Andrzej Duda przez dziesięć lat próbował przekonywać Polaków, że jest samodzielnym politykiem, „prezydentem wszystkich obywateli” i człowiekiem zdolnym do budowania własnego obozu politycznego. Najnowszy sondaż SW Research dla Onetu brutalnie zweryfikował te ambicje. Aż 59,2 proc. badanych nie chce powrotu byłego prezydenta do aktywnej polityki. To nie jest zwykła statystyczna zadyszka. To osobista klęska Andrzeja Dudy.
W polityce można przegrać wybory, ale zachować autorytet. Można odejść z urzędu i nadal być postacią cieszącą się szacunkiem, nawet wśród przeciwników. Tak było choćby z Aleksandrem Kwaśniewskim, którego po latach wielu Polaków wspominało jako polityka przewidywalnego i sprawnego. Duda takiego kapitału nie zbudował. Po dekadzie w Pałacu Prezydenckim nie zostawia po sobie ani wielkiej idei, ani znaczącej reformy, ani nawet przekonania, że był politykiem zdolnym do samodzielności.
Sondaż jest pod tym względem wyjątkowo brutalny, bo nie pozostawia Dudzie żadnego politycznego schronienia. Negatywne wyniki pojawiają się praktycznie wszędzie – wśród kobiet i mężczyzn, młodszych i starszych, mieszkańców miast i wsi. Nawet na terenach tradycyjnie sprzyjających PiS entuzjazm wobec byłego prezydenta jest mizerny. Na wsi, która przez lata była jednym z najważniejszych bastionów prawicy, powrotu Dudy chce jedynie 29,3 proc. respondentów, podczas gdy przeciwnego zdania jest 54,4 proc. badanych. W największych miastach sytuacja wygląda jeszcze gorzej: poparcie dla powrotu byłego prezydenta deklaruje zaledwie 11,4 proc. ankietowanych.
To szczególnie bolesne dla polityka, który przez lata próbował przedstawiać się jako sympatyczna, „ludzka” twarz obozu PiS. Duda miał łagodzić wizerunek partii Jarosława Kaczyńskiego, pokazywać bardziej nowoczesne i umiarkowane oblicze prawicy. Problem polega na tym, że z czasem coraz wyraźniej było widać, iż pod fasadą uśmiechów i okrągłych zdań kryje się polityczna zależność.
Najbardziej pamiętne momenty prezydentury Dudy nie dotyczyły przecież jego odwagi, lecz podporządkowania. Podpisywanie kontrowersyjnych ustaw dotyczących sądownictwa, konflikt z instytucjami europejskimi, agresywna retoryka wobec opozycji – wszystko to sprawiło, że wielu wyborców zaczęło postrzegać go bardziej jako wykonawcę politycznej woli PiS niż niezależną głowę państwa. Nawet jego sporadyczne próby pokazania samodzielności wyglądały raczej na taktyczne gesty niż realne polityczne emancypowanie się spod wpływu Kaczyńskiego.
Dziś były prezydent próbuje odnaleźć się poza polityką. Zasiada w radzie nadzorczej fintechu ZEN.com, prowadzi działalność doradczą razem z żoną i pojawia się w medialnych spekulacjach dotyczących lokalnych wyborów. Problem w tym, że Polacy najwyraźniej nie widzą w nim już politycznej przyszłości. Ten sondaż pokazuje coś więcej niż chwilowe zmęczenie nazwiskiem Duda. Pokazuje głębokie rozczarowanie całą epoką jego prezydentury.
To również bardzo zły sygnał dla PiS. Andrzej Duda miał być jednym z niewielu polityków tego obozu zdolnych do funkcjonowania poza twardym elektoratem partii. Jeśli nawet on budzi dziś tak powszechny sprzeciw, oznacza to, że kryzys prawicy jest znacznie głębszy, niż chciałby przyznać Jarosław Kaczyński.
Donald Tusk i obecna koalicja rządząca mogą patrzeć na te wyniki z satysfakcją. Nie dlatego, że upadek Dudy sam w sobie jest politycznym triumfem, ale dlatego, że Polacy coraz wyraźniej odcinają się od stylu polityki symbolizowanego przez ostatnie lata rządów PiS. Od polityki konfliktu, podporządkowania instytucji partyjnym interesom i nieustannej wojny kulturowej.
Andrzej Duda odchodzi więc z politycznego centrum sceny nie jako mąż stanu, lecz jako polityk niespełniony. A najnowszy sondaż pokazuje, że większość Polaków nie ma najmniejszej ochoty oglądać tego spektaklu po raz drugi.










