Donald Tusk po raz kolejny zrobił coś, czego Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki najwyraźniej nie przewidzieli. Podczas gdy politycy prawicy od miesięcy straszą Polaków Unią Europejską, podważają sens współpracy z partnerami i budują narrację o rzekomej utracie suwerenności, do Polski płyną konkretne pieniądze. Nie slogany, nie propagandowe hasła, lecz miliardy złotych przeznaczone na rozwój i bezpieczeństwo państwa.
Premier Donald Tusk poinformował w sobotę o podpisaniu 29 umów w ramach programu SAFE o łącznej wartości 79 miliardów złotych. Jak podkreślił, środki te trafią do polskich przedsiębiorstw. „Sobota to 29 umów na 79 miliardów! Wszystko w polskich firmach. To jest właśnie SAFE. Mam nadzieję, że wreszcie dotarło do prezydenta i prezesa” – napisał premier.
W tych kilku zdaniach zawiera się cała różnica między polityką obecnego rządu a podejściem reprezentowanym przez PiS. Tusk pokazuje liczby, inwestycje i miejsca pracy. Kaczyński i Nawrocki odpowiadają kolejnymi ostrzeżeniami przed Europą, która rzekomo czyha na polską niepodległość. Problem polega na tym, że rzeczywistość coraz brutalniej weryfikuje te opowieści.
Program SAFE nie jest żadnym ideologicznym projektem. To instrument wzmacniający europejskie bezpieczeństwo i zdolności obronne państw członkowskich. W praktyce oznacza zamówienia dla przemysłu, rozwój technologii i zwiększenie potencjału gospodarczego. Jeśli z tych środków korzystają polskie firmy, korzystają również polscy pracownicy, inżynierowie i podwykonawcy. Trudno wyobrazić sobie bardziej namacalny przykład działania na rzecz polskiego interesu narodowego.
Tymczasem Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński zdają się tkwić w politycznej rzeczywistości sprzed kilkunastu lat. Każda inicjatywa europejska budzi ich podejrzenia. Każde porozumienie międzynarodowe staje się pretekstem do opowieści o zagrożonej suwerenności. Każdy sukces rządu musi zostać przedstawiony jako porażka lub spisek.
Problem polega na tym, że coraz mniej Polaków daje się przekonać do takiej narracji. Trudno bowiem jednocześnie twierdzić, że współpraca europejska szkodzi Polsce i krytykować fakt, że dzięki tej współpracy do krajowych przedsiębiorstw trafiają dziesiątki miliardów złotych. Jeszcze trudniej przekonać obywateli, że patriotyzm polega na odrzucaniu projektów wzmacniających polską gospodarkę i bezpieczeństwo.
Wypowiedź Tuska była nie tylko informacją o nowych kontraktach. Była również politycznym przypomnieniem, że skuteczność w polityce mierzy się efektami. Przez lata PiS budował swój wizerunek jako ugrupowanie szczególnie troszczące się o interes narodowy. Dziś jednak okazuje się, że realne korzyści dla Polski przynoszą działania, które jeszcze niedawno były przez tę samą prawicę krytykowane lub przedstawiane jako zagrożenie.
Jarosław Kaczyński od dawna funkcjonuje w świecie wielkich politycznych emocji i historycznych sporów. Donald Tusk koncentruje się natomiast na wymiernych rezultatach. Można się z nim nie zgadzać w wielu sprawach, można krytykować poszczególne decyzje rządu, ale trudno kwestionować fakt, że 79 miliardów złotych dla polskich firm jest konkretem, a nie propagandowym sloganem.
Dlatego słowa premiera tak bardzo bolą jego przeciwników. Pokazują bowiem coś, czego PiS szczególnie nie lubi: że współpraca z Europą może przynosić Polsce wymierne korzyści. Że patriotyzm nie polega na nieustannym obrażaniu się na partnerów, lecz na skutecznym wykorzystywaniu możliwości, jakie daje członkostwo w Unii Europejskiej.
Gdy Tusk mówi o podpisanych umowach i miliardach trafiających do polskich przedsiębiorstw, Nawrocki i Kaczyński pozostają zakładnikami własnej retoryki. A polityka bywa bezlitosna dla tych, którzy bardziej wierzą w swoje hasła niż w fakty. Fakty zaś są dziś jednoznaczne: Polska pozyskuje ogromne środki, polskie firmy zdobywają kontrakty, a państwo wzmacnia swoje bezpieczeństwo. Trudno o lepszą odpowiedź na politykę strachu i nieustannego narzekania.










