W polityce zagranicznej są sprawy ważne i ważniejsze. Są też momenty, gdy politycy muszą zdecydować, czy chcą reprezentować interes państwa, czy interes własnego środowiska politycznego. Wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych jest właśnie takim testem. I trudno oprzeć się wrażeniu, że Radosław Sikorski jako jeden z nielicznych przypomina dziś o tym, co naprawdę powinno być przedmiotem rozmów między sojusznikami.
Minister spraw zagranicznych nie miał wątpliwości, jakie kwestie powinny znaleźć się na stole podczas spotkania Nawrockiego z Donaldem Trumpem. Po pierwsze – bezpieczeństwo Polski i obecność wojsk amerykańskich nad Wisłą. Po drugie – sprawa Zbigniewa Ziobry, polityka ściganego przez polskie organy ścigania, który przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych.
To podejście trudno zakwestionować. Polska znajduje się na wschodniej flance NATO, a wojna za naszą granicą sprawia, że kwestie bezpieczeństwa powinny być absolutnym priorytetem. Sikorski słusznie podkreślił, że Warszawa liczy nie tylko na utrzymanie obecności wojsk amerykańskich, ale również na jej zwiększenie. To jest właśnie język odpowiedzialnej polityki państwowej.
Tymczasem Karol Nawrocki sprawia wrażenie polityka bardziej zainteresowanego budowaniem własnego wizerunku niż załatwianiem konkretnych spraw. Wizyta przy okazji gali UFC Freedom 250 brzmi efektownie medialnie, ale sama oprawa wydarzenia rodzi pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z poważną misją dyplomatyczną, czy raczej z politycznym spektaklem. Państwo nie potrzebuje dziś efektownych zdjęć i uścisków dłoni. Potrzebuje skuteczności.
Jeszcze bardziej wymowna jest jednak sprawa Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości przez lata przedstawiał się jako bezkompromisowy szeryf walczący z przestępczością i korupcją. Dziś sam powinien odpowiedzieć na pytania prokuratury dotyczące nieprawidłowości wokół Funduszu Sprawiedliwości. Zamiast tego przebywa za oceanem, a jego polityczni sojusznicy próbują przedstawiać go niemal jako ofiarę politycznych prześladowań.
Sikorski nie owijał w bawełnę. „Wiemy, że w Stanach Zjednoczonych chowa się ścigany listem gończym podejrzany Zbigniew Z.” – powiedział minister. Te słowa mogą być dla środowiska PiS niewygodne, ale trudno odmówić im logiki. Jeśli ktoś przez lata domagał się bezwzględnego przestrzegania prawa przez innych, powinien sam dawać przykład poszanowania dla instytucji państwa.
Szczególnie mocno wybrzmiewają wątpliwości dotyczące statusu wizowego Ziobry. Jak zauważył Sikorski, były minister miał uzyskać wizę dziennikarską. „Zbigniew Z. nie jest dziennikarzem, jest wiceprezesem głównej partii opozycyjnej i posłem” – przypomniał szef MSZ. Jeżeli rzeczywiście doszło do wykorzystania nieodpowiedniej kategorii wizowej, sprawa staje się jeszcze bardziej kompromitująca. Trudno bowiem jednocześnie głosić hasła o uczciwości i przejrzystości, a zarazem korzystać z rozwiązań budzących tak poważne pytania.
W całej tej historii uderza jeszcze jedno. Karol Nawrocki, który tak chętnie odwołuje się do patriotyzmu i odpowiedzialności za państwo, ma dziś wyjątkową okazję, by pokazać, że te słowa coś znaczą. Może poruszyć temat bezpieczeństwa Polski. Może także jasno zakomunikować, że osoby objęte postępowaniami powinny stawić się przed wymiarem sprawiedliwości i wyjaśnić wszelkie wątpliwości.
Czy jednak to zrobi? Dotychczasowa postawa środowiska PiS nie daje wielu powodów do optymizmu. Zbyt często obserwowaliśmy sytuacje, w których partyjna lojalność okazywała się ważniejsza od przejrzystości życia publicznego. Zbyt często słyszeliśmy o rzekomych spiskach i prześladowaniach zamiast o gotowości do wyjaśniania zarzutów.
Dlatego stanowisko Sikorskiego zasługuje na poparcie. Minister przypomina, że państwo nie może działać według dwóch różnych standardów – jednego dla zwykłych obywateli i drugiego dla wpływowych polityków. Polska potrzebuje dziś odpowiedzialności, a nie politycznych ucieczek. Potrzebuje prezydenta, który załatwia sprawy państwowe, a nie polityka uczestniczącego w medialnym widowisku. I potrzebuje polityków, którzy odpowiadają przed prawem, zamiast szukać schronienia tysiące kilometrów od Warszawy.










