Telewizja Republika od dawna przestała udawać klasyczne medium informacyjne. Dziś coraz bardziej przypomina polityczny radiowęzeł PiS, którego głównym zadaniem jest podtrzymywanie emocji, produkowanie poczucia oblężenia i organizowanie kolejnych propagandowych kampanii przeciwko przeciwnikom dawnej władzy. Problem polega jednak na tym, że tym razem granica została przekroczona w sposób wyjątkowo niebezpieczny.
Ujawnienie danych policjanta i próba publicznego wskazania go jako rzekomego „funkcjonariusza Kierwińskiego”, który miał „łamać prawo”, nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. To polityczna nagonka. I bardzo dobrze, że policja wreszcie zaczyna reagować stanowczo.
Komenda Stołeczna Policji zapowiedziała wniosek o ściganie z urzędu oraz działania na rzecz obrony dobrego imienia funkcjonariuszy. Jak podkreślił rzecznik Komendy Głównej Policji podinsp. Robert Opas, przemawia za tym „ważny interes publiczny”. Trudno się z tym nie zgodzić.
Bo sprawa dawno przestała dotyczyć wyłącznie jednego materiału telewizyjnego czy jednego paska emitowanego w emocjach. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: próbę zastraszania funkcjonariuszy państwa poprzez publiczne szczucie i budowanie atmosfery politycznej histerii.
Najbardziej kompromitujące jest przy tym to, że – jak poinformowała śląska policja – funkcjonariusz pokazany przez Republikę w rzeczywistości „nie brał udziału w przypisywanej mu sytuacji”. Mimo to jego dane osobowe i wizerunek zostały ujawnione publicznie, a internet natychmiast zalała fala hejtu i agresji.
To właśnie jest prawdziwy mechanizm działania współczesnej propagandy politycznej. Najpierw tworzy się emocjonalną narrację o „reżimie”, później wskazuje konkretnego człowieka jako symbol tego „systemu”, a następnie tłum obserwuje już tylko medialny lincz.
I właśnie dlatego reakcja policji jest absolutnie konieczna.
W demokratycznym państwie funkcjonariusze nie mogą być wystawiani na publiczne nagonki tylko dlatego, że wykonują swoje obowiązki. Szczególnie w sytuacji, gdy cała historia zaczęła się od serii fałszywych zgłoszeń dotyczących dziennikarzy Republiki. Policja miała obowiązek reagować. Funkcjonariusze nie prowadzą politycznych kampanii — odpowiadają na zgłoszenia i wykonują procedury.
Tymczasem Tomasz Sakiewicz i jego środowisko natychmiast próbowali zamienić całą sytuację w spektakl politycznego prześladowania. Pojawiły się opowieści o „skoordynowanym ataku reżimu Tuska”, sugestie politycznych represji i klasyczna dla tego środowiska retoryka oblężonej twierdzy.
Problem polega na tym, że coraz większa część opinii publicznej zwyczajnie przestaje w to wierzyć.
Bo Telewizja Republika od dawna funkcjonuje bardziej jako narzędzie politycznej mobilizacji PiS niż medium zainteresowane rzetelnym przekazywaniem informacji. Każde wydarzenie musi zostać natychmiast wpisane w wielką opowieść o prześladowaniach prawicy, „reżimie Tuska” i walce z patriotami. Nawet jeśli po drodze niszczy się reputację konkretnych ludzi.
Bardzo mocno wybrzmiały słowa rzeczniczki MSWiA Karoliny Gałeckiej: „To nie jest dziennikarstwo. To nie jest telewizja. To zwykłe zaszczuwanie polskich policjantów”. Trudno o trafniejsze podsumowanie całej sytuacji.
Jeszcze ostrzej sprawę skomentował minister Marcin Kierwiński, który nazwał Republikę „radiowęzłem PiS” i stwierdził, że stacja „nie cofnie się przed żadnym świństwem”. Mocne? Owszem. Ale coraz trudniej znaleźć argumenty, które pozwalałyby uznać działania Republiki za standardową działalność medialną.
Bo czym innym jest krytyka policji czy rządu, a czym innym publikowanie danych funkcjonariusza i uruchamianie wobec niego internetowej nagonki.
Najbardziej niepokojące pozostaje jednak coś jeszcze. Republika i związane z nią środowiska polityczne od lat budują atmosferę, w której każda instytucja państwa niepodporządkowana PiS automatycznie staje się „wrogiem narodu”. Sędziowie, prokuratorzy, dziennikarze, urzędnicy, a teraz także policjanci — wszyscy mogą zostać publicznie napiętnowani, jeśli nie wpisują się w polityczną narrację tej stacji.
To nie jest już spór polityczny. To próba systematycznego podważania zaufania do państwa i jego instytucji.
I właśnie dlatego reakcja policji jest dziś tak ważna. Bo państwo nie może bez końca udawać, że polityczna propaganda i publiczne szczucie funkcjonariuszy są jedynie „ostrą debatą medialną”.










