Polityka gospodarcza bywa niewdzięczna, szczególnie gdy zderza się z globalną rzeczywistością. W takich momentach najłatwiej jest udawać, że wszystko zależy od decyzji jednego rządu i jednego premiera. Dokładnie taką grę prowadzi dziś PiS w sprawie cen paliw. Problem polega jednak na tym, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana – i właśnie to przypomniał Donald Tusk.
Podczas konferencji prasowej z premierem Holandii polski premier został zapytany o rosnące ceny paliw, które są bezpośrednią konsekwencją napięć na Bliskim Wschodzie i izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran. Tusk odpowiedział w sposób, który w polskiej debacie publicznej zdarza się rzadko – po prostu powiedział prawdę o granicach wpływu rządu na globalny rynek.
„Nie mamy wpływu na ceny paliw na świecie, z całą pewnością inny Donald ma realny wpływ na to, co się dzieje z paliwami na świecie, tak że tam proszę kierować pytania, a nie do skromnego polskiego Donalda” – powiedział premier.
Wbrew histerycznej reakcji polityków PiS nie była to oznaka bezradności. To była diagnoza rzeczywistości. Ceny ropy na świecie nie zależą od decyzji jednego europejskiego rządu, lecz od globalnych napięć, konfliktów zbrojnych, decyzji producentów ropy i sytuacji geopolitycznej. Każdy, kto choć trochę rozumie gospodarkę, wie, że tak właśnie działa rynek energii.
PiS próbuje jednak przekonywać opinię publiczną, że wszystko można rozwiązać prostym ruchem w Warszawie. W tej roli wystąpił między innymi Przemysław Czarnek, który zaproponował obniżenie VAT na paliwo z 23 do 8 procent oraz czasową redukcję akcyzy.
Brzmi efektownie, ale w praktyce jest to klasyczna populistyczna recepta: obniżyć podatki dziś, a rachunek zostawić na później. Problem w tym, że takie rozwiązania nie tylko uderzają w dochody państwa, ale też nie gwarantują trwałego spadku cen. Historia ostatnich lat pokazała już wielokrotnie, że globalne wahania cen ropy potrafią w kilka tygodni zniwelować efekty podobnych działań.
Donald Tusk nie uciekał jednak od odpowiedzialności za to, co faktycznie zależy od państwa. Premier podkreślił wyraźnie, że rząd pilnuje, aby kryzysowa sytuacja na świecie nie stała się okazją do spekulacji czy nadmiernych zysków koncernów paliwowych. „Nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek zarobił na tej sytuacji krytycznej” – zapowiedział.
To jest właśnie sedno sprawy. Państwo nie kontroluje cen ropy na światowych rynkach, ale może kontrolować uczciwość mechanizmów krajowego rynku. Może pilnować, aby koncerny nie wykorzystywały napiętej sytuacji geopolitycznej do podbijania marż. Tusk jasno zapowiedział, że właśnie na tym koncentrują się działania rządu. „Ani Orlen, ani nikt inny nie ma prawa zarobić na tej sytuacji. Szukamy ostrożnych narzędzi tak, żeby te ceny nie wystrzeliły ponad to, co dzisiaj się wokół nas” – mówił premier.
To podejście realistyczne i odpowiedzialne. Zamiast obiecywać cudowne rozwiązania, rząd stara się stabilizować sytuację i pilnować, by Polska nie odstawała od poziomu cen w regionie. „W Polsce paliwa nie będą dwa razy tańsze niż u sąsiadów, ale będziemy pilnować, żeby nikt na tym nie zarobił i żeby było to działanie rozsądne” – podkreślił Tusk.
Tymczasem PiS znów próbuje sprzedać Polakom prostą opowieść: gdyby tylko oni byli u władzy, ceny spadłyby natychmiast. Problem w tym, że przez osiem lat swoich rządów sami wielokrotnie tłumaczyli drożyznę na stacjach dokładnie tym samym – sytuacją na światowym rynku ropy. Dziś udają, że o tym zapomnieli.
Premier przypomniał również, że sytuacja na rynku paliw jest bezpośrednio powiązana z konfliktem na Bliskim Wschodzie i jego możliwym zakończeniem. Odniósł się przy tym do słów Donalda Trumpa, który zapowiadał szybkie zakończenie wojny i spadek cen ropy. „Chcę wierzyć w te słowa, że wojna zaraz się skończy i ceny wrócą do normy” – mówił Tusk.
To nie jest wyraz naiwności. To realistyczne stwierdzenie faktu: jeśli napięcia geopolityczne spadną, ceny ropy również spadną. Polityka gospodarcza nie polega na udawaniu, że można sterować całym światem z Warszawy. Polega na odpowiedzialnym reagowaniu na realne procesy globalne.
I właśnie dlatego w tej sprawie Donald Tusk trafił w sedno problemu – a PiS po raz kolejny postanowił udawać, że ekonomia działa według praw kampanii wyborczej.










