Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zdaje się żyć własnymi problemami. W centrum uwagi nie znajdują się dziś ani programy, ani pomysły na państwo, lecz kolejne rozgrywki personalne. Najnowszy spór wokół stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego pokazuje, że na prawicy trwa polityczna zabawa w najlepsze.
Według medialnych doniesień Komitet Polityczny PiS ma zająć się w tym tygodniu przyszłością stowarzyszenia stworzonego przez byłego premiera. „Trzeba w końcu to rozstrzygnąć, zgodnie z zapowiedzią szefa” – mówi jeden z członków kierownictwa partii. Już samo to zdanie pokazuje, czym naprawdę zajmuje się dziś największa partia opozycyjna. Nie debatą o przyszłości kraju, nie propozycjami dla wyborców, lecz wewnętrznymi sporami o wpływy.
Cała sytuacja przypomina raczej walkę dworskich frakcji niż działalność nowoczesnej partii politycznej. Z jednej strony Mateusz Morawiecki buduje własne zaplecze i stowarzyszenie Rozwój Plus. Z drugiej strony ludzie związani z Przemysławem Czarnkiem przygotowują konkurencyjną inicjatywę. Nad wszystkim unosi się zaś cień Jarosława Kaczyńskiego, który – jak donoszą media – „stanowczo sprzeciwia się” funkcjonowaniu struktur mogących stanowić konkurencję dla partyjnego centrum dowodzenia.
Problem polega na tym, że ta wojna coraz mniej interesuje zwykłych Polaków. Dla przeciętnego wyborcy nie ma większego znaczenia, czy w PiS powstanie jedno stowarzyszenie, dwa stowarzyszenia czy pięć rad ekspertów. Obywatele chcieliby wiedzieć, jakie odpowiedzi prawica ma na realne problemy kraju. Tymczasem otrzymują kolejne odcinki serialu pod tytułem „kto będzie następcą Kaczyńskiego”.
W szczególnie niezręcznej sytuacji znajduje się Mateusz Morawiecki. Jeszcze niedawno przedstawiano go jako naturalnego lidera przyszłości, polityka zdolnego przyciągać nowych wyborców i poszerzać elektorat partii. Tymczasem sondaże pokazują znacznie mniej imponujący obraz. Badanie IBRiS dla Radia ZET wskazuje, że jedynie 20,7 proc. respondentów rozważyłoby oddanie głosu na ugrupowanie stworzone przez byłego premiera.
Znacznie bardziej wymowna jest jednak druga część tych wyników. Aż 49,1 proc. ankietowanych deklaruje, że „zdecydowanie nie” zagłosowałoby na partię Morawieckiego, a kolejne 18,7 proc. odpowiada „raczej nie”. Innymi słowy, blisko siedmiu na dziesięciu Polaków nie widzi siebie w projekcie firmowanym przez byłego szefa rządu.
To fatalna wiadomość dla polityka, który od miesięcy buduje własną pozycję i coraz wyraźniej sygnalizuje ambicje przywódcze. Trudno bowiem przedstawiać się jako przyszłość obozu politycznego, gdy większość społeczeństwa nie chce nawet rozważyć poparcia dla tworzonego przez nas ugrupowania.
Jeszcze gorzej wygląda rola Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS po raz kolejny występuje w roli strażnika jedności, który próbuje kontrolować wszystkie procesy zachodzące w partii. Problem w tym, że taka strategia coraz bardziej przypomina zarządzanie schyłkowym dworem niż nowoczesną organizacją polityczną. Kolejne próby blokowania inicjatyw, kolejne ostrzeżenia i kolejne personalne rozgrywki nie rozwiązują problemów partii. Przeciwnie – pokazują, jak głęboki jest kryzys przywództwa.
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że zarówno Kaczyński, jak i Morawiecki zachowują się tak, jakby czas działał na ich korzyść. Tymczasem wyborcy coraz częściej patrzą na te spory z obojętnością lub znużeniem. Politycy PiS zdają się prowadzić nieustający turniej ambicji, podczas gdy społeczeństwo oczekuje konkretów.
Można odnieść wrażenie, że na Nowogrodzkiej trwa dziś wielki bal. Jedni zakładają nowe stowarzyszenia, drudzy tworzą rady ekspertów, trzeci liczą wpływy i zwolenników. Problem polega na tym, że muzyka gra coraz ciszej, a wyborcy coraz częściej kierują wzrok gdzie indziej. I właśnie dlatego wewnętrzne zabawy Morawieckiego i Kaczyńskiego mogą okazać się początkiem znacznie większego problemu niż kolejny konflikt w partii. Mogą być sygnałem, że polityczna energia tego obozu po prostu się wyczerpuje.










