Maciej Wąsik od dawna sprawia wrażenie człowieka, który każdą polityczną porażkę własnego środowiska próbuje przykryć coraz bardziej absurdalnymi teoriami i coraz bardziej histeryczną retoryką.
Jednak jego ostatnie wypowiedzi dotyczące referendum w Krakowie pokazują już nie tylko propagandową przesadę, ale wręcz kompletny chaos myślowy. Wąsik mówi dziś tak wiele i tak chaotycznie, że chwilami trudno zrozumieć, czy jeszcze prowadzi polityczną debatę, czy już zwyczajnie opowiada rzeczy oderwane od rzeczywistości.
Bo jak inaczej traktować słowa o „wojnie hybrydowej” prowadzonej przez polski rząd wobec opozycji i prezydenta? To określenie ma przecież bardzo konkretne znaczenie. Wojna hybrydowa to działania destabilizacyjne prowadzone przez państwa autorytarne, operacje dezinformacyjne, cyberataki czy presja militarna. Tymczasem Wąsik używa tego pojęcia w odniesieniu do normalnego konfliktu politycznego w demokratycznym państwie.
To nie jest już nawet przesada. To zwykłe gadanie trzy po trzy.
PiS od miesięcy próbuje przekonać własnych wyborców, że każde działanie rządu, prokuratury czy mediów wobec ludzi związanych z dawną władzą stanowi formę prześladowania. Wąsik wpisuje się w tę narrację idealnie. Problem polega jednak na tym, że im bardziej politycy PiS dramatyzują, tym bardziej kompromitują samych siebie.
Bo co właściwie miał na myśli były wiceszef MSWiA? Że demokratycznie wybrany rząd prowadzi wobec opozycji tajną operację destabilizacyjną? Że instytucje państwa nie mają prawa kontrolować działań ludzi związanych z PiS? A może że każda krytyka obozu Kaczyńskiego jest już „wojną”?
To retoryka niebezpieczna i skrajnie nieodpowiedzialna. Szczególnie w kraju, który realnie znajduje się pod presją rosyjskiej dezinformacji i prawdziwych działań hybrydowych prowadzonych przez Kreml. Wąsik najwyraźniej uznał jednak, że nawet tak poważne pojęcia można bezrefleksyjnie wykorzystywać jako partyjny slogan.
Jeszcze bardziej groteskowo brzmią jego zachwyty nad referendum w Krakowie. Według Wąsika miał tam powstać „prawdziwy Komitet Obrony Demokracji”. To już polityczna ironia na granicy absurdu. PiS, które przez lata oskarżało dawny KOD o anarchię, histerię i „uliczną awanturę”, nagle odkrywa uroki obywatelskiego protestu — oczywiście tylko wtedy, gdy może on uderzyć w przeciwników partii.
Wąsik próbuje przedstawić referendum jako wielki społeczny bunt przeciw rządowi Donalda Tuska. Tymczasem rzeczywistość jest dużo prostsza. Mieszkańcy Krakowa mieli konkretne pretensje do władz miasta: dotyczące Strefy Czystego Transportu, sposobu zarządzania czy finansów samorządu. To lokalny konflikt, a nie narodowe powstanie przeciwko koalicji rządzącej.
Ale PiS desperacko potrzebuje dziś symboli. Każdy protest urasta do rangi rewolucji. Każde referendum staje się „punktem zwrotnym”. Każda lokalna porażka przeciwnika ma rzekomo oznaczać początek końca całego obozu władzy.
Wąsik powtarza więc propagandowe frazesy o „upominaniu się o demokrację” i „szanowaniu obietnic wyborczych”, jakby jego własne środowisko miało szczególne moralne prawo do takich pouczeń. To przecież właśnie PiS przez lata traktował państwo jak partyjny łup. To za ich rządów standardem stały się gigantyczne upolitycznienie instytucji, konflikt z sądami, propaganda mediów publicznych i niekończące się afery kadrowe.
Dlatego słowa Wąsika o nepotyzmie brzmią wręcz komicznie. Polityk partii, która stworzyła cały system obsadzania państwowych stanowisk swoimi ludźmi, nagle występuje w roli surowego recenzenta standardów życia publicznego.
Największy problem PiS polega dziś jednak na czymś innym: ta partia coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Zamiast rzeczowej polityki mamy emocjonalną histerię. Zamiast analizy faktów — opowieści o „wojnach hybrydowych”. Zamiast poważnej debaty — propagandowe widowisko.
A Maciej Wąsik staje się jednym z najbardziej jaskrawych symboli tego politycznego chaosu. Człowiekiem, który mówi dużo, głośno i coraz bardziej absurdalnie, najwyraźniej wierząc, że im mocniejsze słowa padną w telewizji sprzyjającej PiS, tym łatwiej będzie przykryć brak realnych argumentów.











