W polskiej polityce od lat trwa spór o miejsce Polski w Europie. Jednak w ostatnich miesiącach ten spór przybrał szczególnie ostry charakter. Premier Donald Tusk ostrzegł, że scenariusz wyjścia Polski z Unii Europejskiej przestaje być jedynie polityczną fantazją. W odpowiedzi politycy prawicy, w tym Przemysław Czarnek, uruchomili dobrze znaną strategię – straszenie „utratą suwerenności” i oskarżanie rządu o działanie w interesie Brukseli. Problem polega na tym, że ta retoryka coraz bardziej przypomina polityczną demagogię.
Tusk nie pozostawia w tej sprawie wątpliwości. „Polexit to dzisiaj realne zagrożenie! Pragną go obie konfederacje i większość PiS. Nawrocki jest ich patronem. Rozwalić Unię chcą: Rosja, amerykańska MAGA i prawica europejska z Orbanem na czele. Dla Polski byłaby to katastrofa. Zrobię wszystko, żeby ich powstrzymać” – napisał premier w serwisie X.
To ostrzeżenie nie wzięło się znikąd. Przez lata rządów Prawo i Sprawiedliwość Polska prowadziła permanentny konflikt z instytucjami europejskimi. Spory o praworządność, ataki na Trybunał Sprawiedliwości UE czy narracja o „dyktacie Brukseli” były stałym elementem politycznej strategii. Choć oficjalnie PiS nigdy nie postulował wyjścia z Unii, to konsekwentnie budował atmosferę wrogości wobec integracji europejskiej.
Właśnie w tę narrację wpisuje się reakcja Czarnka na słowa premiera. Były minister edukacji odpowiedział niemal symetrycznym oskarżeniem: „Likwidacja polskiej państwowości to dziś realne zagrożenie! Pragnie tego Ursula von der Leyen i jej podwładny Donald Tusk. Dla Polski byłaby to katastrofa. Zrobię wszystko żeby nasza Ojczyzna była suwerenna, z silną pozycją pozwalającą zreformować Unię Europejską”.
Trudno jednak nie zauważyć, że jest to klasyczny przykład politycznego odwracania pojęć. W retoryce Czarnka Unia Europejska przedstawiana jest niemal jako siła okupacyjna, a współpraca międzynarodowa jako zagrożenie dla państwowości. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Polska w UE współdecyduje o kształcie wspólnoty, korzysta z jej rynku i funduszy oraz współtworzy europejski system bezpieczeństwa.
Słowa o „likwidacji państwowości” są więc nie tylko przesadą – są elementem politycznej strategii opartej na strachu. To język, który ma mobilizować elektorat poprzez wskazywanie zewnętrznego wroga. Problem w tym, że taka narracja w dłuższej perspektywie podkopuje zaufanie do europejskich instytucji i przygotowuje grunt pod jeszcze bardziej radykalne postulaty.
Czarnek od lat jest jednym z najbardziej konfrontacyjnych polityków polskiej prawicy. Jego wypowiedzi często operują ostrym, ideologicznym językiem, w którym kompromis czy dialog traktowane są jako oznaka słabości. W takiej wizji polityki nie ma miejsca na spokojną debatę o tym, jak Polska powinna funkcjonować w złożonym świecie współczesnej geopolityki.
Tymczasem właśnie dziś Europa potrzebuje współpracy bardziej niż kiedykolwiek. Rosyjska agresja na Ukrainę pokazała, że bezpieczeństwo państw europejskich jest nierozerwalnie związane z solidarnością i wspólnymi działaniami. Osłabianie Unii – czy to poprzez permanentne konflikty, czy poprzez budowanie antyeuropejskiej atmosfery – działa wyłącznie na korzyść tych, którzy chcieliby podzielić kontynent.
Dlatego ostrzeżenia Tuska należy traktować poważnie. Nie chodzi o straszenie wyborców, lecz o wskazanie realnego politycznego trendu. Jeśli kolejne lata będą wyglądały tak jak poprzednie – z rosnącą retoryką antyunijną i kolejnymi sporami z Brukselą – Polska może stopniowo znaleźć się na marginesie europejskiej wspólnoty.
Właśnie dlatego spór o Europę jest dziś czymś więcej niż zwykłą polityczną kłótnią. To pytanie o strategiczny kierunek państwa. Jedna wizja zakłada silną Polskę w centrum Europy, współtworzącą decyzje kontynentu. Druga – reprezentowana przez polityków takich jak Czarnek – opiera się na retoryce oblężonej twierdzy i nieustannym konflikcie z partnerami.
Historia pokazuje, że izolacja rzadko bywa drogą do siły. W świecie globalnych zależności prawdziwa suwerenność polega nie na odwracaniu się od sojuszników, lecz na umiejętnym współdecydowaniu o wspólnych sprawach. I właśnie dlatego polityka budowania wrogości wobec Europy jest dla Polski tak niebezpieczna.










