Jeszcze kilka miesięcy temu politycy PiS przekonywali, że wszystkie afery związane z państwowymi instytucjami to jedynie „medialne polowanie” na ludzi dawnej władzy. Problem polega jednak na tym, że tych „polowań” jest coraz więcej, a nazwisk związanych z obozem Jarosława Kaczyńskiego przybywa z tygodnia na tydzień.
Teraz do tej listy dołączył Jacek Ż., były poseł PiS i jeden z dawnych liderów środowiska Porozumienia oraz Partii Republikańskiej. Został zatrzymany przez CBA w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. I choć politycy prawicy zapewne znów będą mówić o „politycznej zemście”, coraz trudniej uwierzyć, że wszystkie te historie są wyłącznie dziełem przypadku.
Sprawa jest poważna nie tylko dlatego, że chodzi o kolejne nazwisko z politycznego zaplecza PiS. Jeszcze ważniejsze jest to, że śledztwo prowadzi Prokuratura Europejska, czyli instytucja zajmująca się przestępstwami przeciwko interesom finansowym Unii Europejskiej. To już nie jest wewnętrzna wojna polskich prokuratorów czy medialna awantura między partiami. Mowa o podejrzeniach dotyczących pieniędzy publicznych i sposobu funkcjonowania instytucji, która miała wspierać innowacje oraz rozwój gospodarki.
Najwyższa Izba Kontroli już wcześniej alarmowała, że w konkursie „Szybka Ścieżka – Innowacje Cyfrowe” dochodziło do „licznych nieprawidłowości”. NIK wskazywała, że „NCBR nie przestrzegało regulaminu konkursu oraz własnych wewnętrznych regulacji”. To niezwykle mocne słowa, zwłaszcza gdy dotyczą instytucji rozdającej ogromne środki publiczne. Trudno bowiem mówić o drobnych błędach proceduralnych, skoro kontrolerzy państwowi opisują systemowe problemy przy przyznawaniu dofinansowań.
PiS przez lata budował narrację o „uczciwej zmianie”, która miała oczyścić państwo po poprzednikach. Jarosław Kaczyński wielokrotnie przedstawiał swoje środowisko jako moralnie lepsze od konkurentów. Tymczasem rzeczywistość coraz brutalniej weryfikuje te opowieści. Kolejni ludzie związani z dawną władzą mają problemy z prokuraturą, służbami albo kontrolami. Wizerunek partii „krystalicznej”, walczącej z układami i patologiami, rozpada się na oczach opinii publicznej.
Szczególnie uderzające jest to, że PiS coraz częściej nie potrafi nawet sensownie reagować na podobne kryzysy. Zamiast wyjaśnień pojawia się agresja wobec mediów, oskarżenia o spiski i próby przedstawiania każdego śledztwa jako politycznej zemsty. Problem w tym, że taka strategia była może skuteczna kilka lat temu. Dziś jednak wyborcy widzą, że lista afer jest po prostu zbyt długa. Trudno uwierzyć, że wszyscy kontrolerzy, prokuratorzy i europejskie instytucje jednocześnie „uwzięli się” na polityków jednej formacji.
Nieprzypadkowo sprawa NCBR budzi tak duże emocje. Instytucja, która miała wspierać nowoczesną gospodarkę i innowacje, stała się symbolem chaosu oraz politycznych wpływów. W państwie PiS bardzo często można było odnieść wrażenie, że kompetencje schodzą na dalszy plan, a najważniejsza staje się partyjna lojalność. Efekty tego modelu dziś wracają jak bumerang.
Oczywiście każdy ma prawo do obrony i dopóki nie zapadnie wyrok, należy pamiętać o zasadzie domniemania niewinności. Ale polityka nie polega wyłącznie na odpowiedzialności karnej. Istnieje jeszcze odpowiedzialność polityczna i moralna. A ta dla PiS staje się coraz większym ciężarem. Kolejne zatrzymania, śledztwa i raporty kontrolne tworzą obraz partii, która przez lata opowiadała o transparentności, a jednocześnie sama coraz częściej musi tłumaczyć się z funkcjonowania państwowych instytucji.
Jarosław Kaczyński przez lata przekonywał swoich wyborców, że tylko jego środowisko gwarantuje „uczciwe państwo”. Dziś coraz trudniej utrzymać tę narrację. Każda kolejna sprawa pokazuje bowiem, że również w obozie PiS pojawiły się mechanizmy charakterystyczne dla każdej długo rządzącej władzy: poczucie bezkarności, zamknięty system zależności i przekonanie, że polityczne wpływy pozwolą uniknąć konsekwencji.
A wyborcy zaczynają widzieć to coraz wyraźniej.










