W Prawie i Sprawiedliwości trwa osobliwy spektakl. Wszyscy wiedzą, o co chodzi, wszyscy o tym rozmawiają, wszyscy komentują kulisy wydarzeń, ale kiedy przychodzi moment oficjalnych deklaracji, nagle okazuje się, że nic się nie wydarzyło. Tak właśnie wyglądała historia wokół stowarzyszenia Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego i wtorkowego posiedzenia Komitetu Politycznego PiS.
Jeszcze przed spotkaniem media informowały, że jednym z głównych tematów obrad będzie właśnie przyszłość inicjatywy byłego premiera. Cytowani przez dziennikarzy politycy partii sugerowali, że sprawa wymaga rozstrzygnięcia. „Trzeba w końcu to rozstrzygnąć, zgodnie z zapowiedzią szefa” – mówił jeden z członków Komitetu Politycznego. Z kolei europoseł Jacek Ozdoba przyznawał tajemniczo: „Rzeczywiście, coś w trawie piszczy”.
Po czym zakończyło się posiedzenie i usłyszeliśmy, że… nie rozmawiano o tym w ogóle.
„Ten temat kompletnie nie stanął na posiedzeniu komitetu” – zapewniał rzecznik PiS Rafał Bochenek. Chwilę później powtórzył: „Podczas dzisiejszego spotkania kompletnie nie rozmawialiśmy na ten temat”.
Trudno nie odnieść wrażenia, że w PiS polityka zaczyna przypominać zabawę w chowanego. Najpierw pojawiają się przecieki, później anonimowi rozmówcy opowiadają o napięciach, następnie politycy przyznają, że temat istnieje, a na końcu oficjalni przedstawiciele partii udają, że niczego nie było.
Jeszcze bardziej wymowna jest nieobecność samego Mateusza Morawieckiego. Oczywiście Bochenek tłumaczył, że była ona „usprawiedliwiona” i wcześniej uzgodniona. Formalnie wszystko się zgadza. Problem polega jednak na tym, że były premier jest dziś centralną postacią całej historii. To jego stowarzyszenie budzi emocje. To jego polityczne ambicje są przedmiotem spekulacji. To wokół niego od miesięcy krążą pytania o przyszłość przywództwa w PiS.
I właśnie jego zabrakło na spotkaniu.
To sprawia, że zapewnienia o pełnej jedności brzmią jeszcze mniej przekonująco.
Mateusz Morawiecki od dawna próbuje budować własne zaplecze polityczne. Stowarzyszenie Rozwój Plus trudno traktować wyłącznie jako niewinną inicjatywę programową. W polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Tworzenie własnych struktur, organizowanie środowiska ekspertów i budowanie niezależnej marki zawsze oznacza próbę zwiększenia wpływów.
Jarosław Kaczyński doskonale o tym wie. Przez całe życie polityczne zwalczał wszelkie alternatywne centra władzy w swoim ugrupowaniu. Dlatego trudno uwierzyć, że kwestia Rozwoju Plus rzeczywiście nie została poruszona ani jednym słowem.
Cała sytuacja pokazuje zresztą szerszy problem PiS. Partia, która przez lata przedstawiała się jako wzór dyscypliny i sprawności organizacyjnej, coraz częściej przypomina ugrupowanie zajęte przede wszystkim własnymi rozgrywkami. Politycy mówią o jedności, ale równocześnie tworzą konkurencyjne środowiska. Zapewniają o współpracy, ale stale pojawiają się przecieki o konfliktach. Deklarują koncentrację na problemach Polski, a znaczną część energii poświęcają na walkę o wpływy.
Morawiecki ponosi za ten stan rzeczy szczególną odpowiedzialność. To on postanowił prowadzić swoją grę, nie wychodząc jednocześnie otwarcie przed szereg. Zamiast jasno określić swoje cele polityczne, buduje kolejne struktury i pozwala, by wokół nich narastały spekulacje. To polityka półsłówek, sugestii i kontrolowanych przecieków.
Ale odpowiedzialność ponosi także całe kierownictwo PiS. Bo jeśli partia rzeczywiście jest tak zjednoczona, jak twierdzi Bochenek, to skąd biorą się wszystkie te plotki, przecieki i napięcia? Jeśli nie ma konfliktu, dlaczego wszyscy o nim mówią? Jeśli nie ma problemu, dlaczego trzeba go tak gorliwie dementować?
Wtorkowe posiedzenie Komitetu Politycznego miało pokazać siłę i jedność ugrupowania. W praktyce pokazało coś zupełnie innego. Pokazało partię, która coraz bardziej przypomina grupę polityków bawiących się w podchody. I pokazało Mateusza Morawieckiego, który najwyraźniej chciałby zostać następcą Jarosława Kaczyńskiego, ale wciąż nie ma odwagi powiedzieć tego głośno.
A polityka prowadzona półgłosem bardzo rzadko kończy się sukcesem.










