Polska polityka ma dziś wielu komentatorów, którzy potrafią dostrzec skandal nawet tam, gdzie większość obywateli widzi po prostu normalne funkcjonowanie państwa. Do tego grona od lat należy prof. Sławomir Cenckiewicz. Jego najnowszy komentarz dotyczący wizyty premiera Donalda Tuska w Łomży pokazuje, że dla części prawicy każdy sukces państwa musi zostać natychmiast zamieniony w polityczną awanturę.
Sprawa wydaje się wręcz banalna. Po 33 latach do Łomży wracają regularne połączenia kolejowe. To wydarzenie, na które mieszkańcy regionu czekali od pokolenia. Od 14 czerwca pasażerowie będą mogli korzystać z nowych połączeń do Białegostoku, Ostrołęki i Olsztyna. Pociągi zatrzymają się także w miejscowościach, które przez lata były komunikacyjnie wykluczone. Trudno znaleźć rozsądny argument przeciwko takiej inwestycji.
Centrum Informacyjne Rządu zaprosiło dziennikarzy do udziału w przejeździe premiera Donalda Tuska pociągiem na trasie Ostrołęka–Łomża. Po przyjeździe premier miał spotkać się z mediami i wziąć udział w konferencji prasowej poświęconej uruchomieniu połączenia. Normalna praktyka. Tak działają rządy na całym świecie. Inwestycje publiczne są prezentowane opinii publicznej, a politycy odpowiadają za ich komunikowanie.
Tymczasem prof. Cenckiewicz uznał, że najlepszym komentarzem będzie jedno słowo: „Ostro!”.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z krytyką dla samej krytyki. Bo co właściwie miałoby być skandalicznego w tym, że premier uczestniczy w inauguracji połączenia kolejowego? Czy szef rządu powinien ukrywać się przed obywatelami? Czy nie powinien informować o inwestycjach realizowanych przez państwo? A może konferencje prasowe i wizyty terenowe są dopuszczalne wyłącznie wtedy, gdy organizują je politycy prawicy?
Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, że sam Cenckiewicz nie przedstawił żadnego konkretnego zarzutu. Nie zakwestionował zasadności przywrócenia połączenia. Nie wskazał błędów w organizacji przedsięwzięcia. Nie polemizował z korzyściami dla mieszkańców regionu. Zamiast argumentów pojawiła się ironia. Zamiast debaty – uszczypliwość.
To niestety coraz częstszy problem części środowisk związanych z dawną władzą. Każde działanie obecnego rządu oceniane jest nie przez pryzmat efektów, lecz politycznych emocji. Jeśli coś robi Donald Tusk, musi być złe. Jeśli premier pojawia się na otwarciu inwestycji, jest to „propaganda”. Jeśli spotyka się z mieszkańcami, jest to „kampania”. Jeśli informuje o działaniach państwa, jest to „PR”.
Oczywiście można przypominać, że program Kolej Plus został zainicjowany przez rząd PiS w 2019 roku. I dobrze, że został zainicjowany. W demokratycznym państwie inwestycje publiczne powinny być kontynuowane niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę. Jednak równie oczywiste jest to, że za ich realizację odpowiadają także ci, którzy doprowadzają je do końca. Państwo nie kończy się wraz z jedną kadencją.
Donald Tusk ma pełne prawo uczestniczyć w wydarzeniu, które oznacza realną poprawę jakości życia mieszkańców regionu. Co więcej, można oczekiwać od premiera właśnie takiej aktywności. Polacy chcą widzieć polityków nie tylko w studiach telewizyjnych i mediach społecznościowych, ale także w miejscach, gdzie powstają drogi, linie kolejowe czy nowe inwestycje.
Komentarz Cenckiewicza pokazuje natomiast coś zupełnie innego. Zamiast dyskusji o tym, jak rozwijać transport publiczny, jak walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym i jak poprawiać dostępność regionów, otrzymujemy kolejną porcję politycznej złośliwości. To łatwe, efektowne i dobrze wygląda w mediach społecznościowych. Problem w tym, że niczego nie wnosi.
Powrót kolei do Łomży jest dobrą wiadomością dla mieszkańców, niezależnie od ich politycznych sympatii. W takiej sytuacji warto byłoby odłożyć partyjne uprzedzenia na bok. Tymczasem część komentatorów zdaje się uważać, że nawet pociąg staje się problemem, jeśli na jego pokładzie znajduje się Donald Tusk. A to już bardziej świadczy o krytykach niż o samym premierze.










