego opinii trudno traktować poważnie zapowiedzi, które nie są poparte konkretnymi analizami finansowymi. – To nie jest tak, że prezes NBP ma 150–200 mld zł w kieszeni i może teraz powiedzieć: skieruję to na to – mówił minister.
Równie stanowczy jest rzecznik rządu Adam Szłapka. W jego ocenie sprawa jest prosta: gotowa ustawa leży już na biurku prezydenta i czeka na podpis. – SAFE 0%? Na ten moment zero konkretów. GOTOWA ustawa o SAFE jest na biurku prezydenta – napisał w mediach społecznościowych.
Szłapka przypomniał również, że jeśli rzeczywiście pojawią się dodatkowe środki na obronność, nikt w rządzie nie będzie ich blokował. Ale podstawą musi być realny, funkcjonujący mechanizm finansowania. – A jeśli znajdą się dodatkowe środki – Polska na tym zyska. Nie ma chwili do stracenia, czas na podpis – podkreślił.
W tej debacie coraz wyraźniej widać więc dwie różne postawy. Z jednej strony rząd i politycy KO, którzy naciskają na szybkie uruchomienie programu SAFE. Z drugiej – prezydent proponujący alternatywę, która na razie istnieje głównie w formie konferencji prasowej i politycznych deklaracji.
W sprawach bezpieczeństwa państwa różnica między tymi dwoma podejściami może mieć ogromne znaczenie. Bo nowoczesna armia i dobrze wyposażone służby nie powstają z haseł reklamowych – tylko z realnych pieniędzy i konkretnych decyzji.










