Prezydent Karol Nawrocki z uporem przedstawia swoje weta jako dowód niezależności i troski o obywateli. Problem w tym, że za politycznymi gestami kryją się bardzo konkretne konsekwencje finansowe. Minister finansów Andrzej Domański postawił sprawę jasno: „Powinniśmy liczyć, ile rocznie prezydent swoimi wetami ujmuje z dochodów budżetu państwa”. To zdanie powinno stać się początkiem poważnej debaty o odpowiedzialności głowy państwa za kondycję polskich finansów.
Prezydenckie weto jest jednym z najważniejszych instrumentów ustrojowych. Nie powinno jednak służyć wyłącznie prowadzeniu bieżącej wojny politycznej. Gdy staje się narzędziem blokowania kolejnych ustaw fiskalnych bez przedstawienia realnej alternatywy, przestaje wzmacniać państwo. Zaczyna je osłabiać.
Andrzej Domański zwrócił uwagę na problem, który dotychczas pozostawał na marginesie dyskusji. „To, co mnie bardzo martwi, to to, że prezydent wetuje kolejne ustawy, dzięki którym wzmacnialibyśmy finanse państwa” – powiedział. Wskazał przy tym konkretne przykłady: podwyżkę akcyzy na alkohol oraz rozwiązania uszczelniające obrót betonem w branży budowlanej. Według szacunków Ministerstwa Finansów oba projekty mogły przynieść budżetowi ponad miliard złotych dodatkowych dochodów.
Można oczywiście spierać się o wysokość akcyzy czy sposób opodatkowania poszczególnych sektorów gospodarki. Taka dyskusja jest naturalnym elementem demokracji. Trudniej jednak zaakceptować sytuację, w której prezydent ogranicza się do prostego zablokowania ustawy, nie proponując równie skutecznych rozwiązań pozwalających zrekompensować utracone wpływy.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa szacunek przedstawiony przez ministra finansów. Domański ocenił, że dotychczasowe decyzje prezydenta mogły kosztować budżet „co najmniej 5–6 miliardów złotych”, podkreślając jednocześnie, że jest to „bardzo ostrożny szacunek”. Nawet jeśli rzeczywiste skutki okażą się niższe, skala problemu pozostaje ogromna. Miliardy złotych nie są abstrakcyjnymi liczbami. To pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na ochronę zdrowia, inwestycje infrastrukturalne, bezpieczeństwo czy modernizację państwa.
Karol Nawrocki najwyraźniej uznał jednak, że polityczny konflikt z rządem jest ważniejszy od stabilności finansów publicznych. Weto wobec podwyżki akcyzy można przedstawiać jako obronę konsumentów przed wzrostem cen alkoholu. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że taka decyzja ma swoją cenę. Jeżeli państwo rezygnuje z części dochodów, musi albo ograniczyć wydatki, albo znaleźć pieniądze gdzie indziej. W ekonomii nie istnieją darmowe decyzje.
Nie bez znaczenia jest również szerszy kontekst polityczny. Prawo i Sprawiedliwość od lat budowało swój wizerunek jako ugrupowanie odpowiedzialne za bezpieczeństwo finansów państwa i hojnie finansujące kolejne programy społeczne. Dziś politycy związani z tym obozem popierają działania prezydenta, które – według wyliczeń resortu finansów – uszczuplają budżet o miliardy złotych. To trudna do obrony sprzeczność. Nie można jednocześnie domagać się większych wydatków publicznych i blokować źródeł ich finansowania.
Oczywiście projekt podwyżki akcyzy na alkohol budzi kontrowersje. Przedsiębiorcy zwracają uwagę na ryzyko spadku sprzedaży i wzrostu kosztów prowadzenia działalności. Ministerstwo Rolnictwa również zgłasza zastrzeżenia. Są to argumenty, które zasługują na rzeczową analizę. Nie zmienia to jednak faktu, że odpowiedzialna polityka wymaga przedstawienia alternatywy. Samo powiedzenie „nie” nie rozwiązuje żadnego problemu.
Największą słabością działań Karola Nawrockiego jest właśnie brak takiej alternatywy. Prezydent chętnie korzysta z prawa weta, ale znacznie rzadziej pokazuje, w jaki sposób państwo miałoby odzyskać utracone wpływy. Tymczasem budżet nie funkcjonuje w oparciu o polityczne deklaracje. Funkcjonuje dzięki realnym dochodom.
Andrzej Domański słusznie zwrócił uwagę na konieczność rozliczania kosztów prezydenckich decyzji. W demokracji odpowiedzialność nie kończy się na efektownych konferencjach prasowych i medialnych sporach. Obejmuje również rachunek ekonomiczny. Jeżeli kolejne weta oznaczają miliardowe ubytki dochodów państwa, obywatele mają pełne prawo pytać, kto za te straty ostatecznie zapłaci.
Karol Nawrocki powinien pamiętać, że prezydent nie jest wyłącznie recenzentem działań rządu. Jest również współodpowiedzialny za kondycję państwa. A tej odpowiedzialności nie da się zawetować.










