W polskiej polityce od lat funkcjonują postaci, które formalnie nie stoją na pierwszej linii, a jednak ich wpływ okazuje się nieproporcjonalnie duży. Jedną z nich jest bez wątpienia Adam Bielan. To nie minister, nie lider partii, nie twarz kampanii – a mimo to ktoś, kto potrafi ustawiać scenę i rozdawać role. I właśnie dlatego jego obecność powinna budzić niepokój.
Symboliczna scena kolacji z udziałem Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, opisywana w materiale Onet, nie jest tylko anegdotą z życia elit. To raczej ilustracja mechanizmu, który od lat działa w cieniu oficjalnej polityki. Gospodarzem spotkania był Bielan – człowiek, który nie potrzebuje stanowisk, bo jego siłą są kulisy. „Najważniejsze są bowiem kolacje, które organizuje” – ten cytat trafia w sedno. To polityka relacji, zależności i układów, a nie transparentnych procedur.
Problem polega na tym, że za tą sprawnością kryje się model działania, który trudno uznać za zdrowy dla demokracji. Bielan od lat buduje swoją pozycję nie poprzez program czy wizję, lecz poprzez rozgrywanie ludzi. W przeszłości, działając w duecie z Michałem Kamińskim, chętnie przypisywał sobie sukcesy wyborcze. „Prezentowali się jako główni autorzy sukcesów kampanijnych partii” – to zdanie dobrze oddaje ich styl: skuteczny marketing, nawet jeśli oparty na cudzej pracy.
Jeszcze wyraźniej widać to w momentach politycznych przesileń. Gdy zmieniają się układy, Bielan potrafi błyskawicznie dostosować się do nowej rzeczywistości – kosztem dawnych sojuszników. Historia rozpadu środowiska Polska Jest Najważniejsza czy późniejsze wydarzenia wokół partii Jarosława Gowina pokazują, że lojalność w jego przypadku ma charakter czysto warunkowy. „To właśnie Bielan na początku 2021 r. dokonał rozłamu w partii” – przypomina tekst Onetu. I trudno nie odczytać tego jako świadomego działania na rzecz własnych interesów.
Nic dziwnego, że w politycznym obiegu pojawiło się określenie „żuczek gnojowniczek”. Nie jako złośliwość, lecz jako próba uchwycenia stylu działania. To ktoś, kto funkcjonuje najlepiej tam, gdzie można coś rozbić, skłócić, przejąć. Kto nie buduje, lecz wykorzystuje. Kto nie wychodzi na scenę, lecz steruje zza kulis.
W tym kontekście historia relacji z Szymonem Hołownią nabiera szczególnego znaczenia. „Omotali biednego Hołownię i potraktowali go jak maczugę” – ten cytat jest brutalny, ale oddaje sposób myślenia. Polityk nie jest partnerem, lecz narzędziem. Dopóki jest użyteczny – trwa. Gdy przestaje – znika z układanki.
Dziś Bielan znów działa. Tym razem jego celem jest blokowanie politycznych konkurentów wewnątrz obozu władzy, takich jak Przemysław Czarnek. Metody pozostają te same: nieformalne rozmowy, przecieki, budowanie narracji. To nie jest spór o idee. To gra o wpływy.
I właśnie dlatego trzeba powiedzieć to wprost: Bielan stał się jedną z najbardziej problematycznych postaci polskiej polityki. Nie dlatego, że jest skuteczny – skuteczność sama w sobie nie jest wadą. Problem polega na tym, w jaki sposób tę skuteczność osiąga. Jego styl działania podkopuje zaufanie do instytucji i wzmacnia przekonanie, że prawdziwa polityka dzieje się poza kontrolą obywateli.
Można nawet pójść dalej i uznać, że Bielan jest swoistą zakałą polskiej polityki – symbolem tego, co w niej najbardziej cyniczne i nieprzejrzyste. To nie jest ocena przesadzona, jeśli spojrzeć na konsekwencję jego działań i ich wpływ na kolejne środowiska, które współtworzył, a następnie rozbijał.
Ale jest w tym wszystkim jeszcze jeden, kluczowy wniosek. Bielan nie funkcjonuje w próżni. Jego znaczenie wynika z tego, że jest potrzebny. Tak długo, jak długo będzie użyteczny dla Jarosław Kaczyński, tak długo pozostanie ważnym graczem. Gdy przestanie – zniknie równie szybko, jak się pojawił.
I być może to jest najbardziej gorzka konkluzja. Bo oznacza, że problemem nie jest tylko jeden polityk. Problemem jest system, który takich polityków produkuje i nagradza.










