Zapowiedź powołania rady ds. nowej konstytucji przez Karol Nawrocki wywołała natychmiastową reakcję sceny politycznej. Trudno się temu dziwić — propozycja zmiany ustawy zasadniczej zawsze oznacza próbę przestawienia fundamentów państwa. Problem w tym, że w obecnych realiach inicjatywa ta wygląda bardziej jak gest polityczny niż odpowiedzialny projekt ustrojowy.
Zgodnie z zapowiedzią rzecznika prezydenta, Rafał Leśkiewicz, „w Święto Konstytucji 3 Maja rozpoczynamy proces tworzenia rady ds. nowej konstytucji”. Dodał również, że „tego dnia zostaną powołani pierwsi członkowie tej rady”. W teorii brzmi to poważnie — w praktyce jednak rodzi zasadnicze pytania: czy państwo naprawdę potrzebuje dziś nowej konstytucji, czy raczej powrotu do przestrzegania tej już obowiązującej?
W skład rady mają wejść politycy, eksperci i osoby o „różnej wrażliwości”. Leśkiewicz zapewniał, że „to nie będą spotkania przy kawie i ciasteczkach, a konkretna, merytoryczna praca”. Tego typu deklaracje brzmią znajomo — wielokrotnie w polskiej polityce zapowiadano „merytoryczne prace”, które kończyły się politycznym teatrem. Trudno oprzeć się wrażeniu, że i tym razem mamy do czynienia z próbą przykrycia realnych problemów symboliczną inicjatywą.
Na tym tle głos premiera Donald Tusk wybrzmiał wyjątkowo celnie. „Pan Karol Nawrocki ogłosił, że będzie pracował nad nową konstytucją. Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej” — napisał na platformie X. To zdanie, krótkie i ironiczne, trafia w sedno sporu o państwo prawa w Polsce.
Bo istotą problemu nie jest brak przepisów, lecz brak ich respektowania. Konstytucja nie jest dokumentem, który należy wymieniać niczym zużytą część w maszynie. Jest raczej umową społeczną, której siła zależy od zaufania i konsekwencji w jej stosowaniu. Jeśli władza nie przestrzega obowiązujących zasad, to żadna nowa konstytucja tego nie naprawi.
Inicjatywa Nawrockiego może być odczytywana jako próba politycznego resetu — stworzenia nowej narracji, w której dotychczasowe napięcia konstytucyjne zostaną niejako wyzerowane. Tyle że takie podejście ignoruje odpowiedzialność za wcześniejsze działania. Nie da się budować nowego ładu prawnego bez rozliczenia starego.
Warto też zwrócić uwagę na moment ogłoszenia tej inicjatywy. Święto Konstytucji 3 Maja to symbol polskiej tradycji ustrojowej i walki o nowoczesne państwo. Wykorzystanie tej daty do zapowiedzi prac nad nową ustawą zasadniczą może być odebrane jako próba zawłaszczenia symboliki historycznej dla bieżących celów politycznych.
Tymczasem stanowisko Tuska, choć krytyczne, wydaje się bardziej zakorzenione w pragmatyzmie. Premier nie odrzuca potrzeby dyskusji o konstytucji, ale wskazuje właściwą kolejność działań: najpierw przestrzeganie prawa, potem ewentualne jego zmiany. To podejście bliższe standardom państw demokratycznych, gdzie stabilność instytucji jest wartością samą w sobie.
Nie oznacza to oczywiście, że konstytucja jest dokumentem nietykalnym. Każde społeczeństwo ma prawo ją zmieniać. Ale warunkiem takiej zmiany jest szeroki konsensus społeczny, a nie inicjatywa wychodząca z jednego ośrodka władzy. Tymczasem zapowiedzi prezydenta, mimo deklaracji o pluralizmie, nie dają gwarancji rzeczywistego dialogu.
„Konstytucja musi być wypracowana w ramach pewnego konsensusu politycznego” — mówił Leśkiewicz. To zdanie brzmi słusznie, ale pozostaje pytanie, czy obecna inicjatywa rzeczywiście prowadzi do konsensusu, czy raczej go pogłębia. W warunkach silnej polaryzacji politycznej trudno oczekiwać, że taka rada stanie się miejscem porozumienia.
W efekcie propozycja Nawrockiego jawi się jako projekt bardziej polityczny niż ustrojowy. Zamiast budować mosty, może pogłębiać podziały. Zamiast wzmacniać państwo prawa, może odwracać uwagę od jego realnych problemów.
Dlatego słowa Tuska — choć zwięzłe — mają większą wagę niż rozbudowane zapowiedzi prezydenckiej kancelarii. „Proponuję zacząć od przestrzegania aktualnej” konstytucji to nie tylko krytyka, ale i przypomnienie elementarnej zasady: prawo ma sens tylko wtedy, gdy jest respektowane.










