W polskiej polityce coraz trudniej odróżnić odpowiedzialną debatę od spektaklu obliczonego na kilka godzin medialnego szumu. Szczególnie niebezpieczne staje się to wtedy, gdy przedmiotem politycznej gry są sprawy bezpieczeństwa państwa. Spór o rzekome przekazanie Ukrainie pocisków PAC-3 MSE do systemów Patriot jest tego najlepszym przykładem. Zamiast zachować elementarną odpowiedzialność, politycy Prawa i Sprawiedliwości postanowili urządzić kolejną polityczną awanturę, nie bacząc na konsekwencje.
Na szczęście są jeszcze politycy, którzy rozumieją, że bezpieczeństwo narodowe nie jest materiałem na kampanijny happening. Paweł Kowal powiedział głośno to, czego wielu ekspertów nie chce wypowiedzieć z obawy przed politycznym atakiem.
„A ci niepoważni politycy – chciałbym powiedzieć: dziady jedne – robią sobie takie żarty z państwa polskiego” – stwierdził w programie „Fakty po Faktach”.
Mocne słowa? Owszem. Ale trudno odmówić im trafności. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której byli ministrowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa domagają się publicznego ujawniania informacji o dostawach strategicznego uzbrojenia w czasie, gdy tuż za polską granicą trwa pełnoskalowa wojna?
Jeszcze kilka lat temu politycy PiS przekonywali, że bezpieczeństwo państwa wymaga dyskrecji, odpowiedzialności i milczenia tam, gdzie zaczynają się tajemnice wojskowe. Dziś ci sami ludzie zachowują się tak, jakby każda informacja niejawna była okazją do urządzenia konferencji prasowej.
Kowal nie krył zdumienia.
„U nas robi się problem z tego, że minister obrony narodowej nie publikuje na tablicy ogłoszeń szczegółów dotyczących ściśle militarnych kwestii. Czy oni oszaleli?”
To pytanie brzmi brutalnie, ale warto je postawić. Czy naprawdę ktoś uważa, że ujawnianie szczegółów dotyczących uzbrojenia przekazywanego podczas wojny zwiększa bezpieczeństwo Polski? Czy rosyjski wywiad powinien dostawać gotową listę wyposażenia tylko dlatego, że politycy opozycji chcą zdobyć kilka punktów w sondażach?
Najbardziej zaskakuje postawa polityków PiS, którzy jeszcze niedawno sami odpowiadali za polskie siły zbrojne. Od byłego ministra obrony narodowej można oczekiwać świadomości, że pewne informacje pozostają tajne nie dlatego, że rząd chce coś ukryć przed obywatelami, lecz dlatego, że wymaga tego interes państwa.
Paweł Kowal ujął to wyjątkowo dosadnie.
„Jeżeli ktoś nie rozumie, że w sprawach wojskowych, w sytuacji gorącej wojny przy naszej granicy, jakieś rzeczy mają zostać tajne i jeżeli ludzie na najwyższych stanowiskach – wicemarszałka Sejmu czy byłego szefa MON – nie rozumieją, że o pewnych rzeczach czasami trzeba zamilczeć, to jest po prostu skandal. Trzeba uważać na takich ludzi.”
To nie jest kwestia sympatii partyjnych. To kwestia elementarnej odpowiedzialności za państwo. Opozycja ma prawo kontrolować rząd. Powinna zadawać pytania o wydatki publiczne, o procedury i o kierunki polityki. Ale istnieje granica, za którą zaczyna się bezpieczeństwo militarne. Tam polityczne emocje powinny ustąpić miejsca rozsądkowi.
PiS najwyraźniej uznał jednak, że nawet sprawy obronności można wykorzystać do prowadzenia bieżącej wojny politycznej. To ryzykowna strategia. Zwłaszcza dziś, gdy eksperci coraz częściej wskazują, że Polska znajduje się na pierwszej linii potencjalnych zagrożeń ze strony Rosji. W takich okolicznościach odpowiedzialni politycy ważą każde słowo. Nie próbują wymuszać ujawniania informacji, które mogą mieć znaczenie operacyjne.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną wypowiedź Kowala. Zapytany, czy Polska rzeczywiście przekazała Ukrainie pociski PAC-3 MSE, odpowiedział krótko: „Ja nie mam zielonego pojęcia, a gdybym miał, to tym bardziej bym milczał we wszystkich językach.”
To zdanie najlepiej pokazuje różnicę między odpowiedzialnością a politycznym show. Polityk nie musi wiedzieć wszystkiego. Ale jeśli nawet wie, powinien rozumieć, kiedy milczenie jest obowiązkiem, a nie wygodą.
PiS od dawna kreuje się na partię bezpieczeństwa. Tymczasem w tej sprawie bardziej przypomina ugrupowanie, które dla doraźnego politycznego zysku gotowe jest podważać podstawowe zasady obowiązujące w państwie prowadzącym politykę bezpieczeństwa w czasie wojny za swoją granicą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że liczy się przede wszystkim kolejny polityczny spór, a nie konsekwencje jego wywoływania.
Bezpieczeństwo państwa nie jest serialem ani widowiskiem. Nie wszystko powinno trafiać na pierwsze strony gazet i do sejmowych wystąpień. W czasach, gdy rosyjska agresja trwa tuż obok Polski, prawdziwy patriotyzm polega czasem na tym, by po prostu nie powiedzieć wszystkiego, co wie się lub wydaje się, że się wie. W tym sporze Paweł Kowal przypomniał o tej prostej zasadzie. Szkoda, że politycy PiS zdają się o niej coraz częściej zapominać.










