Prawo i Sprawiedliwość coraz bardziej przypomina ugrupowanie pogrążone w permanentnej wojnie domowej. Jeszcze niedawno politycy tej partii przekonywali, że są jedyną siłą zdolną „uratować Polskę”, zapewnić stabilność państwa i skutecznie zarządzać krajem. Dziś nie potrafią już nawet utrzymać elementarnej jedności we własnym obozie. A najbardziej kompromitujące jest to, że głównymi bohaterami tego chaosu są ludzie, którzy równocześnie aspirują do najważniejszych stanowisk w państwie.
Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki od miesięcy prowadzą polityczną grę, która coraz mniej przypomina zwykły spór ambicjonalny, a coraz bardziej brutalną walkę o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Problem polega jednak na tym, że obaj politycy sprawiają wrażenie ludzi bardziej zainteresowanych własną pozycją niż przyszłością ugrupowania. A skoro nie potrafią dogadać się między sobą wewnątrz jednej partii, trudno poważnie traktować ich opowieści o skutecznym rządzeniu Polską.
Morawiecki buduje własne struktury, organizuje polityczne zaplecze i szuka ludzi gotowych poprzeć jego projekt. Czarnek z kolei coraz częściej zachowuje się jak człowiek przekonany, że naturalnie należy mu się rola nowego lidera prawicy. Obaj prowadzą własne gry, własne kampanie i własne polityczne kalkulacje. Wszystko to dzieje się w momencie, gdy PiS próbuje przekonać wyborców, że jest gotowy do odzyskania władzy.
To już nawet nie wygląda na poważną partię polityczną. To przypomina skłóconą grupę politycznych frakcji, które desperacko walczą o wpływy, stanowiska i kontrolę nad partyjnym szyldem.
Szczególnie groteskowo wypada tutaj Czarnek. Polityk, który niemal codziennie wygłasza kolejne ideologiczne tyrady, sprawia wrażenie człowieka całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Jeszcze niedawno opowiadał o Eurowizji w kategoriach geopolitycznej niewdzięczności Ukrainy wobec Polski. Później tłumaczył, że Zbigniew Ziobro wróci do kraju dopiero po „przywróceniu praworządności” w prokuraturze. Dziś dodatkowo uczestniczy w wojnach frakcyjnych wewnątrz PiS.
Najbardziej ironiczne jest jednak to, że Czarnek i Morawiecki wzajemnie sobie nie ufają, a jednocześnie obaj próbują przedstawiać się jako przyszli mężowie stanu. Trudno nie odnieść wrażenia, że ich polityczna aktywność sprowadza się głównie do walki o władzę wewnątrz partii. Polska jest tutaj raczej dodatkiem do personalnych ambicji.
Morawiecki również nie może udawać polityka spoza systemu PiS. Przez lata był jednym z głównych wykonawców polityki Jarosława Kaczyńskiego. Firmował wszystkie najważniejsze decyzje dawnej władzy, uczestniczył w konfliktach z Unią Europejską i współtworzył atmosferę politycznej wojny. Dziś próbuje przedstawiać się jako bardziej pragmatyczna twarz prawicy, ale wielu działaczy PiS doskonale pamięta, że jeszcze niedawno był jednym z filarów tego samego systemu, który obecnie zaczyna się rozpadać.
W partii narasta więc atmosfera wzajemnych oskarżeń i podejrzeń. Ludzie Czarnka oskarżają środowisko Morawieckiego o rozbijanie ugrupowania. Zwolennicy byłego premiera twierdzą z kolei, że aparat partyjny próbuje ich marginalizować i usuwać z wpływów. W tle pojawiają się informacje o rekrutowaniu samorządowców, budowaniu własnych zapleczy i przygotowywaniu struktur na moment ostatecznej rozgrywki.
To wszystko pokazuje fundamentalny problem PiS: partia Jarosława Kaczyńskiego przestała być projektem politycznym opartym na wspólnej wizji. Stała się areną walki ego i politycznych ambicji. Kiedy ugrupowanie traci władzę, kończy się również mit jedności. Nagle okazuje się, że dawni „obrońcy Polski” bardziej zajmują się własnymi karierami niż jakimkolwiek programem dla państwa.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Zarówno Czarnek, jak i Morawiecki wciąż próbują przekonywać opinię publiczną, że to właśnie oni są gwarancją stabilności i skutecznego rządzenia. Tymczasem rzeczywistość pokazuje dokładnie odwrotny obraz. Skoro nie potrafią utrzymać elementarnego porozumienia we własnym środowisku politycznym, jak mieliby skutecznie zarządzać państwem liczącym niemal 40 milionów obywateli?
PiS przez lata budował swój przekaz na opowieści o sile, dyscyplinie i politycznej sprawczości. Dziś coraz wyraźniej widać, że pod tą fasadą kryły się przede wszystkim ambicje poszczególnych polityków i strach przed utratą wpływów.
A wojna między Czarnkiem a Morawieckim jest najlepszym dowodem na to, że projekt Jarosława Kaczyńskiego zaczyna rozpadać się od środka.










