Przemysław Czarnek po raz kolejny odgrywa rolę obrońcy polskiej racji stanu. Tym razem przed kopalnią Solino w Inowrocławiu grzmiał o „bezpieczeństwie państwa”, oskarżał Orlen o zaniedbania i kreślił wizję narodowej katastrofy. Problem polega jednak na tym, że w jego wystąpieniu było znacznie więcej politycznego teatru niż uczciwej analizy sytuacji.
– „To jest obraz nędzy i rozpaczy Orlenu, który nie dba o interes strategiczny państwa polskiego” – przekonywał kandydat PiS na premiera. Brzmi efektownie. Szkoda tylko, że Czarnek nie wspomniał ani słowem o odpowiedzialności własnego obozu za stan spółek Skarbu Państwa i sposób ich zarządzania przez osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Bo przecież nie mówimy o przedsiębiorstwach funkcjonujących w próżni. Mówimy o sektorze, którym przez lata zarządzali ludzie nominowani przez PiS. To właśnie w tamtym okresie państwowe koncerny coraz częściej stawały się narzędziami polityki partyjnej, a nie wyłącznie gospodarczymi podmiotami. Dziś ci sami politycy próbują przekonywać opinię publiczną, że wszystkie problemy zaczęły się dopiero po zmianie władzy. To narracja wygodna, ale wyjątkowo mało wiarygodna.
Czarnek z nostalgią wspominał czasy Daniela Obajtka, przekonując, że kopalnia wydobywała „nawet siedem razy więcej solanki niż dzisiaj”. Takie porównania brzmią atrakcyjnie podczas wiecu, ale nie zastępują rzetelnej analizy rynku, popytu, zmian technologicznych czy decyzji biznesowych podejmowanych przez prywatne przedsiębiorstwa. Gospodarka nie działa według logiki politycznego przemówienia.
Szczególnie uderza obecność Daniela Obajtka u boku Czarnka. Były prezes Orlenu przez lata przedstawiany był przez PiS jako niemal nieomylny menedżer i symbol gospodarczego sukcesu. Tymczasem po zmianie władzy opinia publiczna dowiedziała się o licznych kontrowersjach związanych z funkcjonowaniem koncernu – od sposobu prowadzenia inwestycji po zarzuty dotyczące standardów nadzoru korporacyjnego. Trudno więc traktować jego obecne polityczne pouczenia jako bezstronne.
Nie oznacza to oczywiście, że sytuacja wokół Janikowa i kopalni Solino nie jest poważna. Jest. Sprzedaż biznesu solnego przez Qemetikę niemieckiemu koncernowi K+S budzi uzasadnione pytania o przyszłość zakładu, miejsca pracy i bezpieczeństwo dostaw surowców. Protest pracowników zasługuje na uwagę, a państwo powinno dokładnie przeanalizować skutki tej transakcji.
Jednak właśnie dlatego potrzebna jest spokojna debata, a nie polityczne widowisko.
Czarnek mówił o „walce o bezpieczeństwo państwa polskiego”. Takie słowa mają wywoływać emocje i sugerować, że każdy, kto nie podziela narracji PiS, działa przeciwko interesowi narodowemu. To dobrze znany mechanizm. Gdy brakuje konkretów, pojawiają się wielkie hasła o zagrożeniu państwa, niemieckich wpływach i obronie suwerenności.
Nieprzypadkowo polityk PiS podkreślał narodowość przyszłego nabywcy zakładów, wielokrotnie mówiąc o „niemieckim koncernie” i „niemieckiej firmie”. Owszem, jest to fakt. Ale w ustach Czarnka pełni przede wszystkim funkcję politycznego symbolu. Ma uruchomić emocje, a nie wyjaśnić ekonomiczne mechanizmy transakcji. W ten sposób skomplikowane procesy gospodarcze sprowadza się do prostego podziału: „my” kontra „oni”.
Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, że PiS nieustannie przedstawia siebie jako jedynego strażnika polskiej racji stanu. Tymczasem właśnie za jego rządów państwowe spółki coraz częściej angażowały się w finansowanie przedsięwzięć o wyraźnym politycznym charakterze, a ich zarządy obsadzano według partyjnego klucza. Dziś ci sami politycy próbują przekonywać, że są wyłącznie bezinteresownymi obrońcami strategicznych interesów Polski.
Przemysław Czarnek doskonale opanował sztukę mocnych cytatów i efektownych konferencji prasowych. Znacznie gorzej radzi sobie z odpowiedzią na pytanie o odpowiedzialność własnego środowiska politycznego. Łatwo mówić o „nędzy i rozpaczy” obecnych władz. Trudniej spojrzeć w lustro i uczciwie rozliczyć osiem lat własnych rządów.
Polska potrzebuje dziś odpowiedzialnej polityki przemysłowej, długofalowej strategii dotyczącej surowców i bezpieczeństwa gospodarczego oraz uczciwej rozmowy z pracownikami. Nie potrzebuje kolejnych występów polityków, którzy każdą gospodarczą trudność próbują zamienić w kampanijny spektakl. A właśnie to zrobił Przemysław Czarnek.











