W polityce zagranicznej są momenty, które wymagają powagi, rozwagi i odpowiedzialności. Są też takie chwile, gdy politycy postanawiają wykorzystać delikatne sprawy międzynarodowe do budowania własnego wizerunku. Najnowsza inicjatywa prezydenta Karola Nawrockiego dotycząca odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego należy niestety do tej drugiej kategorii.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia nie z przemyślaną strategią państwową, lecz z kolejną polityczną demonstracją skierowaną do krajowego elektoratu. Nawrocki zapowiedział, że podczas posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego zamierza zaproponować odebranie najwyższego polskiego odznaczenia prezydentowi Ukrainy. Uzasadniał to stwierdzeniem, że „w rodzinie europejskiej nie można gloryfikować bandytów i morderców, którzy mordowali kobiety i dzieci, mordowali Polaków”.
Nikt rozsądny nie kwestionuje potrzeby mówienia prawdy o zbrodniach wołyńskich. Nikt nie oczekuje również od Polski rezygnacji z własnej pamięci historycznej. Problem polega jednak na tym, że prezydent państwa powinien rozumieć różnicę między prowadzeniem polityki historycznej a wywoływaniem dyplomatycznych kryzysów.
Właśnie dlatego reakcja ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego okazała się tak celna. Szef polskiej dyplomacji odpowiedział krótkim, ale niezwykle trafnym komentarzem. „Jeśli order Orła Białego ma być odbierany, to czy nie trzeba by zacząć od Carycy Katarzyny, Mussoliniego i Macierewicza?” – napisał w mediach społecznościowych.
W jednym zdaniu Sikorski obnażył największą słabość pomysłu Nawrockiego. Jeżeli bowiem zaczynamy traktować Order Orła Białego jako narzędzie bieżących sporów politycznych i historycznych, natychmiast pojawia się pytanie o konsekwencję. Historia tego odznaczenia obejmuje bowiem wiele postaci budzących kontrowersje. W takim przypadku lista kandydatów do pozbawienia orderu mogłaby okazać się bardzo długa.
Sikorski przypomniał tym samym coś, o czym obecny prezydent zdaje się zapominać. Polityka zagraniczna nie jest konkursem na najbardziej efektowny nagłówek. Nie polega na wykonywaniu gestów, które dobrze wyglądają w mediach społecznościowych. Jej celem jest ochrona interesów państwa.
A interes Polski jest dziś oczywisty. Od ponad czterech lat Ukraina prowadzi wojnę z rosyjską agresją. Polska należy do najważniejszych partnerów Kijowa i odgrywa kluczową rolę w utrzymywaniu międzynarodowego wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada. Oczywiście nie oznacza to rezygnacji z rozmów o trudnej historii. Oznacza jednak, że takie rozmowy powinny być prowadzone odpowiedzialnie.
Nawrocki sprawia tymczasem wrażenie polityka, który uznał, że każdy konflikt jest dobry, jeśli przynosi chwilowe korzyści polityczne. Jeszcze nie zapadła żadna decyzja, jeszcze nie odbyły się żadne poważne konsultacje, a już wywołano międzynarodową burzę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie o to chodziło.
To zresztą coraz częstszy problem współczesnej prawicy. Zamiast budować pozycję Polski poprzez skuteczną dyplomację, coraz częściej stawia ona na symboliczne starcia i polityczne demonstracje. Efekt jest taki, że Polska zaczyna być postrzegana jako kraj generujący kolejne konflikty zamiast rozwiązywać istniejące.
Na tym tle postawa Sikorskiego wygląda znacznie dojrzalej. Minister nie kwestionuje prawa Polaków do pamięci historycznej ani potrzeby rozliczania trudnych kart przeszłości. Przypomina jednak, że państwo musi działać racjonalnie. Że emocje nie mogą zastępować strategii. Że dyplomacja wymaga chłodnej kalkulacji, a nie ciągłego poszukiwania politycznych awantur.
Karol Nawrocki najwyraźniej uznał, że sprawa Orderu Orła Białego stanie się pokazem jego politycznej stanowczości. Tymczasem coraz bardziej wygląda na przykład niepotrzebnej i kosztownej demonstracji. Sikorski natomiast zrobił to, czego powinien oczekiwać się od szefa dyplomacji – przypomniał, że polityka zagraniczna nie jest teatrem gestów, lecz sztuką odpowiedzialnego działania na rzecz interesów państwa.










