Polityka zagraniczna jest jedną z nielicznych dziedzin, w których odpowiedzialność powinna wygrywać z doraźnym interesem partyjnym. Kiedy za wschodnią granicą trwa największa wojna w Europie od zakończenia II wojny światowej, bezpieczeństwo państwa nie powinno stawać się narzędziem wyborczej licytacji. Tym bardziej dziwi postawa części opozycji, która jeszcze kilka lat temu z pełnym przekonaniem wspierała pomoc dla Ukrainy, a dziś coraz częściej próbuje budować kapitał polityczny na jej krytykowaniu.
Radosław Sikorski nie bez powodu zwrócił uwagę na tę zmianę. Jego złośliwa uwaga, że „PiS i Konfederacja ścigają się na antyukraińskość. Za chwilę pokłócą się o to, kto jest Napoleonem”, była nie tylko politycznym przytykiem. Trafnie oddaje atmosferę rywalizacji o elektorat coraz bardziej sceptyczny wobec dalszego wspierania Kijowa. Problem polega na tym, że w tej rywalizacji łatwo zgubić to, co powinno być najważniejsze – polski interes narodowy.
Decyzja o przekazaniu Ukrainie pocisków PAC-3 MSE do systemu Patriot wywołała gwałtowną krytykę PiS i Konfederacji. Nie można jednak analizować jej w oderwaniu od szerszego kontekstu. Są to jedne z najnowocześniejszych pocisków przeciwlotniczych na świecie, niezwykle kosztowne i trudne do pozyskania. Ich przekazanie nie było jednak przypadkowym gestem politycznym, lecz elementem szerszej strategii bezpieczeństwa realizowanej wspólnie z sojusznikami.
Jeszcze ważniejsze są liczby. Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że łączna wartość polskich donacji dla Ukrainy wyniosła około 16 miliardów 450 milionów złotych. Z tego jedynie około 1 miliard 550 milionów przypadło na lata 2024–2026. Oznacza to, że zdecydowana większość pomocy została przekazana przez poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości.
To właśnie ten fakt przypomniał Radosław Sikorski. „Pokażemy kilkadziesiąt donacji, których dokonał poprzedni rząd i przecież miał w tym wsparcie ówczesnej opozycji” – powiedział. To niezwykle ważne przypomnienie. W pierwszych miesiącach rosyjskiej agresji Polska potrafiła mówić jednym głosem. Rząd i opozycja rozumiały, że upadek Ukrainy oznaczałby dramatyczne pogorszenie bezpieczeństwa naszego kraju.
Sikorski słusznie zauważył, że „niestety na taką mądrość nie stać dzisiejszej opozycji, gdy zmieniły się role”. Trudno nie odnieść wrażenia, że część polityków PiS oraz Konfederacji zapomina dziś o argumentach, które sami jeszcze niedawno przedstawiali. To przecież właśnie rząd PiS przekazywał Ukrainie czołgi, haubice, amunicję i ogromne ilości sprzętu wojskowego. Wówczas mówiono o konieczności zatrzymania rosyjskiej agresji jak najdalej od polskich granic. Dziś podobne decyzje są przedstawiane jako dowód rzekomej nieodpowiedzialności obecnego rządu.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że polityczna debata coraz częściej sprowadza się do prostych emocji. Zamiast rozmawiać o strategicznych interesach Polski, słyszymy licytację na to, kto ostrzej skrytykuje pomoc dla Ukrainy. W takiej atmosferze łatwo zapomnieć, że wojna nie skończyła się dlatego, że przestaliśmy o niej mówić.
Radosław Sikorski przypomniał rzecz fundamentalną: „Polityka nie powinna się zmienić, ponieważ Putin nadal jest groźny, a pokonanie Ukrainy nadal byłoby złe dla Polski”. To zdanie powinno stać się punktem odniesienia dla całej debaty publicznej. Niezależnie od sympatii partyjnych trudno wskazać argument, który podważałby tę ocenę. Rosja pozostaje państwem prowadzącym agresywną politykę wobec swoich sąsiadów, a zwycięstwo Kremla byłoby sygnałem, że użycie siły przynosi polityczne korzyści.
Można dyskutować o skali pomocy, o jej kosztach czy tempie przekazywania uzbrojenia. To naturalny element demokratycznej debaty. Nie warto jednak udawać, że historia zaczęła się dopiero po zmianie władzy. Polska konsekwentnie wspiera Ukrainę od pierwszych dni wojny, niezależnie od tego, kto akurat zasiada w ławach rządowych.
Sikorski przypomniał tę prostą prawdę i jednocześnie obnażył polityczną niewygodę swoich przeciwników. Bo trudno jednego dnia chwalić decyzje własnego rządu o przekazywaniu uzbrojenia, a drugiego potępiać niemal identyczne działania tylko dlatego, że podejmuje je inny gabinet. W sprawach bezpieczeństwa państwa konsekwencja jest wartością znacznie cenniejszą niż doraźny polityczny zysk. I właśnie tej konsekwencji w ostatnich tygodniach najbardziej zabrakło części polskiej opozycji.










