Donald Tusk po raz pierwszy od wielu miesięcy może mówić o politycznym oddechu. Najnowszy sondaż Opinia24 dla „Gazety Wyborczej” pokazuje bowiem nie tylko wyraźne prowadzenie Koalicji Obywatelskiej, ale także postępującą erozję obozu Jarosława Kaczyńskiego. PiS, jeszcze niedawno dominujący na polskiej scenie politycznej, dziś coraz wyraźniej traci impet. A to może oznaczać początek poważniejszego przesilenia po prawej stronie.
Według badania KO osiąga 31,6 proc. poparcia i wyprzedza Prawo i Sprawiedliwość aż o 10 punktów procentowych. To nie jest już kosmetyczna różnica mieszcząca się w granicach błędu statystycznego. To polityczny sygnał alarmowy dla Nowogrodzkiej. Zwłaszcza że spadek notowań PiS nie jest jednorazowym wahnięciem, ale trendem widocznym od miesięcy.
Jeszcze kilka lat temu politycy PiS przekonywali, że ich elektorat jest „żelazny”, a partia pozostaje naturalnym hegemonem polskiej prawicy. Dziś jednak sytuacja wygląda inaczej. Coraz większa część wyborców prawicowych odpływa do ugrupowań bardziej radykalnych lub antysystemowych. Konfederacja zdobywa 12,2 proc., a Konfederacja Korony Polskiej aż 8,2 proc. To właśnie tam przesuwa się frustracja dawnego elektoratu PiS.
W praktyce oznacza to, że Jarosław Kaczyński przestaje być jedynym liderem prawej strony sceny politycznej. Rozdrobnienie obozu konserwatywnego staje się faktem. O ile jeszcze kilka lat temu PiS konsumowało niemal całość prawicowego poparcia, dziś musi walczyć o wyborców z ugrupowaniami, które oskarżają partię Kaczyńskiego o „miękkość”, „systemowość” czy brak ideowej konsekwencji.
Tusk może więc mówić o sukcesie. Nie dlatego, że jego rząd zachwycił Polaków tempem reform czy spektakularnymi osiągnięciami gospodarczymi. Powód jest prostszy: jego przeciwnik słabnie. A w polityce często właśnie to decyduje o utrzymaniu władzy.
Co istotne, KO pozostaje jedyną dużą formacją po stronie obecnej koalicji rządowej. Trzecia Droga praktycznie znika z politycznej mapy. Polska 2050 osiąga zaledwie 2,2 proc., PSL – 2,8 proc. Oba ugrupowania znalazły się pod progiem wyborczym. To oznacza, że projekt centrowej alternatywy dla duopolu PO-PiS wyraźnie się wyczerpuje.
Z kolei Lewica utrzymuje 7 proc., co daje jej miejsce w Sejmie, ale nie pozycję realnego rozgrywającego. W efekcie obecna większość parlamentarna staje się coraz bardziej krucha i coraz silniej uzależniona od dominacji Platformy Obywatelskiej.
Sondaż pokazuje też paradoks współczesnej polskiej polityki. Choć KO wygrywa wybory, układ sił w Sejmie wcale nie gwarantuje stabilnych rządów. Jak zauważa „Gazeta Wyborcza”, „na partie tworzące dzisiaj koalicję 15 października chce głosować łącznie 43,6 proc. wyborców. A łącznie na PiS, Konfederację i Koronę – 41,9 proc.”. To różnica minimalna.
Jeszcze ciekawiej robi się po przeliczeniu mandatów wyłącznie dla ugrupowań przekraczających próg wyborczy. W takim wariancie „stosunek głosów to 56 do 44 proc. dla ugrupowań prawicowych”. Innymi słowy: mimo słabnięcia PiS, prawica jako całość nadal posiada potencjał do przejęcia władzy.
To właśnie największy problem Tuska. Premier może cieszyć się z osłabienia głównego rywala, ale jednocześnie musi obserwować wzrost sił bardziej radykalnych. Jeśli obecna tendencja się utrzyma, za dwa lata może się okazać, że PiS nie będzie już dominującą partią prawicy, lecz jedynie jednym z elementów szerokiego konserwatywnego bloku.
A wtedy scenariusz rządu PiS-Konfederacja-Korona przestanie być polityczną fantastyką, a stanie się realnym wariantem powyborczym.
Dzisiejszy sondaż jest więc dla Tuska dobrą wiadomością, ale nie daje mu politycznego komfortu. KO prowadzi, PiS spada, lecz układ sił pozostaje niezwykle niestabilny. Polska polityka coraz bardziej przypomina system naczyń połączonych, w którym słabość jednej partii nie musi oznaczać triumfu jej przeciwników. Czasem oznacza jedynie narodziny nowego, jeszcze bardziej wymagającego rywala.










