17 lipca 2026

Kampania zamiast dyplomacji. Nawrocki zamienia zagraniczną wizytę w wojnę z rządem

Karol Nawrocki ledwie rozpoczął swoją wizytę w Stanach Zjednoczonych, a już znalazł okazję, by zaatakować Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego. Zamiast wykorzystać zagraniczny wyjazd do budowania ponadpartyjnego przekazu o polskich interesach, postanowił po raz kolejny zamienić urząd prezydenta w narzędzie krajowej wojny politycznej. Słuchając jego wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że głównym celem wizyty nie jest wzmacnianie pozycji Polski, lecz prowadzenie kampanii przeciwko własnemu rządowi.

Najbardziej charakterystyczne były słowa: „Nie jest prezydent od tego, aby ocieplać wizerunek premiera”. Formalnie trudno się z tym nie zgodzić. Prezydent rzeczywiście nie jest rzecznikiem szefa rządu. Problem polega jednak na tym, że jest od czegoś znacznie ważniejszego – od reprezentowania całego państwa. A reprezentowanie państwa wymaga czasem współpracy, nawet z politycznymi przeciwnikami.

Nawrocki zdaje się jednak postrzegać politykę zagraniczną przede wszystkim jako przedłużenie krajowego sporu. W jego narracji niemal każde osiągnięcie jest wyłącznie jego zasługą, a niemal każdy problem wynika z działań Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego albo ministra finansów Andrzeja Domańskiego. To niezwykle wygodna konstrukcja polityczna. Jeśli coś się uda – sukces należy do prezydenta. Jeśli coś się nie uda – winny jest rząd.

Szczególnie zaskakuje skala samozadowolenia widoczna w wypowiedziach głowy państwa. Nawrocki przekonywał, że są „duże problemy” z realizacją ustaleń dotyczących współpracy polsko-amerykańskiej i sugerował, że gdyby rząd lepiej wykorzystywał stworzoną przez niego koniunkturę, Polska byłaby „dużo dalej”. Jeszcze dalej poszedł, stwierdzając, że relacje ze Stanami Zjednoczonymi zostały wcześniej zniszczone, a jemu udało się je naprawić.

To bardzo odważna teza. Trudno bowiem wskazać moment, w którym stosunki polsko-amerykańskie rzeczywiście zostały zerwane lub załamały się w sposób wymagający heroicznej akcji ratunkowej. Polska pozostaje jednym z najważniejszych partnerów Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowo-Wschodniej niezależnie od tego, kto akurat zajmuje urząd premiera czy prezydenta. Tak było za rządów PiS i tak jest dziś.

Jeszcze bardziej niepokojące jest ciągłe przedstawianie polityki zagranicznej jako pojedynku personalnego. Kiedy dziennikarz zapytał o możliwość współpracy z premierem Tuskiem lub ministrem Sikorskim podczas wizyt w USA, Nawrocki odpowiedział z wyraźną uszczypliwością: „Pan minister Sikorski bardzo chce wejść, panie redaktorze”. Trudno nie zauważyć, że taka retoryka bardziej przypomina internetową potyczkę niż wypowiedź głowy państwa.

Prezydent próbował również przekonywać, że polityka prowadzona przez Sikorskiego „raczej przeszkadza niż pomaga”. Problem w tym, że nie przedstawił żadnych konkretnych przykładów potwierdzających tę tezę. Zamiast argumentów pojawiły się insynuacje, sugestie i polityczne szpile. To wygodne, ale mało przekonujące.

Jeszcze bardziej znamienne były słowa o „mądrości narodu polskiego”, który miał wybrać prezydenta gwarantującego „mocny kurs transatlantycki”. W tej narracji każdy, kto krytykuje Nawrockiego lub proponuje inną strategię działania, zostaje automatycznie ustawiony po stronie ludzi osłabiających relacje z Ameryką. To klasyczny zabieg polityczny: przypisywanie sobie monopolu na patriotyzm i kompetencje.

Największym problemem nie jest jednak sama krytyka rządu. W demokracji jest ona czymś naturalnym. Problem polega na tym, że Nawrocki coraz częściej sprawia wrażenie polityka bardziej zainteresowanego prowadzeniem partyjnej wojny niż budowaniem pozycji państwa. Prezydent powinien być zdolny do współpracy z rządem nawet wtedy, gdy reprezentuje inne środowisko polityczne. Tak działa dojrzała demokracja.

Tymczasem z wypowiedzi Nawrockiego płynie zupełnie inny przekaz. Zamiast szukać wspólnego języka w sprawach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, wybiera rolę nieustannego recenzenta i oskarżyciela. Zamiast budować mosty, buduje podziały. A Polska nie potrzebuje dziś prezydenta od politycznych szpilek. Potrzebuje prezydenta, który rozumie, że interes państwa jest ważniejszy od interesu własnego obozu.

Popularne

PILNE! 1300+ AFER PiS i Suwerennej Polski. Aktualizacja 14.02.2026 r

   Lista prawie 1300 nierozliczonych afer  za rządów PiS i...

Szokująca prawda! Znana dziennikarka ujawnia tajemnicę: Kaczyński jest potomkiem Targowicy

Gen zdrady? PiS ma poważne problemy z wizerunkiem. Znana...

„Kaczyński umiera”. Prawnik z TVP twierdzi, że prezes PiS ma nowotwór?!

Kto zastąpi prezesa? Jarosław Kaczyński ma nowotwór – twierdzi prawnik...

Szokujący film z Andrzejem Dudą. Prezydent pod wpływem ledwo trzyma się na nogach?

Czy wirus filipiński zawędrował do Pałacu Prezydenckiego? Opublikowany film...

Wojna w twierdzy Kaczyńskiego. Czarnek już nie ukrywa, że...

Jeszcze kilka miesięcy temu politycy Prawa i Sprawiedliwości przekonywali,...

Patriotyczne slogany. Błaszczak ukrywa największy kryzys PiS

Mariusz Błaszczak postanowił wystąpić w roli strażnika jedności Prawa...

Klęska wiarygodności. Czarnek i Kaczyński ośmieszyli PiS

Prawo i Sprawiedliwość od lat przekonuje, że w sprawach...

Wojna o tron. Kaczyński i Morawiecki rozrywają PiS

Jeszcze kilka lat temu Prawo i Sprawiedliwość przedstawiało się...

Mejza w klatce. PiS w potrzasku

Łukasz Mejza od lat budzi ogromne kontrowersje. Był bohaterem...

Partia przeciwko sobie. PiS przyspiesza własny rozpad

Jeszcze niedawno Prawo i Sprawiedliwość kreowało się na partię...
REKLAMAspot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img
spot_img