Patryk Jaki po raz kolejny próbuje przedstawić się jako ofiara politycznego polowania. Gdy tylko pojawiła się informacja o wniosku dotyczącym uchylenia jego immunitetu i zgodzie na zatrzymanie oraz przymusowe doprowadzenie, polityk PiS natychmiast sięgnął po dobrze znany repertuar argumentów. Mówi o „cyrku na całą Europę”, sugeruje polityczną zemstę i przekonuje, że cała sprawa jest absurdalna. Problem polega na tym, że w tej narracji ginie najważniejsze pytanie: czy podczas pełnienia funkcji publicznej rzeczywiście doszło do nadużycia władzy?
Sam Jaki nie odpowiada dziś opinii publicznej na to pytanie. Zamiast tego próbuje przekierować uwagę na emocje. „Nie wiem, jakich będą musieli ustawić znów sędziów, aby coś tak absurdalnego przyklepali” – napisał polityk PiS. To charakterystyczna strategia. Zanim sąd zdąży cokolwiek rozstrzygnąć, podważa się jego wiarygodność. Zanim zostaną przedstawione wszystkie dowody, ogłasza się polityczną represję. Zanim rozpocznie się procedura, wydaje się wyrok na instytucje państwa.
Tymczasem sprawa jest znacznie poważniejsza, niż chcieliby przedstawiać ją obrońcy byłego wiceministra sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca Jakiemu wydanie polecenia skutkującego serią decyzji kadrowych wobec funkcjonariusza Służby Więziennej. Według śledczych miały one obejmować delegowanie, przeniesienie oraz awans przeprowadzone bez spełnienia ustawowych przesłanek. Celem miało być zapewnienie wskazanej osobie wyższego wynagrodzenia oraz korzystniejszej sytuacji służbowej.
To nie jest błaha sprawa. Państwo prawa opiera się na prostym założeniu: stanowiska, awanse i publiczne pieniądze nie mogą być rozdawane według politycznego uznania. Jeżeli ktoś wykorzystuje swoją pozycję do faworyzowania wybranych osób, powinien zostać rozliczony niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmuje i jakie barwy partyjne reprezentuje.
Obrońcy Jakiego próbują sprowadzić całą sprawę do prostego hasła. Mecenas Bartosz Lewandowski napisał: „Co prawda Patryk Jaki nic nie ukradł, nie był skorumpowany, nic nie przywłaszczył, ale… miał polecić awansowanie kogoś w Służbie Więziennej i to, zdaniem Prokuratury, stanowiło przestępstwo”. Tyle że właśnie na tym polega istota nadużycia władzy. Nie każde przestępstwo musi oznaczać wręczenie łapówki czy wyprowadzenie pieniędzy z budżetu. Czasem chodzi o wykorzystywanie urzędu do realizowania prywatnych lub politycznych interesów. Państwo nie przestaje być państwem prawa tylko dlatego, że ktoś nie schował gotówki do kieszeni.
Waldemar Żurek postępuje w tej sprawie dokładnie tak, jak powinien postępować minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Nie wydaje wyroków, nie organizuje konferencji prasowych z gotowymi oskarżeniami, lecz uruchamia procedury przewidziane przez prawo. Jeśli śledczy uznali, że konieczne jest uchylenie immunitetu europosła, sprawa powinna zostać zbadana przez właściwe instytucje. Od tego właśnie istnieją sądy i prokuratura.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Środowisko polityczne PiS od lat domagało się surowego rozliczania przeciwników. Kiedy jednak pytania zaczynają dotyczyć własnych działaczy, natychmiast pojawiają się oskarżenia o polityczne prześladowania. Taka logika prowadzi do prostego wniosku: prawo ma obowiązywać wszystkich, ale nie naszych. To filozofia groźna dla demokracji i podważająca zaufanie obywateli do państwa.
Patryk Jaki ma pełne prawo do obrony. Ma prawo przedstawiać swoje argumenty, kwestionować ustalenia śledczych i walczyć o swoje dobre imię. Nie ma jednak prawa oczekiwać, że sam immunitet stanie się tarczą chroniącą go przed odpowiedzialnością. W demokratycznym państwie nikt nie powinien stać ponad prawem.
Dlatego sprawa musi zostać wyjaśniona do końca. Nie po to, by kogokolwiek politycznie zniszczyć, lecz po to, by obywatele mieli pewność, że publiczne stanowiska nie służą za narzędzie do załatwiania prywatnych interesów. Jeśli państwo ma być silne, musi mieć odwagę zadawać trudne pytania także tym, którzy przez lata sami domagali się rozliczeń innych.










