Powrót kolei do Łomży po 33 latach to wydarzenie, które trudno przecenić. Dla mieszkańców miasta i całego regionu oznacza koniec komunikacyjnego wykluczenia, łatwiejszy dostęp do pracy, edukacji i usług publicznych.
Nic dziwnego, że premier Donald Tusk pojawił się w Łomży, by wspólnie z mieszkańcami świętować uruchomienie połączeń kolejowych z Białymstokiem, Ostrołęką i Olsztynem. „Łomża czekała 33 lata i doczekała się” – powiedział szef rządu.
I właśnie wtedy, zgodnie z politycznym rytuałem polskiej prawicy, pojawił się Mateusz Morawiecki. Nie po to jednak, by pogratulować mieszkańcom odzyskania kolei. Były premier postanowił przypomnieć wszystkim, że inwestycja była finansowana jeszcze za rządów PiS. „To nie pierwszy raz, kiedy wozisz się na naszych sukcesach, Donaldzie” – napisał.
Problem polega na tym, że takie wypowiedzi coraz bardziej przypominają pretensje człowieka, który uważa, że skoro kiedyś podpisał dokument, to należy mu się dożywotnie prawo własności do każdej przecinanej wstęgi i każdego przejeżdżającego pociągu.
Oczywiście, inwestycje publiczne mają swoją historię. Jedne rządy je projektują, inne rozpoczynają, jeszcze inne kończą. Tak działa państwo. Nie jest ono prywatnym folwarkiem żadnej partii. Gdyby przyjąć logikę Morawieckiego, to należałoby uznać, że żaden premier nie ma prawa chwalić się oddaniem inwestycji rozpoczętej przez poprzedników. Absurd takiego rozumowania jest oczywisty.
Donald Tusk nie świętował przecież podpisania dokumentów ani przyznania środków. Świętował fakt, że po 33 latach mieszkańcy Łomży mogą wsiąść do pociągu. W polityce liczy się efekt, a nie konferencje prasowe sprzed kilku lat. Polacy nie podróżują decyzjami administracyjnymi. Podróżują pociągami.
Szczególnie zabawnie brzmią dziś zarzuty polityków PiS o „kradzież sukcesów”. To przecież ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego przez osiem lat doprowadziło do perfekcji sztukę przypisywania sobie zasług wszystkich możliwych poprzedników. Drogi budowane z funduszy unijnych negocjowanych przez wcześniejsze rządy, inwestycje rozpoczęte wiele lat wcześniej czy projekty przygotowane jeszcze przed 2015 rokiem nagle stawały się sukcesami PiS. Wówczas nikomu na Nowogrodzkiej nie przeszkadzało, że państwo działa w długim cyklu i że inwestycje są efektem pracy wielu ekip.
Jeszcze bardziej znamienne jest to, że Morawiecki zdaje się nie dostrzegać najważniejszej różnicy między własnym stylem uprawiania polityki a podejściem obecnego rządu. Donald Tusk mówi dziś o przywracaniu połączeń kolejowych i o planie objęcia siecią dalekobieżną wszystkich powiatów. Mówi o konkretnej usłudze publicznej, z której skorzystają obywatele. Morawiecki natomiast koncentruje się na tym, komu należy się medal.
To zresztą cecha charakterystyczna wielu polityków dawnego obozu władzy. Każde wydarzenie staje się okazją do rozdawania odznaczeń swoim ludziom. Widać to również w sporze o samoloty F-35. Podczas uroczystości w Łasku prezydent Karol Nawrocki dziękował przede wszystkim politykom PiS, podkreślając zasługi Mariusza Błaszczaka. Trudno jednak nie zauważyć, że bezpieczeństwo państwa nie jest własnością jednej partii. Tak samo jak kolej nie jest własnością Donalda Tuska ani Mateusza Morawieckiego.
Polacy oczekują od polityków skuteczności, a nie nieustannego liczenia, kto pierwszy wpadł na pomysł. Mieszkańców Łomży nie interesuje przecież, która partia zrobi sobie więcej zdjęć na tle lokomotywy. Interesuje ich to, że po trzech dekadach mogą wreszcie dojechać koleją do Białegostoku, Ostrołęki czy Olsztyna.
Dlatego reakcja Morawieckiego pokazuje przede wszystkim problem samego byłego premiera. Zamiast cieszyć się z zakończonej inwestycji, próbuje on po raz kolejny zamienić sukces państwa w sukces partyjny. A to droga donikąd. Państwo nie jest od budowania pomników politykom. Jest od budowania kolei, dróg i szkół.
I właśnie dlatego mieszkańcy Łomży zapamiętają nie wpis Mateusza Morawieckiego w mediach społecznościowych, lecz pierwszy pociąg, który po 33 latach znów wjechał na miejscowy dworzec.










