Politycy PiS przez lata przekonywali Polaków, że państwo powinno być bezwzględne wobec tych, którzy unikają odpowiedzialności. Dziś jednak coraz trudniej nie zauważyć, że właśnie ludzie związani z dawnym kierownictwem Ministerstwa Sprawiedliwości robią wszystko, by znaleźć się jak najdalej od pytań zadawanych przez opinię publiczną i organy państwa.
Zbigniew Ziobro pojawia się nagle w Stanach Zjednoczonych, Marcin Romanowski znika z wynajmowanego mieszkania w Budapeszcie, a wokół obu polityków narasta atmosfera politycznej ucieczki. Im więcej nowych informacji wychodzi na jaw, tym bardziej dawni szeryfowie prawicy przypominają ludzi desperacko próbujących przeczekać nadciągający kryzys.
Najpierw media podały, że Zbigniew Ziobro przebywa w Stanach Zjednoczonych. Według TVN24 były minister sprawiedliwości został zauważony na lotnisku Newark w New Jersey. Stacja opublikowała zdjęcie polityka przesłane przez jednego z widzów. Wcześniej podobne informacje przekazała TV Republika. Sam fakt wyjazdu do USA nie byłby oczywiście niczym nadzwyczajnym, gdyby nie kontekst polityczny i prawny, w jakim znajdują się dziś ludzie dawnego kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości.
Jeszcze bardziej wymowne są jednak doniesienia dotyczące Marcina Romanowskiego. Okazuje się, że mieszkanie wynajmowane przez byłego wiceministra sprawiedliwości w Budapeszcie jest już puste. Lokal przy ulicy Szilagyi Dezso, położony naprzeciwko węgierskiego parlamentu, czeka na nowego najemcę. Przedstawiciel firmy wynajmującej nieruchomość powiedział wprost: „Ostatni raz widziałem w budynku Marcina Romanowskiego 21 kwietnia”. Dodał również, że umowa wygasła 30 kwietnia, a gdy 1 maja pojawił się w mieszkaniu, „lokal był zupełnie pusty”.
To wszystko wygląda coraz mniej jak seria przypadków, a coraz bardziej jak polityczna ewakuacja. Ziobro w Stanach Zjednoczonych, Romanowski znikający z Budapesztu, puste mieszkanie, urwane ślady i coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dawni liderzy „twardego państwa” nagle odkryli, iż odpowiedzialność nie jest już wygodnym hasłem do okładania przeciwników politycznych, ale czymś bardzo realnym.
Największa ironia polega na tym, że to właśnie Ziobro i jego środowisko przez lata budowali politykę opartą na pokazowej surowości. To oni organizowali konferencje prasowe, na których padały oskarżenia jeszcze przed wyrokami sądów. To oni przekonywali, że „uczciwi nie mają się czego bać”. Dziś jednak sami zachowują się tak, jakby bali się wszystkiego: pytań dziennikarzy, śledztw, komisji i publicznej odpowiedzialności.
Marcin Romanowski był przecież jednym z najbliższych współpracowników Ziobry. Przez lata współtworzył system politycznej kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Dziś jego zniknięcie z Budapesztu wygląda jak symboliczny koniec całej epoki. Epoki ludzi przekonanych, że państwo może być narzędziem partyjnej wojny, a oni sami pozostaną bezkarni niezależnie od okoliczności.
Coraz trudniej też uwierzyć w narrację PiS o politycznych prześladowaniach. Gdy politycy związani z dawną władzą wyjeżdżają za granicę, znikają z wynajmowanych mieszkań i unikają jasnych deklaracji, trudno mówić o spokojnym przekonaniu o własnej niewinności. Wręcz przeciwnie — takie zachowanie sprawia wrażenie panicznej próby przeczekania kryzysu.
Wizerunek „niezłomnych obrońców państwa” rozsypuje się dziś na oczach opinii publicznej. Zostały po nim zdjęcia z lotnisk, puste mieszkania i coraz bardziej nerwowe tłumaczenia polityków PiS. To szczególnie kompromitujące dla ludzi, którzy przez lata budowali swój polityczny kapitał na haśle odpowiedzialności i rzekomego moralnego rygoryzmu.
Bo prawdziwa siła polityka nie polega na tym, że potrafi ścigać przeciwników. Prawdziwa próba charakteru zaczyna się wtedy, gdy sam musi odpowiedzieć na trudne pytania. A Ziobro i Romanowski robią dziś wszystko, by tych pytań nie usłyszeć.










