Są w polityce spory, które dotyczą podatków, edukacji czy wysokości wydatków socjalnych. Można się w nich różnić i prowadzić ostrą debatę. Są jednak także kwestie, które powinny pozostawać poza doraźną walką partyjną. Bezpieczeństwo państwa jest właśnie jedną z nich. Dlatego słowa Przemysława Czarnka dotyczące Ukrainy wywołały tak ogromne poruszenie – i trudno się temu dziwić.
Kandydat PiS na premiera stwierdził, że Polska powinna wykorzystać swoją pozycję w Unii Europejskiej i NATO, aby doprowadzić do wstrzymania finansowania uzbrojenia oraz odbudowy Ukrainy. „Trzeba zmusić Unię Europejską (…) do tego, żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy” – powiedział Czarnek.
To nie była zwykła prowokacja medialna. To była propozycja, która uderza w fundament polskiej polityki bezpieczeństwa prowadzonej od początku rosyjskiej agresji. Trudno się dziwić, że nawet Jarosław Kaczyński uznał za konieczne publiczne zdystansowanie się od własnego wiceprezesa. Prezes PiS przypomniał, że „Prawo i Sprawiedliwość stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna (…) na rzecz Ukrainy jest bezwzględnie potrzebna” i podkreślił, że jest to „kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa”.
Sam fakt, że lider PiS musiał prostować wypowiedź swojego kandydata na premiera, pokazuje skalę kompromitacji. Jeżeli człowiek przedstawiany jako przyszły szef rządu głosi poglądy sprzeczne z oficjalnym stanowiskiem własnej partii w najważniejszej kwestii geopolitycznej, trudno mówić o wiarygodności całego ugrupowania.
Jeszcze mocniej sprawę postawił minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Nie ograniczył się do krytyki samej wypowiedzi, ale wskazał jej realne konsekwencje. „Te wypowiedzi pana Czarnka (…) są głupie, nieodpowiedzialne, niezgodne z racją stanu, niezgodne z interesem państwa polskiego i przeciwko naszym sojusznikom, na czele ze Stanami Zjednoczonymi” – powiedział.
To nie jest polityczna przesada. Wystarczy spojrzeć na mapę Europy. Ukraina od ponad czterech lat powstrzymuje rosyjską agresję, ponosząc gigantyczne straty. Każdy rosyjski pocisk zniszczony nad Charkowem czy Dnieprem nie spada na terytorium państw NATO. Każdy miesiąc, w którym rosyjska armia ponosi straty na froncie, zmniejsza jej zdolność do destabilizowania całego regionu.
Kosiniak-Kamysz ujął to wyjątkowo trafnie: „Im więcej rakiet rosyjskich zostanie zestrzelonych na terytorium Ukrainy, tym mniej będzie przygotowanych do wystrzelenia w stronę Polski. Im bardziej Federacja Rosyjska zostanie zużyta przez Ukrainę, tym bezpieczniejsze będą Polska i NATO.” To nie slogan polityczny, lecz chłodna analiza strategiczna. Polska pomaga Ukrainie nie z dobroczynności, lecz dlatego, że leży to w jej własnym interesie.
Przemysław Czarnek zdaje się tego nie rozumieć albo świadomie ignoruje te zależności. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jego wypowiedź była próbą przypodobania się najbardziej radykalnej części elektoratu prawicy. Problem polega na tym, że bezpieczeństwo państwa nie może być przedmiotem politycznej licytacji. Gdy w grę wchodzi wojna za wschodnią granicą, odpowiedzialni politycy powinni ważyć każde słowo.
Nieprzypadkowo Kosiniak-Kamysz poszedł o krok dalej i zażądał politycznych konsekwencji. „Oczekuję dymisji pana Czarnka, bo taki kandydat na premiera to jest wstyd dla całego środowiska PiS” – powiedział. To mocna ocena, ale trudno uznać ją za nieuzasadnioną. Jeżeli kandydat na szefa rządu prezentuje stanowisko podważające linię własnej partii, a zarazem osłabiające wspólną politykę sojuszników, trudno wyobrazić sobie, by miał budzić zaufanie partnerów Polski w NATO i Unii Europejskiej.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że po krótkiej reprymendzie sprawa praktycznie ucichła. Doszło do spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Przemysławem Czarnkiem i temat zniknął z oficjalnego przekazu PiS. Nie usłyszeliśmy przeprosin ani jednoznacznego wycofania się z tych słów. To rodzi pytanie, czy była to jedynie niefortunna wypowiedź jednego polityka, czy też element szerszej strategii testowania coraz bardziej radykalnych haseł.
Polska potrzebuje dziś odpowiedzialnych liderów, którzy rozumieją, że bezpieczeństwo kraju buduje się poprzez silne sojusze i konsekwentne wspieranie Ukrainy w walce z rosyjską agresją. W tym sporze rację ma Władysław Kosiniak-Kamysz. Natomiast Przemysław Czarnek pokazał, że w pogoni za politycznym rozgłosem gotów jest igrać z jedną z najważniejszych kwestii dla przyszłości Polski.










