Są momenty w polityce, gdy sposób reagowania mówi więcej niż same wydarzenia. Tak właśnie wygląda obecna reakcja Prawa i Sprawiedliwości na śledztwo dotyczące Polskiej Fundacji Narodowej. Zamiast spokojnego oczekiwania na ustalenia prokuratury, zamiast rzeczowej polemiki z przedstawionymi zarzutami, pojawia się znana od lat narracja o zemście, spisku i politycznych prześladowaniach. Im więcej pytań o działania ludzi związanych z poprzednią władzą, tym głośniejsze oskarżenia pod adresem Donalda Tuska.
W ten schemat idealnie wpisał się były minister kultury Piotr Gliński. Zamiast odnieść się do istoty sprawy, uznał, że działania służb są wyłącznie próbą odwrócenia uwagi od problemów rządu. „Są to ohydne działania, których wyłącznym celem jest przykrycie afery szpitalnej w Koalicji Obywatelskiej” – stwierdził.
To wygodna teza. Problem polega na tym, że nie odpowiada na najważniejsze pytanie: czy w Polskiej Fundacji Narodowej doszło do nieprawidłowości wymagających interwencji organów ścigania?
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak poinformował, że zatrzymania dotyczą osób, które jako członkowie zarządu PFN uruchomiły środki fundacji na kampanię „Sprawiedliwe Sądy”. Według śledczych kampania ta miała realizować polityczne cele rządu PiS i była finansowana z pieniędzy fundacji. To właśnie te okoliczności bada prokuratura.
Gliński nie polemizuje jednak z meritum śledztwa. Zamiast tego buduje narrację, według której wszystko jest jedynie elementem wielkiej operacji politycznej. Twierdzi, że Donald Tusk „uprawia politykę poprzez kampanie medialne, kampanie nienawiści, kampanie represji czy kampanie rzekomych rozliczeń poprzedniej władzy”, a całe postępowanie ma służyć przykryciu problemów wizerunkowych rządu.
Taka argumentacja staje się jednak coraz mniej przekonująca. Za każdym razem, gdy wobec osób związanych z PiS rozpoczyna się postępowanie, słyszymy niemal identyczny zestaw oskarżeń. Zawsze jest polityczna zemsta. Zawsze jest spisek. Zawsze chodzi o odwrócenie uwagi od czegoś innego. Nigdy natomiast nie pojawia się gotowość do rzeczowej odpowiedzi na pytania dotyczące działań własnego obozu.
Można odnieść wrażenie, że w PiS narasta nerwowość. Kolejni politycy reagują błyskawicznie i bardzo emocjonalnie, zanim jeszcze opinia publiczna pozna szczegóły postępowań. To bardziej przypomina politykę gaszenia pożarów niż spokojną obronę własnych racji. Właśnie dlatego można mówić o atmosferze politycznej paniki – nie dlatego, że ktoś używa tego słowa, lecz dlatego, że sposób komunikacji coraz bardziej opiera się na emocjach zamiast na faktach.
Szczególnie zaskakuje sposób, w jaki Gliński opisuje Macieja Świrskiego. „Maciek Świrski jest polskim patriotą, społecznikiem” – przekonuje były wicepremier, przypominając jego działalność w Reducie Dobrego Imienia oraz późniejszą aktywność publiczną. Wszystko to może być prawdą. Nie ma jednak żadnego związku z odpowiedzią na pytanie, czy decyzje podejmowane w Polskiej Fundacji Narodowej były zgodne z prawem.
Patriotyzm nie daje immunitetu. Społeczna działalność nie zwalnia z odpowiedzialności za decyzje podejmowane przy wydatkowaniu środków publicznych lub fundacyjnych. W demokratycznym państwie prawa właśnie po to prowadzi się śledztwa – aby oddzielić polityczne opinie od faktów.
Gliński przekonuje również, że nie było potrzeby zatrzymywania kogokolwiek o szóstej rano i że wystarczyło wezwanie na przesłuchanie. O tym jednak decydują prowadzący postępowanie, a ich działania podlegają kontroli sądowej. Jeżeli były minister uważa, że doszło do naruszenia procedur, powinien wskazać konkretne przepisy, a nie ograniczać się do politycznych ocen.
Najbardziej charakterystyczne jest jednak to, że w całej wypowiedzi Glińskiego praktycznie nie ma refleksji nad samą działalnością Polskiej Fundacji Narodowej. Nie ma próby wyjaśnienia, dlaczego fundacja finansowała kampanię „Sprawiedliwe Sądy”, jakie były podstawy tych decyzji ani dlaczego dziś prokuratura uznaje je za warte zbadania. Zamiast odpowiedzi pojawia się opowieść o Tusku, mediach i rzekomej zemście.
Takie reakcje mogą mobilizować najwierniejszych sympatyków partii, ale nie przekonają opinii publicznej oczekującej konkretnych wyjaśnień. Im częściej politycy PiS odpowiadają na zarzuty wyłącznie oskarżeniami pod adresem przeciwników, tym bardziej utrwalają wrażenie, że brakuje im merytorycznych argumentów. A gdy w polityce zamiast odpowiedzi dominuje krzyk, trudno oprzeć się wrażeniu, że źródłem tej retoryki nie jest pewność siebie, lecz obawa przed tym, co mogą przynieść kolejne ustalenia śledczych.










