Historia Zbigniewa Ziobry coraz wyraźniej pokazuje gwałtowny upadek polityka, który jeszcze niedawno kreował się na bezwzględnego strażnika prawa. Dziś zamiast stanowczości widać nerwowe poszukiwanie bezpiecznego schronienia – i rosnący problem, że takich miejsc po prostu brakuje, zarówno w Europie, jak i poza nią.
Od grudnia ubiegłego roku Ziobro przebywa na Węgrzech, gdzie uzyskał ochronę azylową. Już sam ten fakt jest wymowny. Polityk, który przez lata odpowiadał za wymiar sprawiedliwości, dziś korzysta z mechanizmów ochronnych przeznaczonych dla osób uciekających przed prześladowaniami. Co więcej, rząd Viktora Orbána przyjął specjalne przepisy, zgodnie z którymi osoby objęte azylem „nie mogą zostać wydane na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania”. Jak zauważono, to rozwiązanie „na wszelki wypadek”.
Tyle że ten „wypadek” jak dotąd nie nastąpił. „Polski sąd nie wydał bowiem Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) za byłym szefem resortu sprawiedliwości.” Innymi słowy – Ziobro korzysta z ochrony, która formalnie nie była jeszcze potrzebna. To rodzi pytanie: czy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem, czy raczej z polityczną ucieczką na zapas?
Jeszcze bardziej uderzające jest to, że mimo braku ENA były minister „może po Europie poruszać się właściwie swobodnie”. W strefie Schengen wystarczy dowód osobisty, a „nie ma żadnej podstawy prawnej do jego zatrzymania”. A jednak Ziobro od miesięcy pozostaje w Budapeszcie. To nie wygląda na przypadek – raczej na świadomą decyzję, by trzymać się z dala od kraju.
Kulisy tej sytuacji są jeszcze bardziej kompromitujące. Jak wynika z informacji, Ziobro „rozpoczął starania o ewentualne przeniesienie się do Stanów Zjednoczonych”. To miał być plan B – ucieczka jeszcze dalej, poza zasięg europejskich mechanizmów prawnych. Problem w tym, że ten plan okazał się iluzją.
„Amerykanie (…) wcale nie byli tym pomysłem szczególnie zainteresowani.” To zdanie mówi więcej niż długie analizy. Pokazuje, że polityk, który przez lata budował swoją pozycję, dziś nie jest mile widziany nawet przez potencjalnych sojuszników. Powody? Lista jest długa i niewygodna.
Wśród nich pojawia się choćby sprawa ustawy o IPN z 2018 roku, „uznana przez Amerykanów za przejaw polskiego antysemityzmu”. Do tego dochodzi „przekonanie, że za czasów Ziobry antysemickie incydenty w Polsce nie były ścigane w sposób zdecydowany”. To poważne zarzuty, które w międzynarodowej polityce mają realne konsekwencje.
Nie można też pominąć kontrowersyjnych działań prokuratury z czasów jego rządów. Sprawa obywatela Izraela, przedstawiana jako wielki sukces, dziś budzi wątpliwości. „To największe w historii polskiej prokuratury zabezpieczenie pieniędzy” – ogłaszano. Tyle że po latach „dowody (…) są dość mizerne”, a sprawa ciągnie się bez wyraźnego finału. To przykład polityki spektaklu zamiast skuteczności.
Najbardziej wymowne jest jednak to, że Ziobro nie ma dziś realnego zaplecza. „Nie ma zbyt wielu przyjaciół nawet w PiS” – to zdanie brzmi jak polityczny wyrok. Nawet ci, którzy mogliby mu pomóc, nie kwapią się do działania. W otoczeniu Karola Nawrockiego słychać wręcz, że były minister „okazał się tchórzem, uciekając na Węgry”.
Brakuje także wsparcia międzynarodowego. Kontakty w USA? Ograniczone. Polityczni sojusznicy? Nieliczni. Nawet osoby związane z ruchem MAGA nie są skłonne angażować się w jego sprawę. W efekcie Ziobro znajduje się w politycznej próżni – między Budapesztem a niespełnionymi planami wyjazdu za ocean.
To wszystko prowadzi do jednego wniosku: mit silnego ministra sprawiedliwości rozpada się na naszych oczach. Zamiast pewnego siebie polityka widzimy człowieka, który szuka schronienia, ale nigdzie nie jest naprawdę mile widziany. Węgry są rozwiązaniem tymczasowym, USA okazały się zamknięte, a powrót do Polski – coraz bardziej problematyczny.
I być może właśnie to jest najbardziej symboliczne. Ziobro przez lata kreował się na polityka bezkompromisowego, gotowego stawić czoła każdemu wyzwaniu. Dziś jednak to nie on rozdaje karty. Dziś to on próbuje znaleźć miejsce, w którym ktoś jeszcze będzie chciał go przyjąć. I jak na razie – bez większego powodzenia.
Źródło: Onet










