Dzisiejsza reakcja Prawa i Sprawiedliwości oraz Telewizji Republika na policyjną interwencję w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza pokazuje przede wszystkim jedno: obóz Jarosława Kaczyńskiego funkcjonuje dziś w stanie permanentnej politycznej histerii. Wystarczy kilka godzin, jedno zgłoszenie i jedna interwencja policji, by natychmiast uruchomiono opowieści o „represjach”, „atakach na wolność słowa” i „zastraszaniu opozycji”. Problem polega na tym, że tę narrację bardzo szybko i bardzo brutalnie rozbił Marcin Kierwiński.
Minister spraw wewnętrznych praktycznie zgasił dziennikarza Republiki jednym zdaniem: „Proszę przestać kłamać w tej sprawie”. I trudno nie odnieść wrażenia, że dokładnie taki komunikat należał się dziś propagandowej machinie PiS. Od rana Telewizja Republika i politycy prawicy próbują bowiem przedstawiać zwykłą policyjną interwencję jako niemal polityczny zamach stanu.
Tymczasem fakty są dużo mniej spektakularne niż opowieści Tomasza Sakiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Policja otrzymała zgłoszenie, że w mieszkaniu pod wskazanym adresem może znajdować się osoba, której zachowanie zagraża życiu. W takiej sytuacji funkcjonariusze mają obowiązek reagować natychmiast. I właśnie to zrobili. Dopiero później okazało się, że alarm był fałszywy.
Mimo to PiS natychmiast zaczął budować atmosferę politycznego oblężenia. Jarosław Kaczyński pisał o „uderzaniu w filary demokracji”, politycy prawicy opowiadali o „kryptodyktaturze”, a Republika praktycznie od pierwszych minut próbowała wmówić widzom, że mamy do czynienia z akcją wymierzoną w niewygodne dla rządu media.
I właśnie tutaj Kierwiński bardzo celnie rozbroił całą tę propagandową konstrukcję. „Nie wiem ile razy mam to panu powiedzieć, że teza zawarta w pana pytaniu i teza, którą głosicie państwo non-stop od dwóch dni, to jest fake news” — powiedział reporterowi Republiki. To była odpowiedź nie tylko na jedno pytanie dziennikarza, ale na cały mechanizm działania Telewizji Republika.
Bo Republika od dawna nie funkcjonuje jak klasyczna stacja informacyjna. To polityczny megafon PiS, którego głównym zadaniem jest utrzymywanie widzów w stanie nieustannego poczucia zagrożenia. Każda decyzja rządu staje się tam „zamachem na demokrację”, każda interwencja państwa „represją”, a każda krytyka prawicy „atakiem na wolność słowa”.
Dzisiejsza sprawa jest tego idealnym przykładem. Zanim opinia publiczna poznała komunikat policji, zanim wyjaśniono okoliczności zgłoszenia, zanim ktokolwiek ustalił przebieg interwencji, propaganda PiS już ruszyła pełną mocą. Fakty przestały mieć znaczenie. Liczyły się emocje, atmosfera paniki i kolejna opowieść o „reżimie Tuska”.
Najbardziej kompromitujące jest jednak to, że politycy PiS zachowują się dziś tak, jakby policja w demokratycznym państwie nie miała prawa reagować na zgłoszenie dotyczące zagrożenia życia, jeśli sprawa dotyczy ludzi związanych z prawicą. Tymczasem Kierwiński powiedział rzecz oczywistą: „Służby reagują i będą reagować”. Dokładnie na tym polega normalne państwo.
Oczywiście można pytać o szczegóły interwencji. Można analizować użycie kajdanek wobec asystentki Sakiewicza czy sposób działania funkcjonariuszy. Ale robienie z tego automatycznie „ataku na media” jest zwyczajnie groteskowe. Zwłaszcza gdy robią to środowiska, które przez osiem lat swoich rządów bez skrupułów podporządkowywały media publiczne jednej partii i regularnie atakowały niezależnych dziennikarzy.
Dzisiejsza reakcja PiS pokazuje przede wszystkim ogromną nerwowość tego obozu. Partia Kaczyńskiego coraz bardziej przypomina środowisko polityczne żyjące wyłącznie poczuciem oblężenia. Każde działanie państwa wobec ludzi związanych z prawicą przedstawiane jest jako element wielkiego planu „likwidacji opozycji”. Im bardziej jednak PiS i Republika próbują budować atmosferę politycznej wojny, tym wyraźniej widać, że tracą kontakt z rzeczywistością.
I właśnie dlatego spokojna, rzeczowa odpowiedź Kierwińskiego okazała się dziś tak skuteczna. Bo jednym zdaniem pokazał coś, czego PiS i Republika panicznie nie chcą przyjąć do wiadomości: nie każda policyjna interwencja jest politycznym spiskiem. A nie każdy propagandowy spektakl prawicy musi być traktowany poważnie.











