W świecie służb specjalnych obowiązuje stara zasada: najbardziej zaawansowane systemy bezpieczeństwa są warte tyle, ile ich najsłabsze ogniwo – człowiek. Historia Arndta Freytaga von Loringhovena, opisana niedawno przez niemiecki „Der Spiegel”, jest podręcznikowym przykładem tej reguły. Ofiarą prostego cyberataku padł bowiem człowiek, który przez lata nadzorował bezpieczeństwo państwa i koordynował współpracę wywiadowczą całego Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Były wiceprezes BND i były zastępca sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu stracił kontrolę nad swoim kontem w komunikatorze Signal. Sprawa wyszła na jaw, gdy niemieckie służby odnotowały falę podobnych ataków wymierzonych w dyplomatów i wysokich urzędników. Co istotne, napastnicy nie musieli używać Pegasusa ani łamać szyfrów. Wystarczyła socjotechnika.
Prosty schemat, poważne skutki
Scenariusz był zaskakująco prosty. Do von Loringhovena odezwała się osoba podszywająca się pod wsparcie techniczne Signala. Pod pretekstem „niezbędnej weryfikacji konta” poprosiła o podanie kodu PIN. Doświadczony oficer wywiadu, zamiast nabrać podejrzeń, po prostu przekazał dane. W ten sposób oddał napastnikom dostęp do swojego konta.
Dziś to jedna z najskuteczniejszych metod przejmowania szyfrowanej komunikacji. Zamiast walczyć z algorytmami, wystarczy przekonać użytkownika, by sam otworzył drzwi. Po przejęciu konta napastnicy zyskują dostęp nie tylko do bieżących wiadomości, lecz – co ważniejsze – także do tożsamości ofiary. Mogą kontaktować się z jej rozmówcami, podszywając się pod zaufanego kolegę, przełożonego czy partnera.
Cel: środowisko
Von Loringhoven to postać wyjątkowa. Jako były wiceszef BND i dyrektor wywiadu NATO posiadał kontakty, o których marzy każda wroga służba. W jego cyfrowej książce adresowej znajdowali się urzędnicy państwowi, analitycy i oficerowie wielu państw sojuszniczych. Dlatego incydent ten wykracza poza ramy zwykłego błędu jednostki.
Niemieckie służby analizują obecnie serię niemal identycznych ataków na użytkowników Signala i WhatsAppa w kręgach rządowych. Skala operacji sugeruje, że nie był to przypadkowy incydent, lecz przemyślana kampania wymierzona w całe środowisko bezpieczeństwa.
Psychologia zamiast cyberbroni
Sprawa pokazuje zmianę charakteru współczesnych operacji wywiadowczych. Jeszcze dekadę temu celem były systemy informatyczne – serwery i bazy danych. Dziś coraz częściej celem jest człowiek: jego rutyna, nawyki i zaufanie do narzędzi, które uważa za bezpieczne.
Ataki socjotechniczne bezlitośnie wykorzystują właśnie te elementy. W środowisku służb mówi się o „łańcuchu zaufania”. Jeśli wiadomość przychodzi z konta znanej osoby, naturalna ostrożność znika. Wykorzystując konto von Loringhovena, napastnicy mogli z łatwością próbować dotrzeć do kolejnych celów, używając jego kontaktów jako punktu wejścia.
Europa pod lupą
Niemcy nie są jedyni. W 2024 roku holenderski wywiad ostrzegał przed niemal identyczną kampanią phishingową, której celem byli wojskowi oraz dziennikarze zajmujący się obronnością. Podobne alarmy pojawiały się także w Wielkiej Brytanii, gdzie próbowano przejmować komunikatory parlamentarzystów.
Współczesne szpiegostwo coraz rzadziej przypomina scenariusze z filmów o hakerach. To raczej klasyczna gra psychologiczna, w której technologia jest jedynie narzędziem. Najłatwiejszą drogą do wrażliwych informacji bywa nie luka w kodzie aplikacji, lecz człowiek przekonany, że właśnie „weryfikuje swoje konto”.
Autor jest jest dziennikarzem, przedsiębiorcą, produkuje świetne sokiznatury.pl .
FB: Marcin Tyc
Twitter: Marcin Tyc











