Polityka bywa brutalna, ale istnieją sprawy, które powinny znajdować się ponad partyjnymi interesami. Bezpieczeństwo państwa jest jedną z nich. Dlatego trudno nie odnieść wrażenia, że sprzeciw PiS i Karola Nawrockiego wobec programu SAFE był jednym z najbardziej niezrozumiałych i szkodliwych gestów politycznych ostatnich miesięcy. W imię walki z rządem zdecydowano się bowiem wystąpić przeciwko przedsięwzięciu, które przynosi Polsce miliardy złotych inwestycji, nowe zamówienia dla przemysłu obronnego i realne wzmocnienie armii.
Kolejnym dowodem są umowy podpisane w Siemianowicach Śląskich. W ramach programu SAFE do Wojska Polskiego trafi 48 specjalistycznych pojazdów opartych na platformie Rosomaka. Chodzi o 30 wozów ewakuacji medycznej oraz 18 wozów dowodzenia. Wartość kontraktów przekracza 900 milionów złotych.
To nie są abstrakcyjne liczby. Za tymi pieniędzmi stoją konkretne miejsca pracy, konkretne zakłady produkcyjne i konkretne korzyści dla polskiej gospodarki. Produkcja będzie realizowana przez polski przemysł, a pojazdy trafią do jednostek wyposażonych w nowoczesne czołgi K2GF i K2PL.
Wozy ewakuacji medycznej mają ratować życie żołnierzy na polu walki. Wozy dowodzenia będą odpowiadały za kierowanie działaniami bojowymi, utrzymywanie łączności i analizę danych operacyjnych. Trudno wyobrazić sobie bardziej praktyczny przykład inwestycji służącej bezpieczeństwu państwa.
A jednak właśnie przeciwko takim projektom występowali politycy PiS oraz prezydent Karol Nawrocki.
Oficjalne argumenty były różne. Mówiono o rzekomych zagrożeniach dla suwerenności, o konieczności zachowania ostrożności, o wątpliwościach proceduralnych. Jednak im dłużej trwa ta dyskusja, tym bardziej widać, że prawdziwym motywem była zwykła polityczna kalkulacja. Jeśli sukces odnosi rząd Donalda Tuska, PiS uznaje, że należy ten sukces podważyć – nawet wtedy, gdy oznacza to sprzeciw wobec inwestycji korzystnych dla Polski.
To szczególnie niepokojące w sytuacji, gdy Europa znajduje się w najpoważniejszym kryzysie bezpieczeństwa od zakończenia zimnej wojny. Rosyjska agresja na Ukrainę pokazała, że państwa NATO muszą szybko zwiększać swoje zdolności obronne. Polska jest jednym z krajów najbardziej narażonych na skutki destabilizacji w regionie. W takich warunkach rozsądna polityka powinna polegać na wzmacnianiu przemysłu zbrojeniowego, a nie na blokowaniu źródeł jego finansowania.
Program SAFE właśnie temu służy. Nie jest projektem ideologicznym ani politycznym. Jest narzędziem wspierającym rozwój europejskich zdolności obronnych. W polskim przypadku oznacza miliardy złotych trafiające do krajowych przedsiębiorstw i zamówienia realizowane przez polskie fabryki.
Paradoks polega na tym, że PiS od lat przedstawia się jako partia szczególnie troszcząca się o bezpieczeństwo państwa. Tymczasem gdy pojawiła się możliwość pozyskania ogromnych środków dla polskiego przemysłu obronnego, politycy tej formacji znaleźli się po stronie sprzeciwu. Jeszcze bardziej niezrozumiała była postawa Karola Nawrockiego. Prezydent powinien być rzecznikiem interesów państwa, a nie uczestnikiem partyjnych sporów.
Dzisiejsze kontrakty dotyczące Rosomaków są najlepszą odpowiedzią na argumenty przeciwników SAFE. Ponad 900 milionów złotych zostanie wydanych w Polsce. Polskie zakłady otrzymają zamówienia. Polscy pracownicy będą mieli zatrudnienie. Wojsko Polskie otrzyma nowoczesny sprzęt zwiększający skuteczność działań bojowych i zdolność ratowania życia żołnierzy.
To właśnie dlatego spór wokół SAFE ma znaczenie wykraczające poza bieżącą politykę. Pokazuje bowiem różnicę między podejściem nastawionym na realne efekty a polityką opartą na nieustannym konflikcie. Donald Tusk i jego rząd mogą dziś wskazywać na konkretne umowy, konkretne inwestycje i konkretne korzyści dla kraju. PiS pozostaje natomiast z coraz trudniejszym do obrony pytaniem: dlaczego w imię partyjnego interesu próbował blokować pieniądze, które miały trafić do polskiego przemysłu i wzmacniać bezpieczeństwo Polski?










