Spór o Trybunał Konstytucyjny po raz kolejny odsłania fundamentalny problem polskiego życia publicznego: czy prawo ma jeszcze znaczenie, czy też staje się jedynie narzędziem politycznej gry? W centrum tej debaty znalazł się Igor Tuleya – sędzia, który od lat przypomina, że konstytucja nie jest zbiorem dowolnych interpretacji, lecz obowiązującym fundamentem państwa.
Kluczowym punktem sporu jest kwestia ślubowania sędziów Trybunału – i to, wobec kogo oraz w jaki sposób ma ono zostać złożone. Konstytucja wskazuje jasno, że ślubowanie składane jest wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Nie oznacza to jednak – jak podkreśla Tuleya – konieczności fizycznej obecności czy uznaniowej decyzji głowy państwa co do przyjęcia ślubowania. „Nie trzeba mieć wykształcenia prawniczego, żeby wiedzieć, że ‘wobec’ nie oznacza ‘w obecności’” – mówi sędzia. I dodaje, że wystarczy elementarna wiedza językowa, by zrozumieć różnicę między relacją formalną a fizyczną obecnością.
W praktyce oznacza to, że rola prezydenta – w tym przypadku Karola Nawrockiego – powinna mieć charakter formalny, a nie decyzyjny. Prezydent jest adresatem aktu ślubowania, ale nie jego arbitrem. Nie ma kompetencji, by wybierać, którzy sędziowie mogą je złożyć, a którzy nie. Tymczasem Nawrocki dopuścił do złożenia ślubowania jedynie część wybranych przez Sejm sędziów.
Jak przypomina Tuleya: „Zgodnie z art. 194 ust. 1 konstytucji sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm. Ślubowanie jest jedynie konsekwencją wyboru, a nie jego etapem”. To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie. Jeśli ślubowanie traktowane jest jako formalność, to nie może stać się narzędziem blokowania decyzji parlamentu.
Tymczasem działania Karola Nawrockiego– polegające na dopuszczeniu do ślubowania tylko dwóch z sześciu wybranych sędziów – budzą poważne wątpliwości. „Jego arbitralna, uzurpatorska decyzja nie tylko nie znajduje prawnego uzasadnienia, ale jest złamaniem prawa. Przede wszystkim konstytucji” – ocenia Tuleya. W tej perspektywie prezydent nie pełni roli strażnika procedury, lecz staje się jej uczestnikiem w sposób wykraczający poza konstytucyjne ramy.
Sędzia idzie jeszcze dalej: „Wygląda na to, że wbrew art. 194 ust.1 konstytucji, wyboru sędziów dokonuje Pałac Prezydencki, a nie Sejm”. To zdanie trafnie oddaje istotę problemu – przesunięcie realnej władzy z organu ustawodawczego do wykonawczego. Jeśli taka praktyka zostałaby utrwalona, oznaczałoby to faktyczne przepisanie konstytucji bez jej zmiany.
Warto też zauważyć, że według Tuleyi samo złożenie podpisanych rot ślubowania w Kancelarii Prezydenta oznacza, że obowiązek został spełniony. „Fakt złożenia podpisanych rot w Kancelarii Prezydenta oznacza, że ‘ślubowanie wobec Prezydenta zostało złożone’” – podkreśla. Innymi słowy, prezydent nie może blokować skutków aktu, który już nastąpił w sensie prawnym.
Na tym tle krytyka Karola Nawrockiego nabiera szczególnej ostrości. Tuleya nie pozostawia złudzeń: „Karol Nawrocki, podobnie jak jego poprzednik, nie jest żadnym strażnikiem konstytucji. Jest kolejnym destruktorem praworządności”. To nie jest jedynie polityczna opinia – to ocena oparta na konkretnych działaniach i ich konsekwencjach ustrojowych.
Jednocześnie sędzia pozytywnie ocenia postawę nowo wybranych sędziów: „Cieszę się, że wykazali się nie tylko znajomością prawa, ale i determinacją. Dobitnie pokazali, że sąd konstytucyjny to nie ‘kawalerka’, a oni sami nie są ‘panem Jerzym’”. To ważny sygnał, że mimo napięć instytucjonalnych istnieje wola obrony zasad.
Spór o znaczenie słowa „wobec” nie jest więc lingwistyczną ciekawostką. To spór o granice władzy. O to, czy prezydent może selektywnie uznawać decyzje Sejmu, czy też jest zobowiązany działać w ramach jasno określonych kompetencji.
Igor Tuleya przypomina w tej debacie o rzeczy podstawowej: prawo nie jest kwestią uznania. Jeśli zaczyna nim być, państwo prawa przestaje istnieć.










