Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej od ponad trzech dekad pełni szczególną rolę. Można spierać się o poglądy kolejnych głów państwa, krytykować ich decyzje czy sposób sprawowania urzędu, ale jedno pozostawało wspólnym mianownikiem – oczekiwanie, że prezydent będzie szukał tego, co łączy Polaków, a nie tego, co ich jeszcze bardziej poróżni. Aleksander Kwaśniewski trafnie zauważył, że właśnie od tej zasady Karol Nawrocki coraz wyraźniej odchodzi.
Były prezydent nie owijał w bawełnę. Ocenił, że odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego było „politycznym błędem”, a samą decyzję określił jako „ponad miarę nieprzychylny, upokarzający ruch prezydenta Nawrockiego”. To mocna ocena, ale trudno odmówić jej logiki. Order Orła Białego nie jest przecież zwykłym odznaczeniem wręczanym za doraźne sympatie polityczne. W przypadku głów państw ma wymiar znacznie szerszy – jest symbolem relacji między narodami i wyrazem uznania dla historycznego momentu, w którym został przyznany.
Kwaśniewski przypomniał, że podobnych decyzji w III Rzeczypospolitej praktycznie nie było. Wskazał historyczny wyjątek związany z Wincentym Witosem, któremu w okresie procesu brzeskiego odebrano odznaczenie, by później je przywrócić. Nieprzypadkowo odwołał się właśnie do tego przykładu. Pokazuje on, że odbieranie najwyższego polskiego orderu zawsze było wydarzeniem wyjątkowym i obciążonym ogromnym ciężarem politycznym.
Karol Nawrocki zdaje się jednak traktować ten gest przede wszystkim jako narzędzie prowadzenia bieżącej polityki. W ten sposób urząd prezydenta przestaje być symbolem ciągłości państwa, a staje się kolejnym uczestnikiem codziennej wojny partyjnej. To niebezpieczny kierunek, ponieważ osłabia autorytet instytucji, która z założenia powinna stać ponad politycznym sporem.
Najbardziej trafna wydaje się jednak inna uwaga Aleksandra Kwaśniewskiego. Zapytany o rady dla obecnego prezydenta odpowiedział, że powinien on „łączyć, a nie dzielić”. To właściwie najkrótsza definicja roli głowy państwa w demokratycznym systemie. Prezydent nie musi rezygnować z własnych poglądów, ale powinien pamiętać, że reprezentuje wszystkich obywateli, również tych, którzy na niego nie głosowali.
Kwaśniewski nie krył przy tym pesymizmu. Powiedział: „To jest wołanie na puszczy, ponieważ mamy pierwszego prezydenta po 1989 roku, który jest politycznie radykalny”. Dodał również: „Po raz pierwszy Polska ma prawicowego radykała i z tego będą konsekwencje”.
To oczywiście ocena polityczna, z którą można polemizować. Trudno jednak nie zauważyć, że kolejne decyzje Karola Nawrockiego coraz częściej wywołują ostre konflikty zamiast budować przestrzeń do dialogu. Prezydent ma prawo zajmować zdecydowane stanowisko wobec działań władz Ukrainy, zwłaszcza w sprawach pamięci historycznej. Polska ma pełne prawo domagać się szacunku dla ofiar Wołynia oraz sprzeciwiać się gloryfikacji sprawców zbrodni. Nie oznacza to jednak, że jedyną odpowiedzią powinny być gesty o charakterze demonstracyjnym.
Sam Kwaśniewski wskazał inną drogę. W rozmowie dla TVN24 stwierdził, że zamiast odbierać odznaczenie, prezydent powinien „wydać bardzo twarde oświadczenie”, a następnie „wysłać swoich ludzi, żeby rozmawiali ze stroną ukraińską”. To propozycja oparta na klasycznej dyplomacji – stanowczej, ale nastawionej na rozwiązanie problemu, a nie jego eskalację.
Były prezydent przypomniał także znaczenie samego Orderu Orła Białego. „Order Orła Białego dla Zełenskiego był gestem wobec narodu ukraińskiego, wobec ich waleczności, wobec tego, że podjęli tę walkę” – podkreślił. To ważne rozróżnienie. Odznaczenie przyznane głowie państwa jest nie tylko oceną konkretnej osoby, lecz także symbolem relacji między państwami i uznaniem dla wysiłku całego narodu.
Polska potrzebuje dziś prezydenta, który potrafi jednocześnie twardo bronić polskich interesów i zachować zdolność prowadzenia odpowiedzialnej polityki zagranicznej. Ostre gesty mogą przynieść krótkotrwały efekt polityczny, ale znacznie trudniej odbudować zaufanie i autorytet, gdy raz zostaną naruszone. Dlatego krytyka Aleksandra Kwaśniewskiego zasługuje na poważne potraktowanie. Nie dlatego, że wypowiada ją były prezydent, lecz dlatego, że przypomina o czymś fundamentalnym – urząd głowy państwa powinien przede wszystkim budować wspólnotę i wzmacniać pozycję Polski, a nie stawać się kolejnym polem politycznej konfrontacji.










