Polska prawica od lat żyła w przekonaniu, że Jarosław Kaczyński jest politykiem niezastąpionym. Strategiem, który zawsze wie więcej niż inni, dostrzega procesy niewidoczne dla przeciwników i potrafi wyprowadzić swój obóz z każdego kryzysu.
Tym ciekawiej brzmią dziś głosy płynące z mediów tradycyjnie związanych z PiS. Artykuł Rafała Ziemkiewicza poświęcony Karolowi Nawrockiemu można bowiem odczytać nie tylko jako analizę politycznej sytuacji po wyborach prezydenckich, ale także jako sygnał znacznie głębszej zmiany zachodzącej na prawicy.
Ziemkiewicz pisze, że „dla wyborców i aktywistów partii umownej prawicy Nawrocki jest dziś liderem znacznie bardziej niż liderzy konkretnych ugrupowań”. To zdanie nie jest zwykłą obserwacją. To polityczna deklaracja. Autor sugeruje bowiem, że nowym punktem odniesienia dla prawej strony sceny politycznej staje się nie lider największej partii opozycyjnej, lecz nowo wybrany prezydent.
Jeszcze kilka lat temu podobna teza byłaby nie do pomyślenia na łamach tygodnika blisko związanego z obozem PiS. Przez lata media prawicowe budowały narrację o wyjątkowej roli Jarosława Kaczyńskiego, przedstawiając go jako polityka obdarzonego niemal nieomylnym instynktem. Dziś jednak coraz częściej można odnieść wrażenie, że nawet wśród dawnych zwolenników prezesa narasta przekonanie, iż formuła polityczna oparta wyłącznie na jego przywództwie zwyczajnie się wyczerpała.
Szczególnie wymowne jest to, że Ziemkiewicz nie koncentruje się na przyszłości PiS jako partii. Jego uwaga skupiona jest na Nawrockim i potencjale skupienia wokół niego wyborców oraz działaczy prawicy. Autor zauważa, że „polska scena partyjna złapała potężną zadyszkę”, a dotychczasowe narracje przestały działać. Trudno nie odczytać tego jako diagnozy odnoszącej się również do samego PiS.
Jeszcze bardziej interesująca jest metafora użyta przez publicystę. Polska polityka ma przypominać „jazdę zdezelowanym samochodem”, którego kierowca naciska gaz, ale silnik jedynie wyje coraz głośniej. To obraz stagnacji, zmęczenia i braku nowych pomysłów. Jeśli zastosować go do sytuacji opozycji, trudno nie zauważyć, że odnosi się również do partii kierowanej przez Kaczyńskiego.
W tym sensie artykuł Ziemkiewicza można czytać jako próbę wskazania nowego centrum politycznej grawitacji na prawicy. Nie chodzi nawet o formalne tworzenie nowej partii. Sam autor stwierdza przecież, że prezydent „już nie musi” jej zakładać. Wystarczy, że stanie się naturalnym liderem środowiska rozczarowanego obecnym stanem prawicy. Taka wizja oznacza jednak przesunięcie politycznego ciężaru z PiS na osobę Nawrockiego.
Najciekawsze jest jednak nie to, co Ziemkiewicz pisze o Nawrockim, lecz to, gdzie to pisze. Gdyby podobny tekst ukazał się w medium krytycznym wobec PiS, można byłoby potraktować go jako publicystyczną prowokację. Kiedy jednak pojawia się na łamach tygodnika od lat kojarzonego z obozem prawicy, nabiera zupełnie innego znaczenia.
Oznacza to bowiem, że dyskusja o „dniu po Kaczyńskim” przestała być tematem tabu. Coraz więcej osób związanych z prawicą nie zastanawia się już nad tym, jak utrzymać dotychczasowy model przywództwa, lecz nad tym, kto mógłby go zastąpić. Sam fakt pojawienia się takich rozważań jest sygnałem politycznej zmiany.
Przez lata zwolennicy PiS przekonywali, że geniusz strategiczny Jarosława Kaczyńskiego stanowi największy atut partii. Dziś jednak coraz częściej słychać głosy sugerujące, że potrzebna jest nowa energia, nowa twarz i nowa opowieść. Artykuł Ziemkiewicza wpisuje się właśnie w ten nurt. Można się z nim zgadzać lub nie, ale trudno nie dostrzec jego politycznego znaczenia.
Być może najważniejszym wnioskiem płynącym z tego tekstu nie jest wcale ocena Karola Nawrockiego. Znacznie ciekawsze jest to, że część środowiska prawicowego zaczyna szukać przywództwa poza Jarosławem Kaczyńskim. A jeśli takie poszukiwania prowadzone są już publicznie, na łamach mediów związanych z obozem PiS, oznacza to, że proces sukcesji politycznej rozpoczął się wcześniej, niż wielu obserwatorom mogło się wydawać.










