W polskiej polityce przywykliśmy już do ostrych słów, przesady i retorycznych fajerwerków. Są jednak momenty, gdy nawet najbardziej brutalna polityczna polemika ustępuje miejsca zwykłemu zdumieniu. Tak właśnie jest w przypadku opowieści o rzekomym „otruciu” Karola Nawrockiego podczas kampanii wyborczej. Narracja budowana wokół tej historii staje się coraz bardziej groteskowa, a reakcja Konrada Frysztaka — choć ostra — trafia w sedno problemu. Bo czasem rzeczywiście trzeba nazwać rzeczy po imieniu.
Frysztak powiedział w Sejmie: „To jest człowiek, który powinien zostać przebadany. Zagraża nie tylko sobie, ale również państwu polskiemu.” Politycy PiS natychmiast podnieśli alarm, oskarżając posła KO o skandaliczny atak na prezydenta. Marek Wesoły pisał o „chamskich i obrzydliwych wypowiedziach”. Tyle że oburzenie PiS po raz kolejny wygląda na starannie wyreżyserowane. Partia Kaczyńskiego oburza się nie na źródło problemu, lecz na tych, którzy odważają się wskazać jego absurd.
Spójrzmy bowiem na fakty. Według relacji Karola Nawrockiego po jednym ze spotkań wyborczych miał on doznać nagłego osłabienia, utraty świadomości, wymiotów i drgawek. Wokół tego incydentu zaczęto budować sugestię, że mogło dojść do próby otrucia. Samo wszczęcie postępowania sprawdzającego przez prokuraturę nie oznacza przecież potwierdzenia tej wersji wydarzeń. Oznacza jedynie, że służby muszą zweryfikować medialne doniesienia. PiS jednak natychmiast zamienił sprawę w polityczny spektakl.
I właśnie tutaj Frysztak ma rację. Problemem nie jest jedynie sama historia, lecz to, co PiS próbuje z nią zrobić. W środowisku prawicy od miesięcy narasta atmosfera oblężonej twierdzy. Zewsząd mają czyhać spiski, prowokacje, tajemnicze układy i mroczne siły gotowe zaatakować ich politycznych liderów. Dziś mówimy o rzekomym otruciu. Wczoraj były to zamachy na demokrację. Jutro zapewne pojawi się kolejna teoria karmiąca poczucie permanentnego zagrożenia.
Frysztak trafnie zauważył: „To jest zamach na wasz zdrowy rozsądek, bo brakowało wam go wtedy, gdy wskazaliście go jako kandydata.” To brutalne, ale celne. Bo największy problem z Nawrockim polega nie na pojedynczej kontrowersyjnej wypowiedzi czy incydencie. Problem polega na tym, że PiS coraz bardziej inwestuje politycznie w człowieka, wokół którego budowana jest aura emocji, sensacji i politycznej histerii zamiast powagi urzędu.
Prezydent państwa powinien być symbolem stabilności, rozsądku i odpowiedzialności. Tymczasem Karol Nawrocki coraz częściej staje się centralną postacią politycznych opowieści, które balansują między melodramatem a paranoją. Gdy głowa państwa zaczyna funkcjonować w narracji o tajemniczych zagrożeniach, wrogach i nieustannych próbach destabilizacji, pojawia się poważne pytanie: czy to jeszcze polityka, czy już polityczny teatr strachu?
PiS oczywiście próbuje wykorzystać każdą krytykę Nawrockiego jako dowód brutalności przeciwników. To stary mechanizm. Najpierw tworzy się emocjonalną, sensacyjną opowieść. Potem każde pytanie o jej wiarygodność przedstawia się jako atak. Następnie uruchamia się moralne oburzenie. W efekcie racjonalna dyskusja zostaje zastąpiona przez medialny hałas.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. PiS zdaje się coraz bardziej uzależniony od polityki strachu. Zamiast budować wiarygodność programem, argumentami i spokojem, partia Kaczyńskiego nieustannie potrzebuje poczucia zagrożenia. Wróg musi istnieć. Spisek musi być obecny. Katastrofa musi czaić się za rogiem. Bez tego cała konstrukcja emocjonalnej mobilizacji zaczyna się chwiać.
Dlatego słowa Frysztaka, choć ostre, są ważnym sygnałem alarmowym. Nie dlatego, że należy psychologizować politycznych przeciwników. Lecz dlatego, że ktoś wreszcie powiedział głośno, iż polityka oparta na obsesjach i permanentnej paranoi staje się niebezpieczna dla państwa.
Bo państwo potrzebuje prezydenta zdolnego uspokajać nastroje, a nie ich podgrzewać. Potrzebuje odpowiedzialności, a nie inscenizowanego dramatu. I właśnie dlatego problemem nie jest krytyka Nawrockiego. Problemem jest to, że PiS najwyraźniej przestał odróżniać polityczną mobilizację od politycznej psychozy.










