Mateusz Morawiecki przez lata był przedstawiany jako polityk przyszłości Prawa i Sprawiedliwości. Miał być nowoczesną twarzą obozu, człowiekiem zdolnym przyciągnąć wyborców spoza tradycyjnego elektoratu partii Jarosława Kaczyńskiego.
Dziś jednak coraz wyraźniej widać, że jego polityczne ambicje niekoniecznie idą w parze z realnym społecznym poparciem. Najnowsze badanie dotyczące potencjalnego ugrupowania Morawieckiego pokazuje bowiem coś, czego były premier z pewnością nie chciał usłyszeć: większość Polaków zwyczajnie nie jest zainteresowana jego projektem.
W sondażu przeprowadzonym przez IBRiS dla Radia ZET respondentów zapytano, czy rozważyliby oddanie głosu na ugrupowanie polityczne Mateusza Morawieckiego, gdyby wystartowało ono w wyborach parlamentarnych. Wyniki są dla byłego premiera co najmniej rozczarowujące.
Owszem, odpowiedź „zdecydowanie tak” wskazało 8,6 proc. badanych, a „raczej tak” 12,1 proc. Łącznie daje to 20,7 proc. osób gotowych rozważyć poparcie dla takiej inicjatywy. Jednak znacznie ważniejsze są dane po drugiej stronie. Aż 49,1 proc. respondentów odpowiedziało „zdecydowanie nie”, a kolejne 18,7 proc. wybrało odpowiedź „raczej nie”. Innymi słowy, blisko siedmiu na dziesięciu Polaków nie widzi dla projektu Morawieckiego miejsca na scenie politycznej.
To nie jest zwykły sygnał ostrzegawczy. To polityczny zimny prysznic.
Szczególnie interesujące jest to, że Morawiecki od miesięcy buduje wokół swojego stowarzyszenia aurę nowego otwarcia. W PiS nie brakuje spekulacji, że inicjatywa Rozwój Plus ma być czymś więcej niż tylko forum dyskusyjnym. Wielu obserwatorów postrzega ją jako próbę budowania własnego zaplecza politycznego przed nieuchronną walką o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim.
Problem polega na tym, że wyborcy najwyraźniej nie są tym zachwyceni.
Polityka bywa brutalna. Można mieć wpływy w partii, grupę lojalnych współpracowników i przychylność części mediów, ale ostatecznie wszystko rozstrzyga się przy urnach wyborczych. A tam Morawiecki nie wygląda dziś na polityka, który porywa tłumy. Wręcz przeciwnie – sondaż pokazuje, że jego nazwisko budzi więcej niechęci niż nadziei.
Nie powinno to jednak specjalnie dziwić. To właśnie Morawiecki był twarzą rządów PiS w latach, które wielu Polaków kojarzy z rekordową inflacją, chaosem podatkowym związanym z Polskim Ładem i narastającymi konfliktami z partnerami europejskimi. Nawet część sympatyków prawicy do dziś wspomina tamten okres z mieszanymi uczuciami.
Były premier najwyraźniej zakładał, że jego polityczny kapitał jest większy, niż pokazują to badania. Tymczasem rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej wymagająca. Dwudziestoprocentowa grupa osób gotowych „rozważyć” poparcie nie oznacza przecież dwudziestoprocentowego wyniku wyborczego. Oznacza jedynie, że część respondentów nie wyklucza takiej możliwości. To ogromna różnica.
Jeszcze bardziej wymowna jest liczba osób zdecydowanie odrzucających taki projekt. Prawie połowa badanych już dziś deklaruje, że na ugrupowanie Morawieckiego na pewno nie zagłosuje. To polityczny bagaż, którego nie da się łatwo zrzucić.
Nic więc dziwnego, że w samym PiS inicjatywa byłego premiera budzi coraz większe emocje. Kierownictwo partii obawia się rozbijania jedności obozu, a część działaczy postrzega stowarzyszenie jako próbę budowania alternatywnego centrum wpływów. Paradoks polega na tym, że projekt, który miał wzmacniać pozycję Morawieckiego, coraz częściej staje się źródłem jego problemów.
Sondaż IBRiS pokazuje bowiem coś więcej niż tylko aktualne preferencje wyborców. Pokazuje granice politycznych ambicji. Można marzyć o własnym ruchu, własnym środowisku i własnej drodze do przywództwa. Trudniej jednak przekonać obywateli, że taki projekt jest im rzeczywiście potrzebny.
A dziś wszystko wskazuje na to, że Polacy traktują polityczne stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego z dużym dystansem. Znacznie większym, niż sam zainteresowany zapewne chciałby przyznać.










