Przemysław Czarnek dopiero co został ogłoszony kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera w przypadku zwycięstwa tej partii w przyszłych wyborach parlamentarnych. Można by się spodziewać, że w takiej sytuacji polityk będzie szczególnie uważał na słowa, budował wizerunek państwowca i pokazywał kompetencję. Tymczasem kolejne dni pokazują coś zupełnie odwrotnego. Zamiast powagi – polityczne zaczepki. Zamiast argumentów – nieparlamentarny język. A zamiast wizerunku przyszłego szefa rządu – kolejne wpadki.
Podczas rozpoczętego w środę 53. posiedzenia Sejmu X kadencji Czarnek zabrał głos w sprawie cen paliw. Sam temat jest oczywiście ważny – wysokie koszty paliwa uderzają zarówno w kierowców, jak i w rolników. Problem polega jednak na tym, że sposób prowadzenia tej debaty przez polityka PiS znów bardziej przypominał polityczną awanturę niż poważną rozmowę o gospodarce.
Czarnek rozpoczął swoje wystąpienie od opowieści o podróży przez Warmię i Mazury. „Szanowni koledzy z PSL. Jadąc od Iławy i z powrotem widziałem, że rolnicy już wyjeżdżają traktorami i tankują absurdalnie drogie paliwo na stacji” – mówił z sejmowej mównicy.
W tej części wypowiedzi można było jeszcze dostrzec próbę zwrócenia uwagi na realny problem. Jednak szybko okazało się, że prawdziwym celem wystąpienia jest nie tyle dyskusja o rozwiązaniach, ile polityczny atak. „Złożyliśmy projekt ustawy o obniżeniu VAT-u na paliwo, akcyzy na paliwo. A pan marszałek Czarzasty do konsultacji do 8 kwietnia go skierował. Koledzy z PSL, przestańcie być popychadłami Czarzastego, Tuska” – powiedział Czarnek.
Trudno o bardziej jaskrawy przykład języka, który nie powinien paść z ust polityka aspirującego do stanowiska premiera. Określanie parlamentarzystów innej partii mianem „popychadeł” nie jest elementem parlamentarnej debaty. To raczej retoryka politycznej ulicy.
Jeszcze bardziej zaskakuje fakt, że takie słowa padają właśnie teraz – w momencie, gdy Czarnek próbuje budować wizerunek przyszłego szefa rządu. Premier, nawet w opozycji, powinien pokazywać zdolność do rozmowy z różnymi środowiskami politycznymi. Tymczasem kandydat PiS zdaje się robić wszystko, by te relacje jeszcze bardziej zaostrzyć.
Co więcej, sama propozycja, o której mówił Czarnek, wcale nie jest szczególnie odkrywcza. Polityk PiS ogłosił bowiem projekt ustawy zakładającej czasowe obniżenie podatków na paliwo.
W poniedziałek pojawił się nawet przed jedną ze stacji Orlenu w Warszawie, by nagłośnić sprawę rosnących cen benzyny. Jak podkreślał, na niektórych stacjach paliwo kosztuje już około 8 złotych za litr. Polityk przekonywał, że jego projekt zakłada obniżenie podatku VAT z 23 do 8 proc. oraz zmniejszenie akcyzy o około 9–10 proc. „Chodzi o to, żeby dziś Polacy poczuli, że państwo wspiera ich w czasie kryzysu” – tłumaczył.
Brzmi to atrakcyjnie w politycznym przekazie, ale rodzi też wiele pytań. W czasie rządów PiS ceny paliw również rosły, a system podatkowy nie był wówczas radykalnie zmieniany. Dzisiejsza propozycja wygląda więc bardziej jak element kampanii politycznej niż przemyślana strategia gospodarcza.
Największy problem z wystąpieniami Czarnka polega jednak na czymś innym. Polityk, który ma być twarzą przyszłego rządu, powinien pokazywać klasę i opanowanie. Tymczasem jego styl coraz częściej przypomina polityczną prowokację.
Nie jest tajemnicą, że były minister edukacji od dawna słynie z ostrych wypowiedzi. Jednak w roli potencjalnego premiera takie zachowanie zaczyna wyglądać po prostu niepoważnie. Zamiast budować autorytet, Czarnek coraz częściej dostarcza przeciwnikom politycznym argumentów przeciwko sobie.
Jeżeli kolejne wystąpienia będą wyglądały podobnie jak to środowe, trudno oprzeć się wrażeniu, że kandydatura Czarnka na premiera staje się dla PiS coraz większym problemem. Wpadka goni wpadkę, a język, którym posługuje się polityk, coraz bardziej odbiega od standardów parlamentarnej debaty.
A przecież przyszły premier powinien być kimś, kto potrafi łączyć, a nie dzielić. Kto potrafi rozmawiać, a nie obrażać. I kto rozumie, że powaga urzędu zaczyna się od powagi słów. W przypadku Przemysława Czarnka wciąż trudno tę powagę dostrzec.











