Ogłoszenie Przemysława Czarnka kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera wywołało prawdziwą burzę komentarzy. Decyzja Jarosława Kaczyńskiego, zaprezentowana podczas konwencji PiS w Krakowie, miała być demonstracją siły i początkiem nowego etapu w politycznej ofensywie partii. W praktyce jednak szybko stała się impulsem do lawiny krytycznych reakcji ze strony rządu i polityków koalicji.
I trudno się temu dziwić.
Czarnek od lat jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polskiej polityce. Jego styl uprawiania polityki – oparty na ostrych słowach, ideologicznych deklaracjach i ciągłej konfrontacji – sprawia, że dla wielu wyborców jest symbolem radykalnego skrzydła PiS. Dlatego nominacja na kandydata na premiera natychmiast wywołała falę ironicznych i krytycznych komentarzy.
Jednym z pierwszych głosów był wpis wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Polityk Lewicy nie pozostawił na tej decyzji suchej nitki. „Więcej brudnej energii, mniej bezpieczeństwa i mniej współpracy z Europą! Na dodatek sprowadzenie kobiet do roli inkubatorów – to jest najnowszy pomysł PiS na ratowanie pikujących notowań” – napisał w mediach społecznościowych.
Jego zdaniem strategia PiS jest dość oczywista: próba walki o najbardziej radykalny elektorat prawicy kosztem umiarkowanych wyborców. „Chcecie cofnąć Polskę w rozwoju o 100 lat żeby tylko zabrać trochę głosów zjadającym Was obu Konfederacjom. Kosztem przyszłości Polek i Polaków!” – dodał Gawkowski.
Jeszcze bardziej ironiczny komentarz pojawił się ze strony ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Polityk znany z ciętego języka skomentował kandydaturę Czarnka w sposób, który natychmiast stał się jednym z najczęściej cytowanych wpisów w internecie. „Przemysław Czarnek jest bardzo dobrym kandydatem na premiera – bliskiego mi Afganistanu” – napisał Sikorski.
I zaraz doprecyzował, o co mu chodzi. „Tam jego koncepcje, na przykład w dziedzinie edukacji, już są realizowane.”
To nawiązanie do czasu, gdy Czarnek kierował resortem edukacji i wzbudzał ogromne kontrowersje swoimi pomysłami dotyczącymi szkół i uczelni. Dla wielu nauczycieli i środowisk akademickich był wówczas symbolem politycznej ingerencji w edukację.
Do tej przeszłości nawiązała również minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jej komentarz był szczególnie ostry, ponieważ przypomniała decyzje podejmowane przez Czarnka w czasie, gdy był częścią rządu PiS. „Dziś w Krakowie klasę średnią ‘brał w obronę’ minister, który przez trzy lata odmawiał nauczycielom podwyżek” – napisała.
I dodała kolejne zarzuty. „Klepnął w rządzie dopłaty do kredytów, które wysłały ceny mieszkań w kosmos. Firmował w tym samym rządzie luki podatkowe dla najbogatszych.”
Na końcu nie zabrakło również ironicznego podsumowania. „Takiemu maszyniście jak Przemysław Czarnek jedyne co odjedzie to peron.”
Tak mocne reakcje pokazują jedno: nominacja Czarnka nie jest postrzegana jako próba uspokojenia politycznej sceny czy poszerzenia elektoratu PiS. Wręcz przeciwnie – dla wielu obserwatorów to sygnał dalszej radykalizacji.
W podobnym tonie wypowiedziała się także Katarzyna Kotula z Lewicy. Zwróciła uwagę na wypowiedzi Czarnka dotyczące kobiet i praw reprodukcyjnych. „Zamiast komentować dzisiejsze słowa Czarnka na temat kobiet, róbmy swoje. Zliberalizujmy prawo do przerywania ciąży i dajmy kobietom poczucie bezpieczeństwa” – napisała.
Według niej to właśnie politycy PiS odpowiadają za sytuację, którą sama określiła jako „prawdziwe piekło kobiet”.
Oczywiście w PiS pojawiły się również głosy broniące nowego kandydata. Poseł Michał Wójcik przekonywał, że tak ostra reakcja przeciwników politycznych wynika z obaw. Jego zdaniem politycy rządu „boją się Czarnka, który jest twardym zawodnikiem”.
Jednak dla wielu komentatorów sprawa wygląda znacznie prościej. Przemysław Czarnek jest politykiem, który od lat buduje swoją popularność na ostrych sporach ideologicznych i konfrontacyjnym stylu.
Dlatego jego nominacja na kandydata na premiera nie wygląda jak zapowiedź nowego otwarcia. Raczej jak sygnał, że PiS zamierza jeszcze mocniej postawić na politykę konfliktu.
A to – jak pokazują reakcje z ostatnich dni – wcale nie musi być strategia, która przekona do partii nowych wyborców.










