Polityka zagraniczna bywa lustrem polityki krajowej. Pokazuje nie tylko kierunki strategiczne, ale też zdolność do trafnego odczytywania nastrojów społecznych. W tym kontekście Prawo i Sprawiedliwość coraz częściej sprawia wrażenie formacji, która ma poważny problem z doborem sojuszników — i to problem nie tylko wizerunkowy, ale wręcz polityczny.
Najlepszym przykładem jest konsekwentne stawianie na Viktora Orbána. Przez lata lider Węgier był dla PiS symbolem „twardej polityki”, suwerenności i oporu wobec Brukseli. Jednak rzeczywistość zaczyna wyglądać inaczej — zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce. Najnowsze dane pokazują bowiem wyraźnie, że sympatia wobec Orbána nad Wisłą jest ograniczona, a wręcz malejąca.
W badaniu SW Research przeprowadzonym dla Onetu zadano Polakom proste pytanie: „Czy chciał(a)byś zwycięstwa Viktora Orbana w zbliżających się wyborach na Węgrzech?”. Wyniki są jednoznaczne. Odpowiedź „tak” wskazało zaledwie 29,2 proc. ankietowanych, podczas gdy aż 49,2 proc. odpowiedziało „nie”. To niemal połowa społeczeństwa, która otwarcie nie życzy sobie wygranej polityka będącego jednym z głównych partnerów PiS. Kolejne 21,6 proc. badanych nie ma zdania, co tylko podkreśla brak entuzjazmu.
To nie jest drobna różnica w opiniach. To wyraźny sygnał, że polityczna intuicja PiS rozmija się z nastrojami społecznymi. W sytuacji, gdy większość Polaków patrzy sceptycznie na Orbána, dalsze budowanie narracji o strategicznym partnerstwie z Budapesztem zaczyna wyglądać jak polityczne oderwanie od rzeczywistości.
Tym bardziej że sytuacja na samych Węgrzech jest daleka od stabilnej. „W najnowszym badaniu pracowni Median dla portalu HVG opozycyjna partia TISZA zdobywa 46 proc. głosów, a Fidesz Viktora Orbana – 30 proc.”. Choć inne sondaże pokazują bardziej wyrównany obraz — „w badaniu Instytutu Nezopont ugrupowanie obecnego premiera zanotowało 46 proc. poparcia, a TISZA – 40” — jedno jest pewne: Orbán nie ma już tej dominacji, którą cieszył się przez lata.
To oznacza, że PiS nie tylko wybiera sojusznika niepopularnego w Polsce, ale również politycznie niepewnego. W polityce międzynarodowej to podwójne ryzyko. Jeśli Orbán przegra wybory, dotychczasowa linia PiS wobec Węgier okaże się strategiczną ślepą uliczką. Jeśli wygra — nadal pozostanie liderem, którego większość Polaków nie chce wspierać.
Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z powtarzalnym schematem. PiS często stawia na partnerów, którzy wpisują się w jego ideologiczną wizję świata, ale niekoniecznie odpowiadają realnym interesom i oczekiwaniom społecznym. W efekcie polityka zagraniczna przestaje być narzędziem budowania szerokiego poparcia, a staje się elementem wewnętrznej narracji politycznej.
Problem polega na tym, że taka strategia ma swoje granice. W dłuższej perspektywie wyborcy oczekują skuteczności, a nie symboliki. Oczekują relacji międzynarodowych, które wzmacniają pozycję Polski, a nie takich, które budzą kontrowersje lub są sprzeczne z dominującymi nastrojami społecznymi.
Sondaż SW Research pokazuje coś więcej niż tylko stosunek do jednego polityka. Pokazuje rozziew między linią PiS a opinią publiczną. Pokazuje, że narracja o Orbánie jako naturalnym sojuszniku Polski nie znajduje już szerokiego poparcia. I wreszcie — pokazuje, że polityka oparta na ideologicznym wyborze partnerów może prowadzić do izolacji.
Dziś, gdy sytuacja międzynarodowa staje się coraz bardziej wymagająca, potrzeba realizmu i elastyczności. Tymczasem PiS zdaje się trwać przy schematach, które coraz słabiej przystają do rzeczywistości. A wyborcy, jak pokazują dane, zaczynają to dostrzegać.
Bo w polityce można długo ignorować sygnały ostrzegawcze — ale nie można ich ignorować bez konsekwencji.











