Po latach politycznej dominacji Jarosław Kaczyński można było mieć nadzieję, że lider PiS nauczył się przynajmniej jednego: nie warto podejmować decyzji w sprawach, o których nie ma się elementarnego pojęcia. Tymczasem projekt ustawy dotyczący zakazu działalności związanej z kryptowalutami pokazuje coś dokładnie odwrotnego. Pokazuje politykę opartą na lęku przed nowoczesnością, instynkcie kontroli i przekonaniu, że jeśli czegoś się nie rozumie, najlepiej po prostu tego zakazać.
Najbardziej uderzające jest to, że sam Kaczyński właściwie przyznał się do własnej niewiedzy. – „Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem całkowitego zakazu kryptowalut” – powiedział lider PiS, jednocześnie dając do zrozumienia, że nie zna się na rynku kryptowalut. To brzmi wręcz niewiarygodnie. Człowiek, który przez dekady współdecydował o kierunku polskiej polityki, otwarcie mówi, że czegoś nie rozumie, po czym natychmiast chce tego zakazać.
Trudno o lepszy symbol politycznego odklejenia od rzeczywistości.
Projekt zgłoszony przez klub parlamentarny PiS zakłada, że działalność polegająca na umożliwianiu obrotu kryptoaktywami zostałaby uznana za zakazaną nieuczciwą praktykę rynkową. W praktyce oznaczałoby to wypchnięcie z Polski całego sektora nowoczesnych firm fintechowych i technologicznych. Pod projektem podpisali się między innymi Mariusz Błaszczak i Jacek Sasin.
Choć PiS jest dziś w opozycji, projekt pokazuje bardzo wyraźnie, że partia Kaczyńskiego nadal myśli kategoriami zakazów, centralnej kontroli i państwowego nadzoru nad wszystkim, co nowe i trudniejsze do zrozumienia. Szczególnie niepokojące jest to, że propozycja daje dodatkowe uprawnienia państwowym instytucjom. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego miałaby możliwość blokowania rachunków firm działających w sektorze kryptowalut.
To charakterystyczny mechanizm dla PiS. Im mniej rozumieją dane zjawisko, tym bardziej chcą je regulować siłą państwa.
Tym razem jednak skala kompromitacji jest wyjątkowa, bo krytyka przyszła także z prawej strony sceny politycznej. Łukasz Warzecha, publicysta kojarzony raczej z prawicową częścią debaty publicznej, nie zostawił na PiS suchej nitki.
„Widzę, że pisowcy postanowili zejść pod 20 proc. na trwałe. Naprawdę, świetny pomysł. W następnym kroku proponuję zakazać internetu” – napisał Warzecha. I trudno nie zauważyć, że w tej ironii kryje się bardzo trafna diagnoza obecnego stanu partii Kaczyńskiego.
Bo PiS coraz bardziej wygląda dziś na ugrupowanie przestraszone współczesnością. Świat idzie w stronę cyfrowych finansów, sztucznej inteligencji, fintechów i nowoczesnych technologii, a partia Kaczyńskiego odpowiada na to propozycją zakazu. Nie regulacji, nie stworzenia bezpiecznych zasad funkcjonowania rynku, lecz po prostu administracyjnego zamknięcia całego sektora.
Jeszcze mocniejsze były kolejne słowa Warzechy. „No idioci po prostu. Jeśli ktokolwiek myśli serio o wspomożeniu tej partii w odzyskaniu władzy, to się powinien stuknąć w łeb potężnym młotem” – napisał publicysta. To wyjątkowo brutalna ocena, ale właśnie dlatego tak politycznie bolesna dla PiS. Bo nie pochodzi od liberalnych komentatorów czy sympatyków obecnego rządu, lecz od człowieka od lat funkcjonującego bliżej prawej strony debaty publicznej.
Największym problemem PiS nie jest dziś jednak sam projekt ustawy. Problemem jest sposób myślenia, który za nim stoi. Kaczyński po raz kolejny pokazuje, że wciąż funkcjonuje według bardzo prostego mechanizmu: skoro czegoś nie rozumiem, to musi być groźne. A skoro jest groźne, należy tego zakazać.
Tak nie buduje się nowoczesnego państwa.
W czasie gdy Niemcy, Czechy czy państwa azjatyckie próbują przyciągać innowacyjne firmy technologiczne, PiS proponuje rozwiązania przypominające bardziej politykę gospodarczą sprzed kilku dekad. Zamiast wspierać rozwój nowoczesnych sektorów gospodarki, partia Kaczyńskiego chce je wypchnąć za granicę.
I właśnie dlatego coraz więcej ludzi — również po prawej stronie — zaczyna dostrzegać, że PiS nie ma dziś żadnej poważnej odpowiedzi na wyzwania XXI wieku. Jest tylko lęk przed zmianą, polityczny odruch kontroli i przekonanie, że zakaz zawsze zastąpi kompetencje.










