W polskiej polityce coraz trudniej odróżnić powagę od groteski. Wystarczy wsłuchać się w ostatnie wypowiedzi Jacka Sasina, które padły na antenie Telewizja wPolsce24, w programie „Rozmowa Wikły”. To właśnie tam, w przestrzeni medialnej sprzyjającej jednej narracji, zamiast rzeczowej analizy coraz częściej pojawia się retoryka przesady, uproszczeń i politycznych emocji.
Sasin, odnosząc się do rocznicy katastrofy smoleńskiej, powiedział: „Donald Tusk, który dzisiaj jest antyrosyjski, wtedy był tym, który wściekle atakował śp. prezydenta Lech Kaczyński. Za to, że piętnował rosyjską agresję. Śp. prezydent Lech Kaczyński był oskarżany o to, że psuje relacje polsko-rosyjskie, które Tusk chciał budować i rozwijać”. Wypowiedź ta dobrze oddaje mechanizm, którym dziś posługuje się część sceny politycznej: selektywne traktowanie faktów i podporządkowywanie historii bieżącej walce politycznej.
Nie chodzi jednak wyłącznie o samą treść tych słów, ale o ich funkcję. Wypowiedzi takie wpisują się w szerszy schemat działania Prawo i Sprawiedliwość, które zdaje się coraz bardziej zagubione w swojej strategii. Gdy brakuje nowych pomysłów, najłatwiej wrócić do sprawdzonych tematów i wskazać dobrze znanego przeciwnika. Tusk pozostaje więc centralnym punktem odniesienia – niezależnie od kontekstu.
W tym samym programie padły również słowa: „Nie jest mi do śmiechu, zdaję sobie sprawę, że to co się wydarzyło, jest sprowadzenie Polski do roli republiki bananowej, groteskowego bantustanu, gdzie okazuje się, że żadne prawa już nie funkcjonują. Konstytucja, ustawy to nic mające znaczenia świstki papieru, a decyduje wola rządzących, którzy są w stanie wciskać największy kit…”. Takie sformułowania mają przede wszystkim wywoływać emocje – oburzenie, lęk, poczucie kryzysu. Trudno jednak uznać je za próbę poważnej diagnozy sytuacji państwa.
Co więcej, kontekst tej wypowiedzi – omawiany w programie spór wokół Trybunału Konstytucyjnego i wydarzeń w Sejmie – pokazuje, jak bardzo debata publiczna została sprowadzona do poziomu spektaklu. Zamiast rzeczowej analizy mamy medialne starcie narracji, w którym każda strona posługuje się coraz ostrzejszym językiem. Problem w tym, że taka eskalacja prowadzi donikąd.
Warto też zauważyć, że źródło tych wypowiedzi nie jest przypadkowe. Program „Rozmowa Wikły” i materiały publikowane przez Telewizja wPolsce24 wpisują się w określoną linię ideową. To przestrzeń, w której tego typu narracje nie tylko się pojawiają, ale są wzmacniane i powielane. W efekcie powstaje zamknięty obieg opinii, w którym te same tezy funkcjonują jako oczywiste prawdy.
To prowadzi do szerszego wniosku: Prawo i Sprawiedliwość coraz częściej sprawia wrażenie ugrupowania, które nie bardzo wie, jak skutecznie zaatakować swojego głównego przeciwnika. W efekcie pojawiają się narracje coraz bardziej oderwane od rzeczywistości – polityczne „androny”, które mają jedynie podtrzymać emocjonalne zaangażowanie elektoratu.
Atakowanie Tuska stało się odruchem automatycznym. Problem polega na tym, że taka strategia z czasem się wyczerpuje. Gdy każda sytuacja – od polityki zagranicznej po spory konstytucyjne – sprowadzana jest do jednego nazwiska, przekaz traci wiarygodność. Wtedy pozostaje już tylko eskalacja języka i sięganie po coraz mocniejsze porównania.
Polska polityka zasługuje na więcej niż medialne spektakle i powtarzane w kółko oskarżenia. Wypowiedzi Sasina, choć efektowne, są raczej symptomem problemu niż jego rozwiązaniem. Pokazują, że zamiast szukać nowych argumentów, część sceny politycznej woli powtarzać stare schematy – nawet jeśli coraz mniej osób traktuje je poważnie.










