Jarosław Kaczyński od dawna funkcjonuje w świecie politycznej mitologii, ale jego najnowszy wpis dotyczący Karola Nawrockiego pokazuje, że granica między propagandą a kompletnym oderwaniem od rzeczywistości zaczyna się całkowicie zacierać.
Prezes PiS próbuje dziś przekonać Polaków, że decyzja Donalda Trumpa o wysłaniu dodatkowych amerykańskich żołnierzy do Polski jest przede wszystkim osobistym triumfem Nawrockiego. Problem polega na tym, że ta opowieść brzmi bardziej jak polityczna baśń dla najtwardszego elektoratu niż poważna analiza relacji międzynarodowych.
„Gdyby nie prezydent Karol Nawrocki, nasze bezpieczeństwo byłoby osłabione” — napisał Kaczyński. Trudno o bardziej spektakularny przykład politycznej przesady. Według prezesa PiS bezpieczeństwo trzydziestoośmiomilionowego państwa, członka NATO i kluczowego partnera Stanów Zjednoczonych w regionie, miałoby zależeć od jednej osoby i jej rzekomo wyjątkowej relacji z Donaldem Trumpem. To już nie jest zwykła propaganda. To polityczny kult jednostki ubrany w język geopolityki.
W rzeczywistości obecność amerykańskich wojsk w Polsce wynika z dużo szerszych procesów strategicznych: wojny rosyjsko-ukraińskiej, napięć w Europie Wschodniej, polityki NATO i interesów samych Stanów Zjednoczonych. Waszyngton wzmacnia swoją obecność militarną nie dlatego, że zachwycił się Karolem Nawrockim, ale dlatego, że Polska leży w kluczowym miejscu na mapie bezpieczeństwa Europy. Sprowadzanie tak poważnej sprawy do osobistego sukcesu jednego polityka jest nie tylko infantylne, ale wręcz niebezpieczne.
Kaczyński od lat próbuje wmówić swoim wyborcom, że polityka zagraniczna opiera się głównie na prywatnych sympatiach i emocjonalnych relacjach między liderami. To bardzo wygodna narracja, bo pozwala przedstawiać każde zdjęcie z amerykańskim politykiem jako „historyczny sukces”. Tyle że prawdziwa dyplomacja nie działa jak szkolny konkurs popularności. Państwa realizują własne interesy, a nie sentymenty wobec konkretnych osób.
Jeszcze bardziej kompromitujące jest to, że prezes PiS jednocześnie oskarża obecny rząd o „osłabianie relacji z najważniejszym sojusznikiem”. „Gdy zapadały kluczowe decyzje dotyczące bezpieczeństwa, zabrakło skutecznej dyplomacji, profesjonalizmu i realnego wpływu” — pisze Kaczyński. Trudno jednak nie zauważyć, że to właśnie za czasów PiS relacje Polski z wieloma partnerami europejskimi zostały poważnie zniszczone, a Warszawa coraz częściej funkcjonowała jako kraj skonfliktowany z dużą częścią Unii Europejskiej. PiS próbował budować politykę zagraniczną niemal wyłącznie na emocjonalnym uzależnieniu od administracji Trumpa, ignorując fakt, że świat jest znacznie bardziej skomplikowany.
Dzisiejsze wypowiedzi Kaczyńskiego pokazują także coś jeszcze: coraz większy problem PiS z odróżnianiem propagandy od rzeczywistości. Nawrocki przedstawiany jest niemal jako samotny obrońca Polski, człowiek, bez którego państwo miałoby się rozsypać. Taka retoryka staje się już wręcz groteskowa. Każdy sukces międzynarodowy ma być jego zasługą, każda decyzja Waszyngtonu — dowodem jego wielkości, a każda krytyka — rzekomo atakiem na bezpieczeństwo państwa.
W tym wszystkim ginie elementarna powaga. Bezpieczeństwo Polski nie powinno być narzędziem partyjnej propagandy ani pretekstem do budowania politycznych legend. Tymczasem Kaczyński od miesięcy próbuje kreować Nawrockiego na męża opatrznościowego, który niemal osobiście gwarantuje obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą. Im bardziej przesadzona staje się ta narracja, tym bardziej przypomina ona desperacką próbę stworzenia nowego mitu dla obozu PiS.
Najbardziej uderza jednak ton samego Kaczyńskiego. Jeszcze kilka lat temu polityk ten uchodził za chłodnego i cynicznego stratega. Dziś coraz częściej brzmi jak człowiek zamknięty we własnej politycznej bańce, w której każde wydarzenie musi potwierdzać wielkość jego środowiska. Problem polega na tym, że rzeczywistość coraz brutalniej rozmija się z tym obrazem.
Polacy oczekują od polityków odpowiedzialności, a nie niekończącego się pompowania propagandowych sukcesów. W sprawach bezpieczeństwa potrzeba powagi, profesjonalizmu i stabilności. Tymczasem Kaczyński zamiast rzeczowej debaty oferuje kolejną odsłonę politycznego spektaklu, w którym Nawrocki urasta niemal do roli zbawcy państwa. I właśnie dlatego coraz więcej ludzi przestaje traktować te opowieści serio.











