W polskiej polityce nie brakuje kontrowersyjnych wypowiedzi, ale czasem pojawia się moment, w którym trudno już traktować je wyłącznie jako element ostrej debaty. Tak jest w przypadku Przemysława Czarnka i jego słów o instalacji fotowoltaicznej na własnym domu. Sprawa sama w sobie jest błaha – wielu polityków ma panele na dachu. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy polityk jednocześnie ostro krytykuje odnawialne źródła energii, a jednocześnie z nich korzysta.
Jeszcze większe zdumienie wywołuje sposób, w jaki Czarnek tłumaczy tę sytuację. – „Tak jak powiedziałem wielokrotnie, zdemontuję to świństwo” – zapewnił, pytany o fotowoltaikę na swoim domu. Dodał jednak, że zrobi to dopiero wtedy, gdy instalacja się spłaci i zakończy się okres trwałości projektu.
Już samo zestawienie tych dwóch elementów brzmi dość osobliwie. Jeśli coś jest „świństwem”, trudno zrozumieć, dlaczego należy najpierw poczekać, aż się zwróci finansowo. Jeszcze trudniej zrozumieć, dlaczego ktoś, kto tak mocno krytykuje odnawialne źródła energii, zdecydował się z nich korzystać w czasie, gdy jego własne środowisko polityczne rządziło krajem.
Sprawa wyszła na jaw dzięki europosłowi PSL Krzysztofowi Hetmanowi, który – jak się okazało – jest sąsiadem byłego ministra edukacji. Informacja o panelach na dachu Czarnka szybko stała się jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych. I trudno się temu dziwić. Politycy często mówią jedno, a robią drugie, ale rzadko robią to w tak spektakularny sposób.
Czarnek próbował jednak wyjaśnić swoje stanowisko, przechodząc do znanej sobie ofensywy retorycznej. Podczas konferencji prasowej, na której zapowiedział złożenie uchwały wzywającej rząd Donalda Tuska do przedstawienia planu wyjścia z systemu ETS, przekonywał, że prawdziwym problemem są wysokie ceny energii. Według niego prąd powinien być „dwa razy tańszy”, co – jak twierdził – wynika z wyliczeń „wszystkich energetyków i ekspertów od energetyki”. To właśnie drogi prąd ma być powodem rozwoju odnawialnych źródeł energii.
Czarnek przekonywał wręcz, że gdyby energia była tania, nikt nie instalowałby paneli słonecznych ani wiatraków. – „Nikomu by pan nie wcisnął żadnego wiatraka ani żadnej fotowoltaiki” – powiedział, zwracając się do jednego z dziennikarzy. W jego wizji świata odnawialne źródła energii istnieją głównie dlatego, że ktoś ludziom je „wciska”.
Problem polega jednak na tym, że ta teoria zderza się z rzeczywistością – i to dosłownie na dachu samego Czarnka. Bo jeśli nikt nie chciałby instalować fotowoltaiki przy taniej energii, to dlaczego zdecydował się na nią właśnie on?
Jeszcze bardziej zastanawia styl argumentacji byłego ministra edukacji. – „To są rzeczy, o których wiedzą wszyscy” – przekonywał. To bardzo wygodny sposób prowadzenia debaty: zamiast przedstawiać dane czy analizy, wystarczy stwierdzić, że „wszyscy wiedzą”. W pewnym momencie Czarnek opowiedział nawet o przedsiębiorcy z Poniatowej, który – jak twierdzi – „śmieje się już z tego wszystkiego, śmieje się przez łzy oczywiście, bo też ma oczywiście tej fotowoltaiki bardzo dużo”.
Ta opowieść brzmi niemal jak anegdota z wiecu wyborczego. Tyle że w ustach polityka aspirującego do najwyższych funkcji państwowych powinna pojawić się raczej poważna analiza systemu energetycznego niż historia o przedsiębiorcy śmiejącym się przez łzy.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy Przemysław Czarnek jest jeszcze poważnym politykiem, czy już raczej politycznym performerem? Bo różnica między jednym a drugim polega na tym, że poważny polityk stara się tłumaczyć rzeczywistość i proponować rozwiązania, natomiast performer przede wszystkim dostarcza emocji i głośnych cytatów. Czarnek niewątpliwie potrafi tworzyć cytaty, które natychmiast obiegają internet. „Zdemontuję to świństwo” to zdanie, które idealnie wpisuje się w logikę polityki opartej na efektownych deklaracjach.
Problem w tym, że państwo nie jest sceną kabaretową. A debata o energetyce – jednej z najważniejszych kwestii gospodarczych i strategicznych – wymaga czegoś więcej niż błyskotliwych bon motów.
Zwłaszcza gdy polityk, który wygłasza takie bon moty, robi to pod własnym dachem pełnym paneli słonecznych.










