Karol Nawrocki i jego otoczenie od miesięcy próbują budować wizerunek obozu, który rzekomo posiada wyjątkowe relacje z administracją Donalda Trumpa i dzięki temu gwarantuje Polsce bezpieczeństwo. Problem polega na tym, że rzeczywistość coraz brutalniej zderza się z tą propagandową opowieścią. A im większy chaos wokół obecności wojsk amerykańskich w Europie, tym bardziej ludzie prezydenta uciekają w polityczny marketing, wzajemne poklepywanie się po plecach i absurdalne oskarżenia wobec Donalda Tuska.
Sytuacja jest poważna. Pentagon anulował wysłanie do Polski pancernej brygadowej grupy bojowej liczącej około czterech tysięcy żołnierzy wraz ze sprzętem wojskowym. To nie jest drobna korekta logistyczna, lecz decyzja dotycząca bezpieczeństwa całego regionu. Tymczasem reakcja obozu Nawrockiego przypomina bardziej komunikację sztabu wyborczego niż odpowiedzialne zachowanie ludzi sprawujących najwyższe funkcje w państwie.
Rafał Leśkiewicz przekonywał w mediach, że Karol Nawrocki „ma dobre relacje z Donaldem Trumpem” i już wcześniej uzyskał zapewnienia, iż obecność wojsk amerykańskich w Polsce się nie zmieni. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że całe to wystąpienie było próbą ratowania politycznego wizerunku prezydenta po kolejnych niepokojących informacjach z Waszyngtonu.
Bo jeśli sytuacja rzeczywiście jest tak stabilna i pewna, to dlaczego polski rząd jeszcze dzień wcześniej publicznie minimalizował problem? Dlaczego przedstawiciele MON przekonywali, że sprawa „nie dotyczy Polski”, skoro chwilę później trzeba było organizować gorączkowe rozmowy z amerykańską administracją?
To właśnie najbardziej kompromitujące w działaniach obozu Nawrockiego: permanentny chaos przykrywany propagandowym spokojem.
Jeszcze bardziej groteskowo brzmią próby przerzucania odpowiedzialności na Donalda Tuska. Leśkiewicz zaatakował premiera za rzekome „insynuacje” wobec Donalda Trumpa i pytał dramatycznie: „Po co te słowa podczas spotkania z George’em Clooneyem?”. Trudno o lepszy przykład kompletnego oderwania od rzeczywistości.
Świat bezpieczeństwa międzynarodowego naprawdę nie kręci się wokół urażonych emocji Donalda Trumpa ani wokół tego, co powiedział Tusk podczas medialnego wydarzenia. Państwa prowadzą politykę na podstawie interesów strategicznych, wojskowych kalkulacji i globalnych napięć. Tymczasem ludzie Nawrockiego próbują sprowadzić wszystko do poziomu personalnych sympatii i politycznego dworu.
To właśnie najbardziej niebezpieczna cecha tego środowiska: infantylne przekonanie, że bezpieczeństwo Polski można załatwiać poprzez „dobre relacje” z jednym politykiem w USA.
Historia ostatnich dekad pokazuje dokładnie coś odwrotnego. Poważne państwa budują bezpieczeństwo poprzez silne instytucje, profesjonalną dyplomację i stabilne relacje z całymi strukturami sojuszniczymi, a nie poprzez opowieści o tym, kto z kim zrobił sobie zdjęcie w Waszyngtonie.
Karol Nawrocki i jego współpracownicy zachowują się natomiast tak, jakby polityka zagraniczna była przedłużeniem kampanii internetowej. Liczy się przekaz dnia, medialny spin i szybka propaganda sukcesu. Gdy pojawiają się niepokojące informacje — natychmiast zaczyna się produkowanie uspokajających komunikatów o „świetnych relacjach” oraz atakowanie politycznych przeciwników.
Problem polega na tym, że rzeczywistości nie da się zagadać.
Fakty są brutalne: Amerykanie zmniejszają swoją obecność wojskową w Europie i prowadzą reorganizację sił. Polska musi w tej sytuacji zachowywać maksymalny profesjonalizm i polityczną przewidywalność. Tymczasem obóz Nawrockiego zajmuje się głównie własnym PR-em oraz budowaniem mitu o wyjątkowej pozycji prezydenta w relacjach z Trumpem.
Coraz bardziej przypomina to politykę opartą na emocjach, kompleksach i propagandowych fantazjach, a nie na chłodnej analizie interesów państwa.
Najbardziej żenujące pozostaje jednak coś jeszcze. Nawrocki i jego ludzie próbują przedstawiać siebie jako jedynych gwarantów relacji ze Stanami Zjednoczonymi, jednocześnie nieustannie podważając działania polskiego rządu i wywołując kolejne polityczne konflikty wokół bezpieczeństwa państwa. To skrajnie nieodpowiedzialne.
Bo bezpieczeństwo Polski nie jest miejscem na partyjną propagandę, polityczne ego i opowieści o „specjalnych relacjach”. A właśnie do tego obóz Nawrockiego próbuje dziś sprowadzić jedną z najpoważniejszych kwestii dla państwa.










