Największym problemem Prawa i Sprawiedliwości nie są dziś ani Donald Tusk, ani koalicja rządząca, ani nawet zmieniające się nastroje społeczne. Największym problemem partii Jarosława Kaczyńskiego staje się coś znacznie trudniejszego do odbudowania – wiarygodność. Co szczególnie wymowne, coraz częściej mówią o tym nie polityczni przeciwnicy PiS, lecz publicyści mediów od lat kojarzonych z prawicą.
Jeszcze kilka lat temu podobna diagnoza pojawiająca się na łamach tygodnika „Do Rzeczy” byłaby trudna do wyobrażenia. Dziś jednak nawet tam można przeczytać gorzkie słowa o kondycji największej partii opozycyjnej.
Autor tekstu stawia sprawę jasno: „Prawo i Sprawiedliwość od lat stoi w sondażowym miejscu, zaklinając rzeczywistość i ignorując własną niewiarygodność.” To zdanie uderza w samo serce strategii Jarosława Kaczyńskiego. Bo rzeczywiście – mimo licznych potknięć obecnej władzy PiS nie potrafi odzyskać politycznej inicjatywy. Sondaże od miesięcy pozostają zadziwiająco stabilne, a marzenia o szybkim powrocie do rządów coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości.
Najciekawsze jest jednak wyjaśnienie tego zjawiska. Według autora problemem nie jest brak tematów ani słabość przeciwników. Problemem jest utrata zaufania. „Zaufanie jest w polityce walutą niedocenianą” – czytamy. Trudno o trafniejszą diagnozę. Przez lata PiS przyzwyczaił swoich wyborców do przekonania, że może zmieniać stanowisko niemal w każdej sprawie, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji.
Dziś ten mechanizm przestaje działać. Publicysta przypomina, że kierownictwo partii „z emfazą powraca do haseł, którym ich własny rząd przez lata zaprzeczał – od bezwarunkowego wsparcia Ukrainy, przez unijny klimatyzm, aż po imigrację.” To niezwykle celna obserwacja. Trudno przekonywać wyborców, że obecne deklaracje są szczere, skoro jeszcze niedawno ta sama partia prowadziła politykę często stojącą z nimi w sprzeczności.
Polityka oczywiście wymaga elastyczności. Zmieniają się okoliczności, zmienia się sytuacja międzynarodowa, zmieniają się priorytety państwa. Czym innym jest jednak ewolucja poglądów, a czym innym próba przekonania opinii publicznej, że wcześniejsze decyzje nigdy nie miały miejsca. Wyborcy naprawdę pamiętają więcej, niż wielu politykom się wydaje.
Nieprzypadkowo autor tekstu pisze, że „wyborcy mają jednak świetną pamięć, a koniunkturalizmem nie da się płacić w nieskończoność.” To zdanie powinno szczególnie mocno wybrzmieć przy Nowogrodzkiej. Kaczyński przez lata uchodził za polityka doskonale wyczuwającego społeczne nastroje. Dziś coraz częściej sprawia wrażenie lidera przekonanego, że wystarczy zmienić narrację, aby wyborcy zapomnieli o wcześniejszych decyzjach.
Sondaże pokazują coś zupełnie innego. Jak zauważa autor, „Partia Jarosława Kaczyńskiego […] w sondażach stoi w miejscu.” To być może najbardziej bolesna diagnoza dla PiS. Rząd dostarcza opozycji licznych okazji do krytyki, a mimo to największa partia opozycyjna nie potrafi znacząco zwiększyć poparcia.
Jednocześnie tekst zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko. PiS nadal dysponuje bardzo lojalnym elektoratem. Autor określa go wręcz jako „najbardziej betonowy”, wskazując, że jest on „najbardziej pozbawiony krytycyzmu wobec wybranego przez siebie ugrupowania.” Taki elektorat gwarantuje stabilność, ale ma też swoje ograniczenia. Pozwala utrzymać wysokie poparcie, lecz nie wystarcza do wygrywania wyborów i budowania większości parlamentarnej.
Coraz większym problemem staje się również odpływ części prawicowych wyborców do Konfederacji. Jak zauważa autor, może to być grupa ludzi „tak bardzo rozczarowanych PiS, iż wybierają wariant relatywnie ich zdaniem lepszy.” To właśnie ten proces może okazać się dla Kaczyńskiego najgroźniejszy. Bo odzyskanie wyborców rozczarowanych jest znacznie trudniejsze niż utrzymanie własnego twardego elektoratu.
Najciekawsze w całej tej historii jest jednak to, skąd płynie krytyka. Nie z liberalnych mediów, nie z politycznych przeciwników, lecz z tygodnika od lat zaliczanego do prawicowego obozu opinii. Jeżeli nawet tam pojawiają się tak jednoznaczne diagnozy dotyczące niewiarygodności PiS, oznacza to, że problem przestał być elementem propagandowej wojny. Stał się realnym politycznym ciężarem.
Jarosław Kaczyński wielokrotnie udowadniał, że potrafi wychodzić z kryzysów. Tym razem jednak nie wystarczy zmiana haseł ani kolejna ofensywa medialna. Kryzys wiarygodności jest najtrudniejszy do przezwyciężenia. Bo zaufanie można budować latami, ale stracić je wystarczy zaledwie kilkoma politycznymi zwrotami.










