Prezydent Rzeczypospolitej ma prawo uczestniczyć w życiu religijnym kraju. Ma prawo wysyłać listy do pielgrzymów, składać życzenia wiernym i podkreślać znaczenie chrześcijańskich wartości. Jest jednak cienka granica między szacunkiem dla wspólnoty religijnej a politycznym kadzeniem jednemu środowisku. Karol Nawrocki właśnie tę granicę przekroczył.
List skierowany do uczestników 35. Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja trudno uznać za wyważony głos głowy państwa. Znacznie bardziej przypomina on laudację wygłaszaną przez polityka zabiegającego o względy jednego z najważniejszych ośrodków wpływu na prawicy. Prezydent nie ograniczył się do kurtuazyjnych podziękowań. Poszedł znacznie dalej.
Napisał: „Dziękuję za wszystkie lata tego Bożego szaleństwa, które zgromadziło wokół Radia Maryja, Telewizji Trwam i innych dzieł podejmowanych przez ojców redemptorystów tak licznych prawych i wiernych Polaków.” To zdanie mówi więcej, niż mogłoby się wydawać. Sugestia, że właśnie wokół imperium medialnego ojca Tadeusza Rydzyka skupiają się „prawi i wierni Polacy”, siłą rzeczy dzieli obywateli na lepszych i gorszych. Trudno pogodzić taki przekaz z rolą prezydenta, który zgodnie z konstytucją powinien być reprezentantem całej wspólnoty narodowej.
Jeszcze bardziej uderza skala pochwał kierowanych pod adresem toruńskiego środowiska. Nawrocki napisał: „Dziękuję za 35 lat medialnej misji, która przynosi dobre owoce nie tylko Kościołowi w Polsce, lecz także całemu polskiemu życiu publicznemu.” To niezwykle daleko idąca ocena. Radio Maryja i Telewizja Trwam od lat budzą w Polsce silne emocje. Dla jednych są ważnym głosem katolickim, dla innych symbolem politycznego zaangażowania Kościoła i ostrego języka wobec przeciwników. W takiej sytuacji prezydent powinien zachować większy dystans. Zamiast tego wystawił środowisku ojca Rydzyka niemal bezwarunkową laurkę.
Można odnieść wrażenie, że Karol Nawrocki nie występuje tu jako arbiter stojący ponad podziałami, lecz jako polityk doskonale wiedzący, komu zawdzięcza część swojego politycznego zaplecza. Nie jest tajemnicą, że media ojca Tadeusza Rydzyka od lat pozostają ważnym elementem ekosystemu polskiej prawicy. Właśnie dlatego od prezydenta należałoby oczekiwać szczególnej ostrożności. Tymczasem otrzymaliśmy niemal demonstrację politycznej wdzięczności.
Symboliczne znaczenie mają również słowa: „Wierzę, że siła naszego państwa rodzi się nie tylko z jego potencjału, lecz także z ludzi tworzących wspólnoty oparte na wierze, odpowiedzialności i miłości do Ojczyzny. Od 35 lat jednym z takich środowisk jest Rodzina Radia Maryja.” Oczywiście wspólnoty religijne odgrywają ważną rolę w życiu społecznym. Ale czy naprawdę właśnie Rodzina Radia Maryja powinna zostać wskazana przez prezydenta jako szczególny filar państwa? Czy nie istnieją setki innych organizacji obywatelskich, religijnych i charytatywnych, które równie mocno budują społeczną solidarność?
Niepokoi również język, jakim posługuje się głowa państwa. Określenie „Boże szaleństwo”, zaczerpnięte z papieskiego przesłania odnoszącego się do św. Gerarda Majelli, zostało przez Nawrockiego przeniesione wprost na działalność Rodziny Radia Maryja. Zabieg retoryczny jest efektowny, ale w praktyce prowadzi do niemal sakralizacji konkretnego środowiska medialnego. A przecież media – nawet religijne – pozostają uczestnikami życia publicznego i powinny podlegać takiej samej ocenie oraz krytyce jak wszystkie inne.
Największy problem polega jednak na czymś innym. Karol Nawrocki obejmował urząd jako prezydent wszystkich obywateli. Powinien szukać tego, co łączy Polaków, a nie tego, co wzmacnia jeden polityczno-ideowy obóz. Każde kolejne wystąpienie, które sprawia wrażenie bezkrytycznego hołdu składanego środowisku ojca Rydzyka, utrudnia budowanie takiego wizerunku.
Nikt nie oczekuje od prezydenta dystansu wobec własnych przekonań religijnych. Oczekuje się natomiast dystansu wobec środowisk politycznych i medialnych, nawet jeśli są one mu ideowo bliskie. Urząd prezydenta wymaga powściągliwości, a nie entuzjastycznych deklaracji wobec jednego z najbardziej wpływowych ośrodków na prawicy.
Karol Nawrocki miał okazję wysłać do pielgrzymów spokojny, jednoczący przekaz o znaczeniu wiary, odpowiedzialności i wspólnego dobra. Zamiast tego stworzył list, który bardziej przypomina polityczny ukłon w stronę ojca Tadeusza Rydzyka niż wystąpienie głowy państwa. A prezydent, który zbyt gorliwie zabiega o względy jednego środowiska, ryzykuje utratę najcenniejszego politycznego kapitału – wiarygodności jako reprezentanta wszystkich Polaków.










