W polityce humor bywa potężną bronią. Dobrze użyty potrafi rozbroić przeciwnika, skrócić dystans z wyborcami i pokazać dystans do samego siebie. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś bardzo chce być dowcipny, ale efekt jest odwrotny od zamierzonego. Właśnie taką sytuację obserwowaliśmy w ostatnich dniach w wykonaniu Przemysława Czarnka.
Spór dotyczy unijnego mechanizmu SAFE i decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę wdrażającą ten program w Polsce. – „Podjąłem decyzję, że nie podpiszę ustawy, która pozwala na zaciągnięcie przez Polskę pożyczki SAFE” – powiedział prezydent w orędziu.
Na te wydarzenia ostro zareagował premier Donald Tusk. W mediach społecznościowych napisał, że „w wojnie o SAFE wszystkie maski opadły”, a najbliższe wybory mogą zdecydować o miejscu Polski w Europie. – „Dziś już nikt nie może mieć wątpliwości, że najbliższe wybory zdecydują o tym, czy Polska pozostanie w Europie i kto chce nas z niej wyprowadzić” – stwierdził. W innym wpisie dodał jeszcze mocniej: „Polexit to dzisiaj realne zagrożenie!”
I właśnie w tym momencie do dyskusji wkroczył Przemysław Czarnek. Były minister edukacji postanowił odpowiedzieć premierowi w swoim stylu – krótko, ostro i, jak zapewne sądził, błyskotliwie. Na platformie X napisał: „Tuskexit natychmiast!”
Można się domyślać, że w zamyśle miało to być ironiczne odwrócenie hasła „polexit”. Żart polityczny, który pokaże absurd – zdaniem PiS – wciąż powracających ostrzeżeń o wyprowadzaniu Polski z Unii Europejskiej. Problem polega na tym, że zamiast błyskotliwej riposty wyszło coś raczej w rodzaju szkolnego docinka.
Bo dowcip polityczny działa tylko wtedy, gdy zawiera jakąś myśl. Tymczasem „Tuskexit natychmiast!” brzmi raczej jak okrzyk z transparentu na demonstracji niż jak przemyślana polemika z premierem. Trudno dopatrzyć się tu argumentu, analizy czy choćby próby wyjaśnienia stanowiska.
Co więcej, w kontekście całej debaty taki wpis wygląda jak ucieczka od meritum. Dyskusja dotyczy przecież realnych kwestii: finansowania obronności, relacji Polski z Unią Europejską i strategicznych decyzji dotyczących bezpieczeństwa. To są sprawy, które wymagają poważnej rozmowy, liczb i analiz.
Tymczasem Czarnek ponownie wybrał drogę, którą zna najlepiej – głośny slogan. Można odnieść wrażenie, że polityk PiS coraz częściej funkcjonuje w przestrzeni medialnej jako dostawca mocnych, memicznych zdań. Takich, które łatwo udostępnić w internecie, ale które równie szybko tracą sens.
Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz, gdy Czarnek próbuje rozbroić poważną debatę humorem. I nie jest to pierwszy raz, gdy ten humor okazuje się dość ciężki. Problem polega na tym, że dowcip w polityce wymaga pewnej lekkości i autoironii. Bez tego zamienia się w coś, co bardziej przypomina złośliwość niż inteligentną ripostę.
W efekcie zamiast celnego komentarza otrzymujemy kolejne zdanie, które ma brzmieć efektownie, ale nie wnosi nic do dyskusji. „Tuskexit natychmiast!” nie jest odpowiedzią na zarzut polexitu. Nie jest nawet próbą polemiki. To raczej hasło, które ma wywołać reakcję własnego elektoratu.
A przecież od polityka, który aspiruje do najwyższych funkcji w państwie, można oczekiwać czegoś więcej niż zgrabnego – lub mniej zgrabnego – sloganu.
W tym sensie wpis Czarnka jest symptomatyczny dla pewnego stylu uprawiania polityki. Stylu, w którym liczy się przede wszystkim szybki efekt i medialna widoczność. Problem polega na tym, że polityka to nie konkurs na najlepszy mem.
Zwłaszcza gdy ktoś próbuje być zabawny – i jak zwykle mu to nie wychodzi.










